RZECZY, KTÓRE ZASKOCZĄ CIĘ W CHORWACJI

Zrzut ekranu 2015-04-18 o 11.36.31Żyjemy w czasach gdy o każdym kraju można gdzieś przeczytać. Blogów podróżniczych jest całkiem sporo, przewodników, artykułów czy komentarzy (o ich jakości pozwolę sobie dzisiaj pomilczeć) jest w internetach od groma i jeszcze ciut. Można się mniej więcej przygotować na to co Cię czeka w destynacji w którą się udajesz.

Nijak jednak nie powstrzyma mnie to jednak; przed napisaniem własnego, typowo Erillkowego przewodnika.
Pamiętać należy aby część wypowiedzi traktować z należytym dystansem.

JĘZYK


Wbrew obiegowej opinii jakobyście musieli uczyć się języka angielskiego muszę Wam powiedzieć iż w przypadku Chorwacji jest on w zasadzie zbędnym. 
Oszczędzicie nie tylko kasę na wakacje; ale tez czas, który przeznaczyć możecie na swobodne melanżowanie lub bezcelowe siedzenie w odmętach internetów.

Na poważnie jednak; w Chorwacji dogadać się można spokojnie po polsku. Co prawda odpowiedź dostaniecie z łamanym akcentem czesko słowackim; ale można ją naprawdę łatwo zrozumieć.
Jakby ktoś jednak podjął się rozmowy po angielsku to spokojnie to co słyszycie w filmach wystarczy by zamówić piwo, wino czy oliwę.
Oni też tutaj nie są poliglotami z akcentem z Cambridge.

JEDZENIE


Niby sklepy są te same a jednak produkty smakują jakby o niebo lepiej. Lub bardziej; o morze Adriatyckie lepiej.

W Lidlu tak na przykład jest specjalna półka z produktami regionalnymi, na której znajdują się w przyjaznych cenach wędliny, masło, sery i inne jogurty, które spokojnie wystarczą na elegancki żywot przez kilka dni. I to bez wydawania fortuny.

Poza tym zdecydowanie należy spróbować miejscowych specjałów; jak chociażby wino od sąsiada (w razie czego polecam sprite lub owoce celem dodania smaku, tudzież zabicia zbyt ciężkiej goryczy ziemi dalmackiej); czy jagnięcina; bądź miejscowa ryba, która najlepiej smakuje podana w restauracji na szczycie pagórka z widokiem na Supetar oraz Split.

W razie jakbyście byli autem i mieli dużo miejsca warto zaopatrzyć się w oliwę wyrabianą i doprawianą na miejscu.

INTERNETY


W końcu kończy się era; w której internety to tylko w lobby albo w knajpie. I to tak słabe, jak ciśnienie wody na piętnastym piętrze, w budynku który miał mieć ich trzynaście.

W dzisiejszych czasach można po prostu kupić sobie starter w kiosku za cenę około 13 eurasków (karta VIP) i cieszyć się dziennym limitem w postaci 1 GB przesyło-wysyłu łącznie. Na maile, kilka fotek na insta, snapchat i tt spokojnie wystarcza i to na kilka człowieków. Nas jest tu szóstka i dajemy radę.

Jedyne o czym trzeba pamiętać to zabranie ze sobą przenośnego routera. Albo takiego do kompa albo samożyjącego.

POGODA


Po doświadczeniach na Fuerteventura poza sezonem (czerwiec – sierpień) nie wierzę z zasady w to, że gdzieś poza Azja może być wieczorem spektakularnie cieplnej niż w Polsce. 
Przezornie posiadam ze sobą dwie bluzy, rajty a nawet kurtkę.

I tak rzec należy iż w dniu dzisiejszym pogoda zaskoczyła Polaków i dała nam w palnik całymi trzynastoma stopniami potęgowanymi jeszcze wiatrem.
Tak jest, błogosławię swą mądrość iż zdecydowałam się na kurtkę oraz bluzę; a Wam doradzam cobyście mieli coś takiego na podorędziu, jeśli wybieracie się tu na przykład w kwietniu.

Jakkolwiek pamiętać należy, że gdy słońce jednak wyjdzie i zdecydujecie się z niego korzystać; to bez filtra 50 najlepiej w ogóle nie wystawiać głowy z cienia.
Promienie są na tyle ostre że po 5 minutach masz już ślady od bluzki.

A nikt z nas nie lubi jak mu się smaży jajko sadzone na plecach; bo nie chciało mu się posmarować kremikiem.

ESTETYKA


Wywodząc się z kraju kiczu, tandety i prześcigania się w oczojebnych kolorach na budynkach, murach i wszelkim okablowaniu a także obanerowywaniu budynków reklamami; estetyka Chorwacji zwyczajnie powala na kolana.

Nie zaznasz tu koloru intensywniejszego niż łosiowy na elewacjach. Wszystko jest stonowane, zbliżone do koloru ziemi i terenu wokoło.

Nie ma; jebiących po oczach; reklam na każdym kroku, banerów, święcących odpychaczy przy knajpach, każde w innej czcionce; czy wszechobecnych billboardów, które zasłaniają widoki. Pozdrawiam wjazd do Zakopanego z tego miejsca.

Drogi są ładne i czyste, budynki śliczne i zadbane, nawet gdy są opuszczone (no te opuszczone nie są zadbane, ale wciąż są piękne). Słupy są na ogól w jednym kolorze, podobnie jak barierki a miasta nie potrzebują prześcigać się w reklamach na budynkach bo ich tam zwyczajnie nie ma. A jak już są to niewymuszone i nie stanowiące głównej tematyki elewacji.
Ludzie dbają o czystość i nikogo nie dziwi fakt, że wszystkie dachówki są albo rude albo szare.

Da się? Da się.
Tyle, że nie w Polsce.

POZNASZ JEGO PO EGO

zima3Ich blask przyćmiewa słońce. 
Legendy które na swój temat opowiadają mają bardziej patetyczny wydźwięk niż opowieści o Królu Arturze. Gdy kroczą; ziemia drży. Jak przed przejazdem Punto z podmiejskimi blachami z Manieczkami na full.
Ich sława wyprzedza ich niczym strzał z lasera szturmowca. Ich opowieści niosą się jak echo w Kanonie Kolorado.

Gdy kierują się do Ciebie; ich ego ich wyprzedza sącząc Ci do ucha legendę, którą sami tworzą.
Ale kiedy stają obok Ciebie sięgają dziwnym trafem do pasa. A gdy się odezwą, piszczą z okolic kostki. Czytaj dalej