JEDŹ W BIESZCZADY, MÓWILI..

Screen Shot 2016-05-04 at 15.44.21

Jest piąta rano. Jak zawsze nie spakowałam się odpowiednio wcześnie. A bo to sklejka, a bo to kolorek, a bo to czas z przyjaciółmi. Jakoś tak wyszło. Trudno, wyśpię się jak dojedziemy na miejsce. Byle tylko oczy dały radę pokierować i wytrwać te około siedem godzin.

Z dwunastej robi się trzynasta trzydzieści. Jest piątek przed majówką. Pierwszy wypadek natykamy już we Wrocławiu. To jeden z czterech na które natkniemy na trasie do Wetliny. Kolejny jest chwilę po wjeździe na A4. Taki urok tej autostrady, na niej zawsze się coś dzieje. Po objeździe docieramy do Katowic po 4 godzinach zamiast po dwóch. Już wiemy, że ta podróż potrwa.

Po 10,5 godzinie w aucie, 200 km serpentyn pokonanych w deszczu, mgle i nawierzchni przypominającej skórę nastolatki z problemami, docieramy na miejsce. Chwilę przed – również spóźnionym – autobusem.

Powietrze pachnie deszczem. Tym specyficznym górskim, wyrazistym powietrzem. Rzucamy bagaże w kąt, wyciągamy przywiezione kubki – którymi cały wyjazd nadamy szyk – i ładujemy od razu whiskey. Trzeba się zchillować po podróży. A gdzie lepiej jak nie przy długiej ławie w górnej kuchni.

Po czterech godzinach snu, lecimy pod namiot.

Ten który czwartego dni przesiąknięty zapachem grilla, gwarem ludzi z internetów powoli opustoszeje przed południem 3 maja. To tam wygrillujemy przemysłowe ilości miensa, grzanek z masłem czochowym, które wykonamy wspólnie z Lanem. Tam też poznamy historie o filtrach wody, kawiorze i piwach kraftowych a także zobaczymy ludzi, którzy przetrwali burzę z gradobiciem na szlaku. Tą samą, którą my przetrwaliśmy pod Chatką Puchatka. Która sprawi, że kolory gór będą niezwykle intensywne a uśmiech z twarzy nie zejdzie nawet mimo spodni zamokniętych po pasek i ślizgu na szlaku powrotnym.

Zjemy najlepszego na świecie naleśnika, któremu bliżej do racucha. Będziemy obserwować ludzi schodzących z gór, widząc ich w najbardziej czystym wydaniu człowieka, któremu góry pokazały granice. Rozmyślać o hodowli alpaków, śpiewać dżem przy ognisku, cichcem wsuwać pyry w żar tegoż. Spędzać czas z ludźmi, których kojarzymy wyłącznie z neta, gdzie piszą swoje 140 znaków.

A wszystko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział „Tweeterianie, jedźmy w Bieszczady”.

To Erillek pojechał.

I chce już wrócić.

 

p.s Wpis ma dużo (33) zdjęć.

 

 

Reklamy

5 comments

  1. zosiako · Maj 4, 2016

    Kocham Bieszczady i chyba nic tego nie zmieni :) zobaczyłam zdjęcia i już mi się tęskni…

  2. Tochybaomnie · Maj 5, 2016

    Zamierzam się wybrać w najbliższym czasie :)

  3. Tochybaomnie · Maj 5, 2016

    PS. Piękne zdjęcia!

  4. gry-dlachlopcow.pl · Maj 30, 2016

    Bieszczady są piekne :) Wspaniały wpis !

  5. basiaho · Październik 20, 2016

    Naleśnik w chacie wędrowca :) najlepiej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s