Z TYMI KTÓRYCH NIE MA

image

Najpierw stworzyliśmy lajfstajl. Chyba głównie po to by móc się czekinować w trakcie fancy śniadań, robić selfiaczki w drogich, swieżo kupionych ciuchach, czy siedzieć w posh knajpeczach z super kolorowym drinkiem, który tak ślicznie wygląda na instagramie.

Potem stworzyliśmy antylajfstajl, gdzie gardziliśmy produktami mainstreamu, który sami wymyśliliśmy.
Z pogardą spoglądamy na markowe ciuchy, popularne w hasztagatch knajpy czy sposoby spędzania czasu.
Gdy to nam nie wystarczyło, wzięliśmy się za tradycje.

Święto kobiet wyśmiewamy bo jest peerelowskie, Walentynki są skomercjalizowaną amerykańską tandetą. Boże Narodzenie trwa dwa miesiące; i “O bogęż czemuż tak długo?! Pewnie tylko po to by sklepy wyciągnęły od nas więcej hajsów”.
Ze święta gdzie w końcu udaje nam się rodziną pójść i chociaż trochę powspominać bliskich, których już z nami nie ma; stworzyliśmy – och jakże zabawnie brzmiący – grobbing.

Idziesz na groby? Ładnie się ubrałeś, kupiłeś znicze?
Mój Boge, jesteś tak przesiąknięty komerchą, pozorami, wymuszonym świętem i nakazem wspominania bliskich.
Nie powiem Ci tego naturalnie w twarz, bo przecież Cię nie znam. Jednak przy odrobinie szczęścia mam dość odbiorców na fejsiku czy gdzieś tam; by przekazać szerokiemu gronu, że grobbing to okres pozbawiony większego sensu, że wszystko na pokaz i w zasadzie bez sensu, bo liczy się tylko to co robisz poza pierwszym listopada.
Zupełnie jak z tłumaczeniem sobie braku obchodzenia Walentynek. Prawdziwa miłość jest przecież codziennie; poza 14 lutego. Jakby wtedy też się nie mogła objawić jakimś miłym i czułym gestem.

Poszłam dziś do dziadków, z mamą.
Szłyśmy pięknym, jesienno złotym parkiem w ostatnich promieniach słońca. Wspominając i gawędząc. Mając na to spokojną chwilę w pięknych okolicznościach przyrody.
Dotarłyśmy do dziadków. Tak, do dziadków – nie do pomnika, murka, zdjęcia, znicza czy pudełka. Do dziadków.
I spojrzałyśmy na to jak szybko mija czas.

Za chwilę będzie cztery lata od pamiętnego grudnia, który tak głęboko we mnie tkwi. Z którego pamiętam dowcipy po czesku i uśmiechniętą; siedząca na swoim łóżku w stołowym pokoju babcię; która z rozczuleniem patrzyła na prawie całą rodzinę wokoło.
I wiedziała.

Deszcz ze śniegiem na pogrzebie i to, że nie pamiętam nic więcej aż do Wigilii, a potem długi czas w którym starsza siwa pani powodowała we mnie spazmy; też pamiętam.

Za moment minie też 3 i pół roku kiedy pożegnał się z nami dziadek, uśmiechając się szeroko w nocy przed śmiercią – gdy przyszliśmy się z nim zobaczyć. Uchodzącą z niego energię z każdym coraz bardziej rwanym oddechem aż nie zasnął całkiem po równych siedmiu miesiącach po babci, też bardzo wyraźnie pamiętam.

I wiecie, mogłabym pisać o tym wcześniej.
Mogłabym też cały czas, albo na rocznicę, ich imieniny czy urodziny. Albo przy każdej okazji w której dopadła mnie jakieś wspomnienie, bo dźwięk, zapach, okulary.

Ale to pierwszy listopada jest dla mnie ten spokojnym i bardzo nostalgicznym dniem w którym pozwalam sobie na taplanie się w smutku, który we mnie siedzi. Dzień powagi, której nauczyli mnie dziadkowie właśnie i szacunku do tego, by wtedy spotkać się z rodziną i wspomnieć tych których już nie ma. I za którymi tęsknimy, mimo upływu lat i intensywnego życia.
Nie, że w inne nie. Po prostu w ten również.

Nie rozumiem jak można było stworzyć z tego wyjątkowego dnia, coś groteskowego, śmiesznego i pozbawionego sensu.

Grobbing.

Czy naprawdę tak pozbawiliśmy się szacunku – również do własnych historii i tradycji – by uznawać, że nie są warte obchodzenia?
Naprawdę nie mamy już w sobie tej potrzeby zatrzymania się nad mogiłami naszych bliskich – dla których mieliśmy tak przeraźliwie mało czasu za ich życia bo przecież praca, życie, pasje – że już nawet tego jednego dnia sobie odmawiamy?
Czy przestaniemy też dawać prezenty w myśl zasady, że po co – bo robią to wszyscy?

Jeśli nie chcesz, nie umiesz, czy nie czujesz, że potrzebujesz spędzać tych świat to czemu tkwi w Tobie potrzeba udowadniania innym, że ich chęć by to robić jest głupia, płytka i pozbawiona sensu?

Nie idź „na groby”, jak nie chcesz.
Traktuj je jak kamień, widź sobie na cmentarzu rewie mody czy heheszkowy komentarz, że rodzina rozstawia znicze jak trener piłkarzy na boisku.
Twoja sprawa.

Ale nie mów mi, że kiedy ja tam idę i chce wtedy intensywniej wspomnieć bliskich, których mi brakuje; to uprawiam żenujący grobbing, który nie ma sensu i wartości.

Reklamy

4 comments

  1. Catherine Sophie · Listopad 1, 2015

    Nie jestem w PL ale z wypowiedzi znajomych domyślam się, co opisujesz. I myślę że tu bardziej chodzi właśnie o to, że to bardzo indywidualne święto, a robi się z tego i robiło jakiś przymus. Ja na przykład nie rozumiem od dziecka idei cmentarzy, a dokładnie od momentu jak zobaczyłam stare zaniedbane groby – no bo kurde, nie oszukujmy się że te pomniki naszych dziadków będą nasze pra-pra-pra-wnuki doglądać, chyba nikt tak naiwny nie jest? No więc od tamtej pory nie kumam tego i widzę w tym jakąś strasznie egoistyczną rzecz – czy napawdę muszę stać w miejscu wyznaczonym przez miasto nad kawałem kamienia w ziemi, żeby powspominać bliskich? Według mnie nie.

    Tak więc dla mnie to jest bardziej problem tego, że to święto jest pozbawione akceptacji, ciszy, spokoju i przede wszystkim szacunku dla innego człowieka. Na Karaibach w niektórych kulturach śmierci nie towarzyszy smutny pogrzeb, tylko impreza celebracji życia. I myślę, że coś takiego jak śmierć bliskich, to tak silny emocjonalny cios, że nikt i nic nie ma prawa nikomu mówić jak gdzie kiedy i po co to przeżywać. A tym bardziej jaki znicz zapalić, jak się ubrać, jaką minę i postawę przybrać.

    • Erill · Listopad 2, 2015

      Kurcze, ale z Bożego Narodzenia tez jest przymus? Z Wielkanocy? Z weekendu majowego gdzie jest wolne?

      U mnie w domu rodzinnym pamięć o tych, którzy odeszli była zawsze bardzo silna. Nie ograniczała się do pierwszego listopada. Była obecna cały rok. Jeżdziliśmy na cmentarz sprzątać i dbać o grobowiec, uczyła nas tego z dużą wrażliwością babcia z dziadkiem. Mama nam tłumaczyła czemu ten dzień jest taki „cichy”.
      Nigdy nie czułam przymusu chodzenia na cmentarz pierwszego listopada. Wiedziałam, że to jest ten dzień gdzie jesteśmy wyciszeni i pełni wspomnień, a także spotkań z rodziną.

      I wiesz, ja wierzę, że te pomniki nie zostaną zapomniane. Bo ja zostałam wychowana w duchu tego by pamięć i dbałość o grobowiec a także wspomnienia kultywować. Gdy widzę pusty grób zapalam na nim świeczkę. To od nas zależy to jak i czy w ogóle, będzimy dbać o miejsca gdzie spoczywają nasi przodkowie.

      My jesteśmy narodem zatopionym w pamięci,matrynologii i przeszłości. Tacy jesteśmy. Taka jest nasza kultura, historia, tradycja. Nie możemy się tak porównywać do innych narodów. W Meksyku święto śmierci to święto życia tak naprawdę. Ale nie u nas.
      Wystarczyłoby uszanować te różnice. I jeśli chce się kultywować swoją obojętność na to święto to robić to bez pogardy dla tych, dla których ten dzień jest ważny i ma jakąś wartość. I to tylko o to chodzi.

      • Catherine Sophie · Listopad 3, 2015

        No i właśnie o tym napisałam – że to jest na tyle indywidualna sprawa, że należy każdemu pozwolić przeżywać na swój sposób.

  2. Ola · Listopad 3, 2015

    Erill, dziękuję Ci za ten tekst.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s