STARY CZŁOWIEK I ŻYCIE

Zrzut ekranu 2015-10-27 o 15.45.35
My młodzi.
Z rozrzewnieniem opisujemy, że Ktoś – najczęściej starszy, zmęczony życiem i doświadczeniem w nim – odmienił nasz światopogląd. Otworzył oczy, sprawił, że miło i merytorycznie spędziliśmy czas na rozmowie w poczekalni szpitala, podpowiedział jak jeździć na wrotkach.

My młodzi.
Mający tak wiele możliwości, okazji które należy chwycić; wyborów, których możemy dokonać. Mnogość opcji sprawia, że mamy coraz mniej czasu dla siebie. I coraz mniej dla najbliższych.

Bo przecież są.
Zrozumieją, poczekają. Zadzwonię to zabiję wyrzuty sumienia, że nie przyjechałam na obiad, kawę czy zabrać do kina mamę, rodziców na obiad czy posiedzieć w ogrodzie z dziadkami.

Oni wiedzą, że jestem teraz na etapie zapierdalania na lepszą przyszłość. Że żyjemy w czasach gdzie potrzeba zakasać rękawy by mieć cokolwiek. Że nikt nam nie da, bo nawet im odebrał.
My nawet nie możemy liczyć na tą jałmużnę którą mają oni.
Dzielimy czas na pracę, potem pracę a jeszcze przyjaciół czy znajomych czy pasje – bo przecież to też jest dla nas ważne.
Rodzice, dziadkowie, najbliżsi – zrozumieją.

Poczekają.

A potem spotykamy nieznanego starszego pana w parku, który zapyta – piękną, dykcyjnie poprawną polszczyzną – o jakieś dwie kwestie. Rozgadujemy się na godzinę a potem z błąkającym się uśmiechem odchodzimy, że oto mózg roztentegowany bo przypadkowy senior nas zatrzymał na chwilę.
Szybkich kilka kliknięć, historia ląduje na feedzie.
Stan refleksji trwa, trzy – cztery dni. Póki lecą szery.

Potem znów deadline, koncert, teatr, a to randka, a to się wyspać.
Zadzwonię jutro mamo, przyjadę po weekendzie bo dziś jest środa a ja mam tyyyyle roboty, wtedy pogadam z dziadkami.

A potem nagle nadchodzi grudzień, a potem lipiec.
I już nie przyjadę pogadać z dziadkami. Solennie obiecuję sobie odwiedzać ich chociaż na cmentarzu.
I nawet to robię za rzadko.

Obiecuję poprawę, że będę przyjeżdżać częściej do mamy.
A potem znów deadline, bezsenność, praca, plan, wyjazd, może jakieś wakacje raz do roku.

Potem kolejna historyjka na fejsie czy twitterze.
O obcym starszym panu w sklepie, pani w parku czy kimś w tramwaju. Na którą poświęcamy więcej czasu niż na osoby, od których możemy się tak samo wiele nauczyć. Które mamy tak tuż po ręką.

Tylko o nich nikt nie pisze.
Nawet my sami.

 

zdjęcie: Bartek Barczyk

Advertisements

7 comments

  1. lekkopowaznie · Październik 27, 2015

    dobry temat, sama popełniłam ostatnio coś podobnego ;) (czy to nie grzech wrzucać linki blogspotowe na worpressie? :P )

    • Erill · Październik 27, 2015

      Nie. Grzechem jest tylko linkowanie w treści komentarza zamiast w rubryce adres url :)

  2. lekkopowaznie · Październik 27, 2015

    uf, jak dobrze zatem, ze jest moderator :)

  3. Kayka · Październik 28, 2015

    Dobre.

    • Erill · Październik 28, 2015

      Dziękuję.

  4. REMANENT · Październik 28, 2015

    No właśnie – ich dowodem bezkresnej miłości jest niesamowita cierpliwość i wyrozumiałość. Czekają na nas, ale my zawsze zbyt zajęci sobą.
    A potem przychodzi taki dzień, że jest za późno.

  5. Magdalena Śpiewak · Październik 28, 2015

    Podoba mi się, że spojrzałaś na ten temat z innej strony.
    Z drugiej strony, myślę, ze kontaktu z dziadkami, rodzicami, rodzinności trzeba nauczyć. Jesli pokazujemy dziecku, że babcie trzeba odwiedzać, o rodziców dbać, to w dorosłym życiu będzie to robił. Póki mieszkałam w rodzinnym mieście, to u swojej babci bywałam nawet codzinnie, a jak zdarzyło się, że tydzień jej nie odwiedziałam, to miałam okrutne wyrzuty sumienia i wpadałam choć na pół gdoizny, by wiedziała, że o niej pamiętam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s