ZOBACZ BLOGERA aka SeeBloggers

Zrzut ekranu 2015-07-28 o 13.34.25Czyli o tym co się dzieje na owianych mitami, wyobrażeniami a także emocjami eventach dla blogerów.


ZOBACZ
 

Ile przyjechało ludziów. I Oni wszyscy piszo! Albo nagrywajo.

Snują się po korytarzach Pomorskiego Parku Naukowo Technologicznego z równie przerażoną miną co Ty i próbują ogarnąć skale tego całego przedsięwzięcia.
Większość jest tu nowa, ale zaczynasz z wolna dostrzegać twarze, które mimo tego, że widujesz raz na pół roku; przy okazji takiego właśnie spędu, traktujesz jak rodzinę.

Możecie mieszkać pod jednym dachem, chrapać i łazić bez make upu lub w takim z ratraku.
Albo spontaniczne zaprosić do aparatamentu nieznanego wcześnie człowieka, by się okazało, że ma taki sam klimat jak Wasz i jego obecność tworzy niepowtarzalną atmosferę. 

Przy salach wykładowych lub warsztatowych zawrzeć nowe znajomości; a w trakcie imprezy poczuć bliską wieź z kilkoma osobami, które wiedzą co to Havana Night i podejmują się ubrania w tym klimacie.


USŁYSZ

Tych wszystkich mądrych ludzi, którzy tak wiele osiągnęli.

Nie to, żebym miała wystawiać po tym wpisie faktury za dobre słowa; ale naprawdę jeśli się uczyć to tylko od najlepszych.
A właśnie tacy ludzie przemawiali do tych, kilku setek otwartych i chętnych do poszerzania horyzontów, głów.

Moim faworytem była prelekcja Piotra Buckiego a także panel dyskusyjny o kulturze, który nomen omen ten sam Piotr prowadził, prezentacja Elizy oraz Martina i Randalla.

Ale wiecie.

Jak ja słucham w auli człowieka, który widać że wie co mówi i ma za sobą zaplecze w postaci ogromnej wiedzy, doświadczenia a także feedbacku z zewnątrz to czuje się jakbym wygrała los na loterii.

Jak słucham, że ktoś wie kim są goście panelu i potrafi im zdać pytania tak by każdy mógł się wypowiedzieć i poszerza mi postrzeganie w danej – wąskiej jednak – dziedzinie; to ja mam dzień dziecka.

Jak mogę podejść do kogoś po prelekcji i dopytać o nurtujące mnie rzeczy a ten człowiek, będący chodzącą encyklopedia jest w stanie poświęć mi swój cenny czas i podzielić się wiedzą i doświadczeniem to wygrałam życie.
 
I o to chodzi w tym spotkaniach.

Czy one się konferencja, czy spotkanie czy festiwal nazywają.


PRZEŻYJ

 
Emocjonujący wyścig z czasem, życiem i żołądkiem gdy okaże się, że jedzenie to tylko bułki (na które jesteś uczulony), kawa jest tylko rozpuszczalna (a Ty właśnie zacząłeś pić czarną), strefa cooking jest w innym budynku, do którego dotarcie to wyprawa jak przez Amazonkę bo właśnie leje się w nieba, jakby ktoś odkręcił kilkaset pryszniców na full, w torebce z giftami są podpaski a na plakietce nie ma nazwy bloga.

Na cóż mógłbyś narzekać, jakby tak organizatorzy ogarnęli wszystko tak by dogodzić każdej z sześciu set osób, które otrzymały dostęp do wiedzy i doświadczeń uznanych ludzi a także nowych znajomości, które zawiera się w kuluarach, za darmo?

A tak zawsze będziesz miał okazje.


ZADY I WALETY

Dobra a na poważnie i bez heheszków i ironii.

Wiadomo, że cukier, lukier i wianki stokrotek dla organizacji całej tej imprezy.

Uważam jednak, że o trudnych sprawach też należy rozmawiać.
Pozwala to unikać błędów w przyszłości i sprawić że takie wydarzenia będą jeszcze doskonalsze.

Sponsorzy


Nie da się ukryć, że jakby się uprzeć w negatywnym podejściu; można by powiedzieć, że było to nie SeeBloggers ale SeeLoggers.

Tak, było w opór sponsorów. W opór.
Było równie wiele konkursów. Było też więcej logotypów niż na piłkarzach.

Ale byli też doświadczeni i topowi prelegenci.
Było świetne miejsce w którym pomieściło się – za darmo! – sześćset osób. Sześćset.

To tyle co mają niektóre wioski w Polsce.

Tak, gifty robiły specyficzny uśmiech na twarzy. Fakt, facetowi na kij potrzebne są podpaski. Ale nie powiecie mi, że dobrze wykonany notes z matową okładką jest w jakiś sposób śmiesznym i bezużytecznym giftem.
Ja na przykład już go w pewnej części wyrysowałam.

Fakt, panie z jednego ze stoisk były hardkorowo namolne. A inna pani nie wiedziała jak czyta się “#”.
Za to kilka metrów dalej można było wymienić kilka interesujących zdań na temat naturalnych kosmetyków, lub nowości głównie wyglądowych.

Można było zostać za darmo twarzą jakiejś marki.
Ale nie było do tego przymusu. 

Pamiętać należy, że mimo wszystko każda z firm, które swoją drogą tworzyły na plakietce idealne miejsce pod wizytówkę, pasowała do tematyki poszczególnych warsztatów.
To nie było sprzedawanie salcesonu jako super nowego kosmetyku czy płynu do płukania ust bo stoi obok kosmetyków w sklepie.

Podobnie jak i o tym, że mieszkamy w kraju w którym nie ma jeszcze w pełni ukształtowanego, mądrego PRu I marketingu u wielu marek.

I pokutuje przekonanie, że jak logo nie będzie biło po twarzy jak pejcz po gołym ciele; to znaczy, że marka nie zaistnieje w świadomości odbiorcy.
Być może Zobaczenie Blogów pozwoli na to by rozpocząć dyskusje także nad ogarnięciem ukazywania logotypu.

Życzyłabym sobie tego.
Ulice, elewacje i billboardy pewnie też.

 

Bloger zły bo głodny

Erillek jest z tych co mają nie za wielkich wymagań żywnościowych. Jak mi kto da ziemniaki z masełem i czosnkiem to będę zachwycona.
Nie, że nie lubię bardziej prestiżowego pożywienia. Lubię.
Ale też chętnie pałaszuję proste, z produktów, które bardzo mi smakują.

Problem zaczyna być dla mnie moment gdy; na stołach przy ogólnodostępnych ciepłych i dodających życia napojach postawione są wyłącznie ciastka (pszenne, a mój stosunek do pszenicy jest co najmniej nieprzyjemny); a na strefie cooking co jakiś czas są kanapki. Zdecydowana większość na białej bułce, pośród dwóch na ciemnym pieczywie.

Jasne, że nie oczekuje, że ktoś mi da za darmo jedzenie; kiedy mam wszystko inne za free.

Ale jedna buda z hamburgerem i jeden bar w którym jest sałatka lub tortilla (wszystko na pieczywie) to na sześćset osób mało.

Bardzo mało.
A jeszcze mniej różnorodnie.

Tak, wiem, że w tym samym czasie odbywały się dwie duże imprezy.
Wiem.
Jestem w stanie to zrozumieć.

Ale też trzeba zrozumieć ogromną grupę ludzi, którzy biegali na stacje po hot doga, żeby nie zemdleć z głodu a szumne śniadanie okazywało się być pakietem ciastek.
Poprzednia edycja oferowała nie tylko posiłek caluteńki dzień, ale również jego sporą różnorodność i wybór dla tych, którzy nie wszystko mogą jeść.

A poza burgerem można było też kupić ziemniaki.
To już daje jakiś wybór.

 

DOCEŃ

Erillek czuje się tak jakby go ktoś zabrał do parku rozrywki i pozwolił ze wszystkiego co chce korzystać do woli.

Czuje się zmotywowana, napakowana wiedzą, inspiracją a także energią dobrych ludzi, którzy jeszcze nie dawno byli dla mnie bezcielesnymi nickami.

Czuję się tak jakbym dostała w prezencie mały urlop, przy którym zdążyłam nawet być nad morzem.

Czuje się tak jakbym wpadła na prestiżową uczelnię i za darmo korzystała z wysoce cenionej wiedzy.

Czuje się spełniona.

Dziękuje SeeBloggers.

Przykro mi tylko, że po weekendowe wrażenie po Waszej ciężkiej pracy zostały zagłuszone zupełnie innymi; decydującymi; które akurat w poniedziałek się odbyły.

Reklamy

7 comments

  1. Agata · Lipiec 28, 2015

    Też bolał mnie brak jedzenia, trochę dziwne, że nikt nie zaplanował czegoś w strefie cooking, co byłoby na bieżąco podawane – myślę, że wielu bloggerów kulinarnych chciałoby sobie tam pogotować i pomóc w sprawie:-)
    A tak poza tym to „Snują się po korytarzach Pomorskiego Parku Naukowo Technologicznego z równie przerażoną miną co Ty i próbują ogarnąć skale tego całego przedsięwzięcia..” tak dokładnie, kompletnie nie ogarniałam co się dzieje, więc głównie snułam się za bardziej „wdrożoną” przyjaciółką :P
    Ale było miło, fajnie, że takie rzeczy się dzieją, a notes jest faktycznie na propsie.

    • Erill · Lipiec 29, 2015

      No właśnie mi się wydawało, że właśnie tak to zostanie ogarnięte właśnie. Że blogerzy kulinarni zrobią chociażby degustacje swoich potraw. Z drugiej strony, kurcze i oni pewnie chcieli skorzystać z wiedzy jaka była na wyciągnięcie ręki więc trudno oczkiewać, żeby rezygnowali z czegoś dla siebie na koszt rozdawania swoich potraw. A może wystarczyły talerze z wizytówką?
      Ja tak samo. Ostatnia edycja była dużo bardziej kameralna i było łatwiej ogarnąć ludzi. A teraz było ich tak wielu, że nie wiem czy udało mi się zamienić słowo chociaż z jedną dziesiątą

  2. Amanda · Lipiec 28, 2015

    A było coś na weganie?

    • Erill · Lipiec 29, 2015

      Można było zamówić sałatkę w barze PPTN, który był na parterze.

      • Amanda · Lipiec 29, 2015

        sałatka, to brzmi źle :C

        • Erill · Lipiec 29, 2015

          Niech za odpowiedź wystarczy Ci fakt, że ja nie zdecydowałam się jej spróbować ;)

  3. Pingback: CZO TEN ERILL #6 | ERILL

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s