ŚLUBY SĄ TANDETNE

Zrzut ekranu 2015-07-21 o 11.58.08
Zwłaszcza te w Polsce.

Ta cała disco polowa otoczka, panowie na akordeonach, bramki z przebierańcami, hektolitry wódki, kiczowatych stylizacji z taftą i butem w trumienkę na czele.
A także sławetnych i równie żenujących zabaw o podłożu seksualnym.

Tak w sumie to nie wiem czemu to akurat ślub obrywa największe cięgi za kicz i tandetę w kraju, w którym goła baba reklamuje paprykarz szczeciński, zaraz obok drugiej półnagiej niewiasty, która trzyma szlifierkę i poleca zakład napraw pojazdów.
Obie panie z castingu na MaxModels.

Kraju w którym codzienną letnią stylizacją są skarpetki podciągnięcie prawie do kolana.
Koniecznie białe, ze znaną i szanowaną łyżwą na górze, zaraz obok adidasów, przeznaczonych głównie do biegania, koszulką bez ramion z dumnie prezentującym się tribalem. Jak nie na ramieniu to, na łydce. Lub w obu miejscach naraz i gdzieś nieśmiało wychylającym się chińskim smokiem.

Dumnie kroczącym obok różowej stylówki okraszonej koronkami, gliterem, tipsami.

Wyprzedzającymi właścicielkę o metr, a także naturalną opalenizną. Nawet w środku zimy. W pocie czoła dokonaną codziennymi wizytami w solarium, minimum trzydzieści minut.

W kraju w którym film rozpoznać można bez obrazu, bo dźwięk jest tak suchy i studyjny że uderza w ucho, jakby ktoś przyłożył je do perkusji w trakcie koncertu metalowego.
W którym maniera obrazków usilnie stara się przekazać głębszą myśl, a jest po prostu obrazem o polskiej wsi czy mieszczańskiej rzeczywistości.
Z koronkowym obrusem, meblościanką – koniecznie lakierowaną, i koszulą z krótkim rękawem, za dużą kamizelką i niedopasowaną marynarką, w roli głównej.

Naprawdę uważacie, że to śluby są pozbawione klasy i elegancji, które widać na zagranicznych reportażach?

Bo tam jest rząd druhien w ładnych sukienkach, w kolorze przewodnim; a u nas jedna świadkowa w kreacji z koronki i tafty oraz świeżych butach z cyrkoniami prosto ze sklepu?

Śluby odzwierciedlają Polska rzeczywistość.
A proporcje układają się w nich tak samo jak w codziennym życiu.

Dominują te stereotypowe.
Przaśne.

Z zabawą w uderzanie łyżką w pokrywkę przyczepioną do bioder partnera; wujkiem który od zbyt dużej ilości alkoholu najpierw przybiera kolor dojrzałego pomidora; a potem rozbiera się do półnaga bo to taka fajna zabawa, pokazać się setce gości w samych majtkach.

Księdzem, który lubuje się wchodzeniem do łóżek nowożeńców, koniecznie na ambonie, przy wszystkich gościach.
Czasem i bójkami, jeśli jesteś w określonym rejonie nadwiślańskiego kraju.

Ale to nie znaczy, że nie ma też innych. 
Tak samo jak na ulicy widzicie dobrze ubranych ludzi, w telewizji reklamę z doskonałym konceptem i jeszcze lepszą realizacją; czy zdjęcia w gazetach które nie są średnią tego co występuje na max models, ale reprezentuje sobie wysoki, światowy poziom.

Nie disuje tu max models.
Ale każdy kto tam chociaż na chwilę zajrzał, wie, że dominują zdjęcia dziewcząt, które nigdy nie będą miały szansy stanąć obok modelki a co dopiero nią być. Ale cztery strony zdjęć jak nie w trawie to na torach są.
I doświadczenie duże również.
Choć i tam znajdują się perły.

Oczywiście, że nie zwalczę tym wpisem negatywnych skojarzeń z tańcami w kółeczku i oczepinami.
Zdaje sobie sprawę, że większość ludzi dalej będzie krzywo na mnie patrzyła jak im powiem, że jaram się tym, że pracuje na ślubach.

I że nie tylko sama instytucja małżeństwa, obecnie przeżywa kryzys jakich mało. Będący wynikiem tego, jak dzisiaj podchodzimy do długoletnich relacji z drugim człowiekiem.

Ale również fakt, że wciąż tkwi w nas stereotyp i jedyne słuszne skojarzenie jakoby to tylko wesele było festiwalem kiczu i tandety.

Mimo, że głównie taka rzeczywistość, nas Polaków, otacza.
Codziennie.

A nie w letnie soboty, szczególnie w miesiącach z literką r.

Advertisements

8 comments

  1. Vann Zawss · Lipiec 21, 2015

    Nigdy w życiu (a mam 20 lat) nie byłam na ślubie. Miałam kilka zaproszeń, ale odmówiłam. Nie ciągnie mnie do szykowania się na odstrzał ciotek, komentarzy i pytań, kiedy będzie mój albo czy mam jakiegoś „kolegę”. Nie ciągnie mnie do tańców w kołeczku, objadania się kilka godzin, bo co innego mogę robić, i uczuciu, że chcę jak najszybciej uciec.
    Nie poszłam i wątpię, aby to się szybko zmieniło.

    • Erill · Lipiec 29, 2015

      No i właśnie Twój komentarz potwierdza tylko stereotyp wesela. Ja jestem rocznie na kilkunastu takich imprezach. I wiem, że to o czym mówisz, owszem zdarza się; ale też coraz rzadziej.
      Poza tym; nie chcąc nikogo urażać, ale to nie wina konkretnie wesela, że takie pytania się pojawiają tylko osób, które je zadają.
      Nie wesele odpowiada za taniec w kółeczku, ale para młoda, która podjęła decyzje o zatrudnieniu zespołu, który taką zabawę przeprowadzi.
      To nie impreza jest winna temu, że takie sytuacje się zdarzają ale ludzie i ich gust, którzy ją organizaują a także którzy na niej są.

      • Vann Zawss · Lipiec 29, 2015

        Nie no jasne, nie obwiniam imprezy samej w sobie, raczej wiadomo, że w skrócie myślowym chodziło o ludzi. Nie mniej, nastrój czy charakter okoliczności, skłaniają, popychają ludzi do takich pytań. „Skoro ślub, to tak przy okazji…. hohohoho no to kiedy twój?? A mogę się wprosić? hohohohoho No masz już 20 lat, to czas najwyższy! hohohohohoho.” ;P

        • Erill · Lipiec 29, 2015

          No wiesz, ja pamiętam takie pytania z okazji imien starszych członków rodziny albo Bożego Narodzenia. To chyba taka przypadłość polskich rodzin, że Ci ciut dalecy krewni sa jakoś tak ciut za ciekawscy ;)

  2. Martiarti · Lipiec 22, 2015

    Sama prawda. Amen :)

    • Erill · Lipiec 29, 2015

      Dziękuje :)

  3. Luk · Lipiec 23, 2015

    Cześć, przypadkiem tu trafiłem a jak trafiłem to i komentarz zostawię bo temat mi bliski :)
    Dla mnie śluby są tandetą, w dodatku drogą. Coś jak skarpetki z łyżwą do sandałów czy inne przykłady które podałaś. Nie chcę generalizować, ale najprawdziwszym ślubem o jakim słyszałem był ten od moich dziadków. Pobrali się w srogich latach 50-tych, w pożyczonych odzieniach, a „wesele” mieli na zakrystii. Przeżyli razem 42 lata. I co najważniejsze, weszli w życie bez kredytu na x kafli :) Nie chcę generalizować, więc rozumiem że ktoś może woleć inaczej. Pozdr :)

    • Erill · Lipiec 29, 2015

      To, że są drogie to nie ulega wątpliwości. Jakkolwiek większość ludzi przy ocenie „drogi” zapomina, że mieszkania tak de facto też są drogie, nawet jak się płaci 1600 złotych raty miesięcznie. Większość tych kosztów to pewien rodzaj wspomnień, które przez te 40-60 lat będą żyły nie tylko w głowach samej młodej pary ale również innych. Poza tym, trzeba pamiętać, że to ile ktoś wydaje na wesele albo jak bardzo bierze kredyt żeby było wystawnie i na bogoto nie jest kwestia tego, że wesele samo w sobie jest złe tylko intencje osob je organizujących.
      Im większy kij wiadomo gdzie i spina, że ma być idealnie tym gorszy efekt końcowy. Im bardziej chodzi o flow w fanym miejscu i ze sprawdzonym ludźmi, tym lepszy odbiór całości. To nawet ja, jako osoba odpowiedzialna za utrwalenie wspomnień to widzę :)
      Tak, śluby w latach 50 miały całkowicie inny klimat. Związki były wtedy całkiem inne, ich dynamika a także podejście do ich trwałości i tego co się robi gdy coś przestaje działać. Pisałam o tym kilka notek wcześniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s