NIE BOJĘ SIĘ MORDERCÓW

BLOG_LekJak mnie napadną, to mam przynajmniej cień szansy, że rzucę w nim nożem, mimo, że nie umiem. Albo pobiję chociaż.

Mimo, że bić się nie potrafię, a jeszcze w centrum rozrywki prawie złamałam sobie rękę w kontakcie z gruszką. Nikt mnie nie uprzedził, że ma konsystencje kamienia.
W zasadzie nie wiem czego się spodziewałam.

Anyway ja nie o tym. Ja o tych mordercach.
Bo widzisz ja to się boję rzeczy nienamacalnych. Ot, duchów na przykład.
To w sumie dość dziwna fobia jak na osobę, której hobby to zwiedzanie opuszczonych budynków, dworów; a z przyspieszonym oddechem ekscytacji nie zaś strachu; szpitali.

Jak myślę sobie, że jakieś coś w co nie da się niczym rzucić ani tego zobaczyć a jedynie wyczuć; może mnie dorwać; to dostaje zapaści.
Kładąc się spać zawijam stopy w kołdrę. Wbrew pozorom nie przed kotem, acz po trochu też. Głownie jednak dlatego, że wiadomo, iż stopa to drzwi do porwania przez istoty niecielesne, więc lepiej jest je mieć opancerzone w kołdrę.

Na chwałę pana nie mam leku przed spaniem nie przy ścianie.
Za to, dla równowagi, mam taki by zasypiając mieć zawsze coś na oczach. W sensie taką opaskę do spania.
Na logikę po prostu łatwiej, szczególnie, że zostawiam światło dla kota więc mnie razi. Taka jestem delikatna, praca przy monitorze pozdrawia.
Na nie logikę, a raczej na Erillkolęki, to co z oczu to z serca.
A jak wiadomo; gdy zamknę oczy to mnie nie widać, a jak otworze to widać, ale ha! jak zakryję oczy opaską to jestem mistrzem niewidzialności i żadna zła siła mnie nie dotknie.
Serio mówię.
Trzydzieści lat doświadczeń, swoim ciałem i prawie zdrowym duchem tutaj świadczę.

Tu nastepuje ten niezręczny moment w którym echem od ścian odbija się pytanie „Trzydzieści? A nie trzynaście przypadkiem?”

A tak na serio, to się boje. Tych morderców w sensie.
Zwyrodnialców wszelkiej maści i ludzi, którzy żyją napędzani tym by komuś zrobić krzywdę.

Ich duchów boję się jeszcze bardziej, bo one nie szukają spokoju.

A Ty czego się boisz?

 

 

 

 

BLOG ROKU

Reklamy

17 comments

  1. AgaQ · Luty 5, 2015

    Boję się ciemności. Panicznie. Zupełnie nie logicznie. Paraliżuje mnie i ściska za klatę. W moim domu nigdy nie gaśnie światło.

    • Erill · Luty 6, 2015

      No ja czasem też. Ale czasem. Nie wiem jakbym zyła bojąc się jej na codzien gdy często pracuję nocą. I nie wszędzie mogę mieć światło…

  2. miki · Luty 6, 2015

    A ja bardziej niż psychopatów z nożem boje się psychopatów z immunitetem poselskim, legitymacją urzędnika itp. którzy w każdej formie swobody, wolności czy pozytywnego szaleństwa widzą zagrożenie dla „bezpieczeństwa i porządku publicznego” i staną na uszach jajami się wachlując, żeby tylko przeforsować kolejne rozwiązania „dla dobra wspólnego”.

    • Erill · Luty 6, 2015

      Oj, prawda. Ludzi, którzy pod płaszczem „kręgosłupa moralnego” zmieniają rzeczywistość tak, że godzi w Ciebie i zabiera przestrzeń do życia.

  3. Ja się boję sama spać w nowym mieszkaniu…które wcale nie jest nowe bo już 5 lat w nim mieszkam…ale za każdym razem gdy mam w nim zostać SAMA NA NOC robię całą serię przygotowań – zupełnie inna piżama, oczywiście kokon-mumia z kołdry, szczelnie pozasuwane rolety w sypialni, światło w każdym pomieszczeniu i branie prysznica przy otwartych drzwiach. Aha i w pokoju dziennym, gdzie rolet nie mam obowiązkowy zakaz patrzenia na okno – bo tam na pewno zobaczę jakąś brzydką twarz demona która się we mnie wpatruje

    • Erill · Luty 7, 2015

      O jezus.. no ja własnie miałam taką fazę ostatnio, dzień przed pełnią. Wzrok w podłogę gdu wchodziłam do kuchni, omijanie okien spojrzeniem; wszędzie swiatła. A łazienka zawsze jest uchylona akurat, bo kot ma kuwetę i lubi paczyć na wodę z prysznica. Nie wnikam.
      Ale faktem, też nie lubię spać sama. Czasem specialnie się domęczam żeby zasnąć z chwilą dotknięcia poduszki. Wtedy przynajmniej nie myslę o tym wszystkim dookoła.

  4. bluzy z nadrukiem · Luty 6, 2015

    swoich demonów, chyba najbardziej

  5. Magda Samborska · Luty 6, 2015

    Fanatyków religinjnych, tych, co wiedzą więcej niż reszta świata i gotowi za to torturować i zabijać, nieprawdaż?

    • Erill · Luty 7, 2015

      Prawdaż, oj prawdaż.

  6. M.Ortycja · Luty 7, 2015

    Ja też panikuję przed zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jak siedzę długo w nocy sama i wiem, że jest blisko trzeciej, to w ogóle nie patrzę na zegarek, bo wciąż mam w pamięci „egzorcyzmy emily rose” i myślę, że jak spojrzę na zegarek i będzie idealnie TA godzina, to wpadnę w totalną panikę. Boję się też, że mnie ktoś na ulicy zaczepi, ot tak dla przycwaniaczenia, a ja nie daję sobie w kaszę dmuchać, więc odpowiem, zaklnę, pchnę czy coś, a ta osoba się okaże furiatem i mnie pobije (cóż, trauma z życia, raz wywołałam na koncercie bójkę z naziolami i prawie mi nos połamali). I jeszcze się panicznie boję raka – że zachoruję ja albo ktoś z moich bliskich. Albo, że ktoś z moich bliskich będzie miał śmiertelny wypadek.

    • Erill · Luty 8, 2015

      O jezu tego na ulicy też się boję. Szczególnie że często wracam wieczorami, parkuje w jakichś podwórkach bo tylko tam jest miejsce, a to centrum więc różny element się pojawia. Brrr.
      Jak to wywołałaś bójkę z naziolami????

  7. noutmeg · Luty 9, 2015

    o matko, dobrze że jest biały (dosłownie hehe) dzień i siedzę w pracy, bo bym chyba umarła. bo w sumie po chwili namysłu, to ja wszystkiego się boję… nawet niewinna z pozoru rzecz, powiedzmy schodzenie po schodach, zmienia się czasem w mojej głowie w śmiertelną pułapkę – zwłaszcza kiedy scenariusz przewiduje spadnięcie z nich i skręcenie karku. chociaż nie!… bardziej boję się chyba tego, że się nie zabiję. ot, logika… bardziej chyba więc boję się bólu niż śmierci. zresztą w ogóle, to moje „czarnowidztwo” doprowadzi mnie kiedyś do jakiegoś emocjonalnego wykończenia, to nie jest pesymizm, bo ja jestem w sumie dość pogodną osobą, to są krótkie błyski, w czasie których widzisz wszystko, co może pójść nie tak. np. na imprezie odbywającej się w sali na piętrze od siły muzyki zapada się podłoga, Ardian od pół godziny nie odbiera telefonu, na pewno go pobili i zostawili gdzieś zakrwawionego, obca osoba w tramwaju czy na ulicy staje się gwałcicielem i mordercą… nie mogę wracać w nocy sama, po ulicach przemykam, nawet u siebie w knajpie czasem bałam się być sama, i choć człowiek sobie tłumaczy, że to przecież takie absurdalne i dałabyś se Baśka siana z takimi głupotami, to ten strach zostaje i kłuje gdzieś w serce. a z takich przyziemnych rzeczy to się boję pająków, bo to małe wścibskie skurwysyny.

    • Erill · Luty 9, 2015

      O jezu ja mam podobnie z tymi schodami. Często mi się wydaje, że jak będę schodziła mając w ęku sweter (na górze mamy suszarkę z praniem) to mi się te sweter zaplącze jak taki kaftanik i spadnie jako wielkie burrito i już nigdy nie wstanę bo mi się wszystko połamie.
      A takie wyobrażenia to mi się też zdarzają, a jak jadę w dłuższą trasę to już w ogóle. Karambol, wielki pożar albo jakiś nagle zatrzymujący się idiota jak szybko jadę autostradą, albo nagle z bocznej ulicy wyjeżdzające auto kiedy wyprzedzam. Z czego to ostatnie ma dość logiczne podstawy ponieważ swój pierwszy wypadek miałam właśnie wedle tego, że ja wyjeżdzałam z bocznej uliczki a jakiś człowiek wyprzedzał dwa auta i uderzył we mnie. To, że wyprzedzał na podwójnej ciągłej i na pasach dla pieszych szybko ukierunkowało sąd na winnego; ale trauma została. I czasem mam lęk wyprzedzać w jakichś miejscowościach gdzie jest lewoskręt..

  8. qbanez · Styczeń 28, 2016

    A ja się boję morderców, no kurde. Miałem kumpla, z którym normalnie się kolegowałem, później kontakt się urwał na jakiś czas i pewnego dnia dowiedziałem się, że zabił matkę i siebie też chciał zabić, ale go odratowali… Mega dziwna sytuacja i bał bym się z nim spotkać teraz, nawet jak by była taka opcja, to kurde jest mega straszne i dziwne i porypane. A duchów i innych takich się nie boję, bo w nie nie wierzę. Jak można się bać czegoś co nie istnieje, aczkolwiek…. Aczkolwiek będąc w pewnym niesamowitym opuszczonym szpitalu (nie tym ze zdjęcia, bo i w tym byłem), pod berlinem eksplorowałem ten szpital we dwójkę z przyjacielem. W pewnym momencie mój kompan poszedł się załatwić, zostałem sam czekając na niego na oddziale chirurgicznym, w pewnym momencie poczułem tak wielki, ogromny i nie wyjaśniony niepokój i strach przed czymś czego nie da się opisać, że czułem iż nie wytrzymam ani minuty dłużej, chcę stąd spadać, chcę żeby on już skończył i wrócił. We dwójkę nie ma strachu, ale samemu w takim miejscu mózg płata figle. Mam nadzieję, że to tylko mózg, a nie jakiś kurde duch hitlera, bo to notabene ulubiony szpital hitlera był…

    • Erill · Styczeń 28, 2016

      Znaczy ja też. Tytuł jest takie nie do końca wyjaśniający tezę.
      Ale a propo tego szpitala, ja nie wiem jak Ty ale ja na trzecim piętrze od środowego skrzydła i na całym dolnym korytarzy to sama nie bardzo. Lęk, ciarki i coś „smalistego” sprawiały, ze nie miałam ochoty tam spacerowac nie tylko sama ale i z przyjaciółką jerzyła nam się skóra. A po zmroku to miałam ochotę po prostu się zdematerializować bo było tak.. no dziwnie..

      • qbanez · Styczeń 29, 2016

        Ja wtedy pomyślałem, że jeśli istnieją jakieś duchy, albo demony, czy inne zoombie, to jeśli teraz się mi nie pokażą, to znaczy że nie istnieją :D

        • Erill · Styczeń 29, 2016

          hahaha ja mega podobnie :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s