SEE BLOGGERS. Byłam. Widziałam. Tęsknie

Zrzut ekranu 2015-01-30 o 10.51.50 AMCzłowiek to czasem musi się zebrać w sobie i powiedzieć „jadę”. Coby się waliło, paliło, skrzynka mailowa wybuchała a telefony wyładowywały telefon w pierwszy kwadrans po godzinie dziewiątej; jadę.
I tak właśnie oto pojechałam żebym była na SeeBloggers celem poznania całej masy fantastycznych twórcotreści intetrnetowych w realu. 

Jako, że blogospotkania to taka dziedzina, że wystarczy spróbować raz by chcieć bywać już zawsze, a mnie zaraziła Blogowigilia, to nawet nie zdążyłam mrugnąć a już byłam zarejestrowana. Amok, mówię wam.

KOMU W DROGĘ, TEMU SEEBLOGGERS

Na wycieczkę ruszyliśmy Erillkowozem srebrnostrzałym już w piątek; w radosnej grupie osób pięciu (pozdrowienia dla Dawida, Andreja i Kasi), które podjęły ryzyko jazdy ze mną i Kayką. Okraszoną półtańcem odnóżami (to Kaya) plus śpiewowyciem (to Erillek), i chętnie dołączyły do naszego flow by przez ponad 500 kilometrów raczyć się klasykami muzyki. Kasia będąca muzycznym guru blogosfery propsowała nasze zasoby.

Dotarliśmy nad morze w całkiem przyzwoitej porze (o jeździe wpis będzie niebawem, szykujcie nerwy będzie się działo), poszliśmy się przywitać na chwilę do blogolokalu; a skończyliśmy królując nad parkietem w niejakim Harlemie, czy innym Haremie. Było bardzo przyjemnie, tanecznie i troszeczkę nietrzeźwo ale grzecznie gdyż od sobotniego poranka czekała nas ekscytująca dawka wiedzy, inspiracji i kuluarowych rozmów.

SOBOTA, DZIEŃ WARSZTATÓW

Sobota uraczyła nas porannym zapachem świeżego pieczywka prosto z Lidlowego pieca, a także obfitością szynek, serów, dodatków i warzyw z których co zdolniejsi i mogący się zajadać, robili pysznie wyglądające kanapki.
Szybka kawusia i już siedziałyśmy na sali by dowiedzieć się czegoś o newsletterze u Marka Piaska. Bo widzicie; ja to mam tak, że dużo kumam z kabli, kodeków i innych formatów ale jak przychodzi do jakichś kodów css, html, pin, oh wait. Pin to znam za dobrze, co odczuło moje konto po retro prywatce. W każdym razie ja w te internetowe narzędzia to umiem bardzo marnie. A że poważnie myślę o newsletterze to poszłam. Tutaj muszę podziękować osobie, która mi swoje bilety oddała.
Dowiedziałam się rzeczy bardziej merytorycznych niż czysto technicznych ale dla mnie laika to i tak spora dawka wiedzy. Choć nie ukrywam, chciałabym więcej. Nie miałam jeszcze chwili, żeby się zapoznać z reklamowym narzędziem, pewnie za kilka dni to zrobię jak już wykopię się z lawiny spływających na mnie codziennie obowiązków.
Warsztaty były przyjemne a w dobrych momentach dowcipne, poznałam fajnych człowieków na przykład BlueFlamingo z którą na bieżąco recenzowałyśmy sobie wystapięnia ogólono ludzkie. Pozdrawiam Cię serdecznie z tego miejsca.

Przed kolejnymi warsztatami, które zasługują w zasadzie na osobną notkę  w piętnastu częściach; udałyśmy się celem powitania z ludźmi których znamy, lub jeszcze nie. Kawusia w rękę, zapach kanapek i słodkości wokoło i dzień dobry do wszystkich.
Cieszę się iż ekipa Blogowigilina miała okazje kolejny raz się spotkać, co prawda bez swetrów w pony i mikołaje ale stylówki wciąż były na propsie. Pozdro Andrzej & Ewelina.

LUBCIE SIĘ

Wiecie; w tych konferencjach najfajniejsze jest to, że nie ma barier. W sensie nie moralnych, tylko tych cyferkowo internetowych. Każdy jest sobie równy i do każdego można podejść i zgadać. Poszerzyć swoje horyzonty o rozmowę z kimś na temat tego jakiego bloga prowadzi i jak niewiele wiemy o tym co się dzieje w blogosferze skupiając się tylko na kilku nazwach które kojarzymy. To jest największa wartość takich spotkań. Poznanie coraz szerszego świata blogosfery i jego różnorodności. A także chłonięcia wiedzy ludzi bardziej doświadczonych i uznanych, którzy chętnie się nią dzielą.

I taka właśnie była Basia Piasek na swoich warsztatach. Wystarczyła mi minuta bym widziała, że z jej zajęć wyciągnę dla siebie bardzo wiele.
Sposób prowadzenia, przerywniki, otrzeźwianie masażami, krótkie zadania, które dają do myślenia konkretnie Tobie a nie że wszystkim w bliżej nie określonym kierunku – naprawdę ogromny szacunek i uznanie z mej strony. I nie tylko z mej bo feedbacki z sali były w podobnym tonie.
Dowiedziałam się ogromu rzeczy dotyczących budowania marki, wizerunku poza online’m oraz tego jak ważne jest to, żeby nie mieć na twarzy transparentu „zbije Cię przy pomocy widelca do tortu a potem zjem w polewie waniliowej”.
Tak, wiem, że sprawiam apodyktyczne i nie zachęcające do kontaktu oblicze. Nie, nie jest to poza, maska, przyklejony wyraz twarzy. Ja się tak urodziłam, jak byłam mała zwali mnie smutnym klaunem, a na ewaluacji pracowników w pewnej znanej firmie zajmującej się grami; i tworzeniem gry na podstawie książki; określono mnie mianem pomocnej ale z apodyktycznym uśmiechem. Wiec wiecie. Nie sugerujecie się.
Albo może trochę, ale tylko gdy pracuje i się nad czymś skupiam.

Anyway, ja o warsztatach jeszcze. Strasznie dużo dały mi do myślenia w kategorii PRu, nie tylko blogowego, tego jak podchodzę do międzyludzkich spotkań i jakie z nich wynoszę treści. Większość zasad i porad zaczęłam wcielać do codzienności tego samego dnia wieczorem.

TAK, NA KONFERENCJACH JEST AFTERPARTY

Co prawda było to quest dość trudny i wymagał całkiem wysokich skillów związanych z możliwościami mojej wątroby oraz głowy, ale chyba poszło mi całkiem nieźle. O czym świadczyć może fakt, że ledwie 7 minut zajęło mi rozpoznanie Troyanna który nagle pojawił się na imprezie mimo, że byłam w żałobie iż go nie ma.
Tak, tak proszę państwa, blogerzy to są ludzie co to jak się wklikną w siebie to się bardzo polublują i lubią się ze sobą spotykać. A gdy mają się nie spotykać to im zwyczajnie i offlajnowo, jest smutno.

Prywatka retro była wyjątkowo gustowna i bardzo taneczna. Przyznać trzeba że my, ludzie blogosfery to jesteśmy bardzo kreatywni, więc każdy kto wszedł do Coco to mógł się poczuć jakby go w czasie przeniosło. Perły, frędzle, czerwone szminki i falololoki na głowach królowały razem z piórami, cygaretkami, koszulami i szelkami. Było naprawdę gustownie i bardzo towarzysko. Kto nie był nich żałuje.

Niektórym było ciut żal, że jednak byli, co odczuło się dnia kolejnego konferencji na kanapach na pierwszym piętrze i tym, że nagle się okazało, że blogerzy są jak koty. Na ogół. I potrafią nawet tupać szeptem.

MÓWMY DO SIEBIE SZEPTEM

Drugi dzień to głównie panelo prezentacje, będące pigułkami wiedzy. Ja to zawsze podziwiam ludzi, którzy są w stanie streścić naprawdę ogrom swojej wiedzy i przekazać ją w przyswajalny sposób. I do tego inspirując tym co mówią.
Była pamiątkowa fotografia grupowa, dużo kwiatów dla Violi Urban, która podjęła się heroicznego wysiłku by tą imprezę zorganizować i zrobiła to na tak wysokim poziomie, że nie znajduję nawet jednej wady. Co prawda ja z tych co patrzą na pozytwy; ale jako człowiek związany z produkcją w której znajduje się dużo ludzi, i wiedząc co potrafi nie wyjść i czy to widać składam niskie pokłony do ogromu pracy jaki został włożony w to wydarzenie. Liczę, że uda mi się pojechać na kolejną, letnią tym razem, edycję i moja praca mi na to pozwoli.

Bo wiecie, spotkania blogowe uzależniają. Człowiek chce ich więcej, więcej i więcej. I wiedząc, że jest już uzależnionym wcale nie chce przestać.

Do zobaczenia następnym razem SeeBloggers!

 

 

zdjęcie do wpisu pożyczyłam ze strony wydarzenia zimowego SeeBloggers.

Reklamy

2 comments

  1. viola · Luty 3, 2015

    Aaaa, dziękuję! Heroiczna Viola :D

    • Erill · Luty 7, 2015

      No ba! jasne, że heroiczna :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s