CZAS JEST WZGLĘDNY

interstellar-banner-posterJestem fetyszystą pięknych filmów.
Lubie siedzieć w kinie i czuć się wizualnie dopieszczona. Czasem nawet bardziej niż fabularnie.
To sprawia, że posługuje się całkiem innymi kryteriami doboru ulubieńców czy to filmowych czy teledyskowych.

Lubię gdy kamera opowiada konkretną historię a nie rzuca widzem po przestrzeni jakby miała epilepsję. Lubię gdy kolory pokazują mi, że ktoś tam wie, że świat ze śniegu jest chłodny a ten na farmie zalewa się pomarańczowym sosem od słońca. Lubię gdy światło gra swoją rolę na skórze aktora, podbijając to co ów wyraża twarzą.
Lubię gdy muzyka przyspiesza mi tętno, lub je zwalnia. Gdy czuje się tak jak kierowca wielkiego trucka, a innym razem jak pasażer promu poddany siłom grawitacji. Gdy każdy dżwięk sprawia, że trudno mi oddychać bo mam w płucach za dużo azotu; a bezsilność wyciska z oczu łzy.
Lubię gdy historia mnie wciąga. Wchłania w siebie każdym pikselem wielkiego ekranu. Sprawia, że zaczynam się zastanawiać, wbrew logice i temu, że zdrętwiało mi kolano na sali kinowej, czy to aby na pewno nie mogłoby się wydarzyć. Przecież mogłoby. Wystarczy spojrzeć ciut szerzej niż to nam nakazują.
Tam tez przecież nakazywali. ZSRRowską propagandą.
Swoją drogą, naprawdę świetny fragment.

Upajam się stanem w którym film generuje we mnie emocje szersze niż „ładny, fajna rozrywka, spoko”.

Interstellar, po trailerze jawił mi się jako film o amerykańskim patosie. Naprawdę. Mimo nazwiska reżysera, które samo z siebie jest rekomendacją, do obejrzenia tego obrazu w kinie.

No bo ot, historia jakich było w Hollywood już wiele. Ludzkość na krawędzi zagłady, grupa śmiałków, którzy ponosząc ogromne koszta emocjonalne, decydują się na misję zbawienia świata. Brzmi banalnie, prawda?
Tak na wskroś amerykańsko. Z pożegnaniem na ekranie, poświęceniem dla innych w imię miłości czy fajerwerków na czwartego lipca, bo oto pokonaliśmy obcych przy pomocy starych maszyn.

I przez pierwsze kilkanaście minut filmu w zasadzie tak właśnie jest. Opowiedziana pięknymi obrazkami i historiami z pogranicza logiki; droga człowieka z punktu w którym żył do tej pory do punktu w którym winien był żyć zawsze. Będącego bardziej w zgodzie z jego umysłem.

A potem Nolan pokazuje, że tak naprawdę ten komos, teorie fizyki kwantowej i próby wyjaśniania równań i nieścisłości są tylko tłem.
Pięknie pokazanym, jeszcze lepiej oświetlonym i dobrze podbitym przez muzykę Zimmera; ale tłem.
Scenerią w której głównym aktorem będą, wystawione na próbę czasu; uczucia, plany, nadzieje. Sam czas też nie jest tu przypadkiem.

Co jest absolutnie niesłychane, wszystko to; jest zgrabnie opowiedziane na granicy patosu i kiczu, którą ta historia mogła by się stać. Tylko umiejętnie pokierowana przez Nolana zbliża się do niej na odległość nitki poruszającej wskazówkami zegarka. I nigdy jej nie przekracza.

Czytuję dużo zarzutów, że film jest słaby. Za mało logiczny, ma luki, skróty myślowe i jest zbyt nieprawdopodobny. 
Ale kurczę, czy to jest film biograficzny? Realny? Tak na serio prawdziwy by wszystko w nim miało trzymać się ram sztywnego, ścisłego myślenia skoro na wielkich tablicach widnieje latami rozwiązywane równanie grawitacyjne?
Pułapka umysłów, które oczekują racjonalnych wyjaśnień fantazji twórców, którzy zdecydowali, że osadzą akcję w rejonie, który mógłby być naszą codziennością. Podejrzewam, że też celowo ustawiona. Sama się łapałam na myślach, że a może to tak faktycznie jest? Może wyjaśnienie wielu metafizycznych zjawisk jakie spotykają nas na co dzień leży w tym miejscu w którym pokazał je Nolan? A może wcale nie.

Cała frajda w odbiorze Interstellar’a polega na tym, że można sobie o tym dywagować. W oderwaniu, chociaż na kilka centymetrów, od ziemi, grawitacji i usilnej potrzeby uporządkowania się logice.

Tak, to jest dobry obraz.
Bardzo dobry, pięknie zrealizowany i doskonale opowiedziany film, na który warto iść do kina.
I po którym polecam spojrzeć na zegarek.
Jest już inaczej, prawda?

Reklamy

One comment

  1. imsokayka · Listopad 13, 2014

    Świetnie napisane, bo nie dodałabym nic od siebie ponad to, co Ty napisałaś. Ja nadal się łapię na tym, że powracają do mnie sceny z filmu i się nad nimi mimowolnie zastanawiam i zestawiam je z rzeczywistością i logicznie próbuję rozwikłać, chociaż wiem, że to była całkowita fikcja, ale tak umiejętnie pokazana, że zapewne płata figle nie tylko mojemu umysłowi, ale wielu innym.I teraz się zastanawiam, czy ten duch, co go mam w pokoju na dole, to jest duch czy to może ktoś z piątego wymiaru próbuje się ze mną skontaktować ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s