Banał

_MG_6391Doskonale znamy te frazesy.
Docenisz coś gdy to stracisz, zdejmiesz nogę z gazu gdy miniesz wypadek. Zrozumiesz błahość swoich problemów w obliczu rzeczy nieuniknionych.
Karmimy się tym, że co jakiś czas możemy sięgnąć po jedno z haseł, które na chwilę przywoła nas do porządku.

Tą chwilę między stresem, bo coś mi zginęło a tym gdzie na rano musisz coś oddać a jesteś z robotą w lesie. Gdy siedzisz marudny bo profesor nie docenił twojej pracy, kolega z działu przypisał sobie Twoje zasługi; a Twoja ciężka praca po nocach została przyjęta; nazwijmy to; bez entuzjazmu.

Narzekamy na to, że się nie wyspaliśmy, ludzie nie rozumieją, i nie mają empatii. Wymodalamy litanię do złego świata, do złej karmy, czy gorszego okresu.
Bo trzeba było zarwać nockę. Albo kilka z rzędu, bo ktoś nie powiedział dziękuje, albo nie sprzedał nam słodkich słów by połechatać nasze ego. Nie neguję ich potrzeby. Ale czasem przeceniam potrzebę narzekania na ich brak.
Klniemy co sił, bo ktoś zajechał nam drogę.

Siadamy w gronie zaufanych i nadajemy.
Bo ten jest taki, tamten mi nadepnął a jeszcze inny ma coś nie równo bo jak można się tak zachować.
W swojej próżności brania świata garściami zatracamy granicę tego za co powinniśmy być wdzięczni. Tak łatwo przecież chodzi się ze skwaszoną miną i nienawidzi świata za to, że nie dał się wyspać.

A mamy tak wiele.
Kolejny frazes. Jak z taniego romansu, albo nastoletniego pamiętnika.

Przez litościwe spoglądanie na tak brzmiące treści zapominamy co za sobą niosą. 
Rozumiem.
Przecież każdy z nas dojrzewa. Wyrastamy z oczywistości o których każdy wie.

Jak te, żeby powtarzać bliskim, że ich kochamy.
Mama? Przecież wie, mówiłam jej to na, hmm. Wielkanoc? A może to było Boże Narodzenie? Nieważne. Na pewno wie. To takie oczywiste.
Mąż, partner też wie. Robię mu ulubioną kawę, taki wyraz uczuć. Ważniejszy niż wyświechtane słowa, które tak bardzo zdewaluowała popkultura.
Brat, siostra, przyjaciel.
Oni wszyscy wiedzą. Nie mówię im tego za często, albo generalnie wcale. Ale przecież jesteśmy rodziną. Bardziej lub mniej krwią uwarunkowaną.
Pomagam im, jestem. Po co im mówić Dziękuje, Proszę, Doceniam co robisz, Liczysz się dla mnie, Myślę o tym żeby żyło Ci się lepiej. Bo jesteś dla mnie ważny.

Przecież to jasne, w tym co robię. Nie trzeba tego mówić.

A co dopiero jawnie doceniać, że jest.
To tak naturalne, że występuje, trwa sobie w najlepsze. Nie wyobrażamy sobie by nie móc usiąść na kanapie i opowiedzieć jak minął dzień. Zapytać o radę ,czy wspólnie ponarzekać; na to jak zły jest teraz świat, który nas nie rozumie.
Przyjmujemy za pewnik, że taka sytuacja się nie zmieni.

Wojna, śmierć, wypadki. 
To modła telewizji. Może już nie seriali, bo tu umiemy rozróżnić życie od fikcji. Ale wiadomości. W wypadku giną inni, wojna jest gdzieś tam. Nieszczęście trafia się „komuś w Polsce”; umierają anonimowi ludzie. W moim gronie wszystko w porządku.
Zdrowie jest, charyzma tez, chęć do życia tak samo.

A potem nagłówki krzyczą.

A ja czuje się tak strasznie głupia.

Maluczka i głupia. 
Zajmują mi głowę myśli tak błahe i nieważne, w obliczu utraty najbliższych. Tu, nad morzem. Tam za granicą. Tuż obok, w szpitalu. Trzymając dłoń i licząc oddechy.
Aż nie ustaną, a pierś nie opadnie po raz ostatni.

Zostawiając w głowie, sercu i przy stole, pustkę; która już nigdy się nie wypełni w taki sam sposób.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s