Jak się żyje bez pszenicy?

pszenicanot 2No powiem Wam, że mnie generalnie lepiej.
I trudniej.
Na przykład zjeść coś, spontanicznie, na mieście. Czy raczyć się dawnymi przysmakami. W których; dość zaszczytne; wysokie miejsce zajmował makaron z sosem serowym we Wrocławskim Pesto.

To nie jest tak, że pewnego dnia wstałam i stwierdziłam, że nie będę jadła pszenicy i odstawie wszystko co ma gluten.
Wbrew obiegowej modzie na dietę bezglutenową nie jestem jej ofiarą.
Na dietę cud skusiłam się raz. Kilka lat temu. Jadłam wtedy dużo sera, kurczaka i jajek. Schudłam spektakularne cztery kilogramy, które dość szybko zatęskniły za moim ciałem i chętnie wróciły jak weszłam do czwartej fazy. Nie polecam.

To jest tak, że będąc nastolatką pewna mądra lekarka powiedziała mi, że mam problem iż nie toleruję tych dwóch składników. 
Wiecie jak to jest będąc nastolatkiem. Świat pod stopami, zdrowie dopisuje więc kto by się tam przejmował gadaniną babki, która habilituje się na Uniwerku w Stanach i na podstawie jakichś tam wyników najprostszych badań oraz wyglądu paznokci stwierdza co mogę jeść a czego nie. Przecież czuje się świetnie.
I czułam się długie lata. Czasem coś mnie zgięło w pół, no ale każdemu się przecież zdarza. Nic wielkiego. Norma.
Gorzej gdy normą, staje się stan w którym głównie Cię zgina. Czegokolwiek ze swoich ulubionych dań nie zjesz.
Świeża pajda chlebusia z masełkiem i szyneczką, pół dnia z głowy. Makaronik tagiatelle z sosikiem serowym, sześć godzin z głowy. Bułeczka kajzerka do jajecznicy, cały dzień bezproduktywny.

Z dnia na dzień odstawiłam makarony, chleby i inne produkty w których wiedziałam, że gluten i pszenica istnieje. W kolejnych dwóch miesiącach przekonałam się – niestety po skutkach ubocznych –  że nawet czekolada i placki ziemniaczane zawierają dwa złowieszcze składniki więc i one poszły w odstawkę.
Bo wiecie, jak się jest uczulonym to nawet śladowa ilość szkodzi. To taka drobna różnica między tymi co mają problem z alergią a tymi co idą z duchem nowej diety.

Przestałam jeść większość parówek, wędlin a także słodyczy. W zasadzie przede wszystkim ich. Ogrom z nich to przecież wafle czy ciastka. Z czekolad jedynie Goplana Mleczna jest wolna do każdego z tych dwóch elementów. Plus te wszystkie zdrowe produkty kosztujące sześć razy tyle za połowę mniejszą wagę. Na szczęście Sante wypuściło całkiem smaczną linię ciastek owsianych i jęczmiennych; z dodatkami.

Tak a propo tych bezglutenowych typowo słodyczy.
W życiu nie jadłam czegoś równie obrzydliwie słodkiego. Wiecie, naprawdę lubię słodycze. Nie żebym miała je zjadać codziennie w jakichś hurtowych ilościach, ale lubię sobie czasem posłodzić rzeczywistość kilkoma kawałkami czekolady. Jakkolwiek; mam swoje granice przyjmowania cukru. Kupiłam kiedyś pakiet batonów. Trzy były w paczce. Jeden jadłam na sześć razy. Sześć.
A są wielkości Milky Way’a.

Jednak, to na półkach dla bez glutenowców znalazłam zastępczaki składników, które mi odpadły z samej definicji. Na przykład bułka tarta.
Tak, zdaje sobie sprawę, że można żyć bez tak banalnej rzeczy. Ale ja nie mogę, ponieważ dla mnie istotą kalafiora i fasolki szparagowej jest okraszenie ich zesmażoną na masełku bułką tartą.
Proszek do pieczenia też się przydaje jak chce się upiec, na przykład ciasto jogurtowo kukurydziane.
Swoją drogą polecam, szybko się robi i fajnie smakuje. Może aplikować sobie z dżemorem albo innym czekoladowym masłem (jak się znajdzie takie bez „śladowych ilości glutenu czy pszenicy”). Saute też dobrze smakuje.
Dostępna jest też cała rzesza makaronów. Czy to wieloziarnistych; czy moich ulubionych – kukurydzianych. Wolę je nawet od zwykłych.
W czasach kiedy niewiele sobie robiłam ze swojego uczulenia, chętniej sięgałam po ten kukurydziany niż po zwykły durum.
Dostępne są też mąki. Żytnie, ryżowe czy orkiszowe owsiane. Dzięki temu można piec. Ciastka, ciasta czy po prostu chleb.
Swoją drogą; to dość znamienne, że mąka kojarzy mi się głównie ze słodkimi wypiekami, no nie?
No chyba, że są to talarki smażone na głębokim oleju.

Odstawienie produktów z duetu P&G skutecznie wyleczyło mnie również z fastfoodów.
A naprawdę lubiłam zestawy śniadaniowe w McSzicie. To była swego rodzaju celebracja wyjazdowa z mym małżem. Zestaw śniadaniowy i w drogę. Na przykład zimą nad morze.
W KFC też nie zjem, bo panierka, w PizzaHut tym bardziej. Wszelkie kebaby, jeśli już do nich trafię w akcie ostatecznego głodu, wyjadam tylko z zawartości.

Brzmi jak same plusy, no nie?

Dodając do tego fakt, że bez wysiłku opuściło mnie pięć kilo, które się przypałętało i nie chciało odpałętać; można odnieść wrażenie, że takie uczulenie to dar od niebios.

Do czasu kiedy ktoś w etykiecie nie zaznaczy, że coś ma gluten a mnie wyjmuje z życia na kilka godzin. Nie będę Was raczyła opisami rodem z Nałkowskiej o tym jak się czuje gdy przyjmę do organizmu szkodliwy składnik. Niech Wam wystarczy fakt, że wolę mieć wtedy migrenę.

Advertisements

8 comments

  1. Marta · Październik 3, 2014

    Ciekawy artykuł – dziękuję. W mojej głowie nawet pojawiła się myśl, aby zacząć dumnie iść zdrowszą ścieżką. Współczuję Ci nietolerancji, którą prawdopodobnie też mam, ale niestety na mądrego lekarza jeszcze nie trafiłam. Będę na sobie eksperymentować ;)

    • Erill · Październik 3, 2014

      Wiesz co są takie badanie krwi na alergię pokarmowe. Kosztują dość sporo, ja jeszcze na nie zbieram. Ale moja przyjaciółka sobie zrobiła i kiedy odstawiła każdy z produktów, który ją uczulał to całkiem jej się zmieniło samopoczucie, naturalnie schudła i o wiele lepiej się generalnie czuje :) Także polecam taką metodę :)

  2. Iza · Październik 3, 2014

    Spożywasz orkisz? Przeciez to też pszenica i takze ma gluten… jest jakiś inny, niż ten w zwyklej pszenicy?

    • Erill · Październik 3, 2014

      Nie, pomyliłam się. Chodziło o mąkę owsianą. Już poprawiłam. Dzięki za czujność :)

  3. Anna O. · Październik 3, 2014

    ja mam diet bez ziemniaka, a przeżyłam szok w ilu produktach jest skrobia ziemniaczana i to takich po których się nie spodziewamy. do tego kosmetyki. jeszcze mam dietę bez mleka he he jak bym chciała odstawić jeszcze gluten to by było wesoło ;) i baaardzo trudno

    • Erill · Październik 3, 2014

      No ja bym się nie spodziewała, że w czekoladzie jest potrzebna pszenica na przykład. Albo w parówce.
      Ale dietę bez kartofla powiem Ci byłoby mi bardzo ciężko ogarnąć. To jedno z moich ulubionych warzyw. Mleko bym nawet predzej przeżyła bo jest sojowe na przykład, albo kozie. Ale na ziemniaka nie ma zastępczaków..

  4. nasiona feminizowane · Październik 10, 2014

    Ciekawe teksty, dobra tematyka

  5. Gosia · Grudzień 30, 2014

    Jęczmień?Żyto? Przecież to ma gluten. No i nasz polski owies też jest silnie zanieczyszczony glutenem(info na opakowaniu takie mają).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s