Jak stworzyć kinowy przebój

WATCH-The-Official-Hercules-Trailer-Starring-Dwayne-The-Rock-JohnsonZastanawiałeś się kiedyś jak stworzyć przebój kinowy?
Taki o którym będą trąbiły wszystkie telewizje, gazety, hienoportale, oraz virale na fejsbukach? Jeśli nie, to mam dla Ciebie kilka złotych porad, które zastosowali sprytni producenci Herkulesa. Sukces jest murowany, czego doświadczyły wczoraj moje oczy, uszy oraz mózgowie.

 

1. Dobry scenariusz to podstwa. 
Od razu należy odrzucić wszystkie oczywiste fabuły i brać takie, które mają niespodziewane zwroty akcji; zawierają w sobie wątki przemiany bohatera oraz heroiczną walkę o wartości bliskie każdemu człowiekowi. Nie sztuką jest zrobić film o niczym, ważne żeby film miał głęboki przekaz, który będzie huczał w głowie widza, długo po wyjściu z kina. O tym, że bohaterzy to wypadkowa cech grupy, że nie ma herosów a wszystkie ponadprzeciętności czy półboskości to efekt iluzji światła, flary oraz stania na pagórku.

 

2. Rzeźbiarz, czyli odpowiedni reżyser.
Wiadomo, byle komu filmu powierzyć nie możemy. Musi to być ktoś odpowiedni, dobrany na podstawie surowych kryteriów, w którym ważnym czynnikiem są inspiracje oraz filmografia owego. Musimy pamiętać, że ów człowiek musi umieć dobrze pokierować ludźmi i wykuć z ich węgla potencjału, prawdziwy brylant aktorskiej sztuki. Im bardziej jara się on kinem niezależnym, niszowym, a już najlepiej z kraju nadbałtyckiego to lepiej. Każdy przecież wie, że wybitni twórcy to tylko nad Wisłą. Mamy przecież tyle Oscarów na swoim koncie.
Wait, what?

 

3. Scenografia, czyli budowanie klimatu.
Nie sztuką jest pracować na boisku pod domem i w ogrodzie kolegi, który ma oczko wielkości metr na metr, które opisuje jako wierną replikę jeziora Michigan. Ponieważ ostatnio najlepiej wyglądająca produkcja jest kręcona w rejonie Chorwacji; to należy właśnie tam udać się celem uczynienia zdjęć plenerowych. Gdy jest się na miejscu wystarczy tylko wybrać najbrzydszą istniejącą tam polanę, na którą można dowieźć dowolne ilości wyschniętej trawy, torfu i bóg wie czego jeszcze. W tle niezbędnym będzie schizofreniczny obraz skalno wiechciowo drzewny, który stworzy nam najbardziej realistyczną koncepcję pola walki, które odpowiednio potem nakręcimy.

 

4. Operator, czyli nasze oko przez półtorej godziny.
To bardzo proste. Najpierw trzeba się poradzić kolegów, potem któregoś wybłagać o jakiegoś doświadczonego a na koniec dać kamerę półślepemu karłowi, który będzie kręcił kolanem. Dzięki temu otrzymamy kadry w których zdradzamy, że na planie było pięć osób, dwa psy, świnka morska oraz złota rybka. Albo które zachowują się jak dyktafon w rękach człowieka z atakiem epilepsji. Kto by się tam przejmował tak wyświechtanym frazesem jak „kamera powinna coś opowiadać”. Opowieść podkoloryzują nam przecież efekty.

 

5. Postprodukcja, czyli wielki lew i zielona trawa.
Efekty w filmie to ważna sprawa.  Wie o tym nawet średnio rozgarnięty czterdziestolatek. Należy dokładnie przejrzeć portfolia wszelkich firm zajmujących się postprodukcją. Wiedzieni wiedzą, ogromnym doświadczeniem i znaniem się na rzeczy, odrzucamy Stargate Studio i tym podobnych profesjonalistów. Wszakże ktoś za 3 dolary zrobi nam to samo i nie dość, że taniej to i lepiej. A, że się włosy odcinają grubą kreską od green boxa, węże wyglądają jak z gumoplastiku trzęsionego ręką trzylatka; kolory zaś wyglądają jak z kamery przemysłowej. Przecież taka jest konwencja. Co z tego, że film osadzony jest w realiach starożytnej Grecji. Większość i tak pociągną aktorzy.

 

6. Casting, czyli jestem herosem, królem i kłodą.
No dobra, nie można oczekiwać cudów. Dwayne to Dwayne, nawet jeśli filmie jest Królem Skorpionem, Rockiem czy innym Herculesem. Całą resztę castingu przeprowadzamy po ciemku w piwnicy, bez fonii ani wizji. W końcu mamy zdolnego reżysera, który będzie potrafił poprowadzić aktora. Dzięki temu uzyskamy efekt drewnianej obojętności, której nie zagrałaby lepiej kłoda puszczona luzem po rzece. Treści o emocjach, pokonywaniu własnych słabości i górnolotnych deklaracji zyskają tylko na wyrazistości gdy człowiek je wypowiadający będzie wyrażał mniej więcej tyle co czysta ryza papieru w drukarce.

 

Zatem nakręciłeś film za miliony. 
Budowałeś miasto z tektury przez osiem miesięcy, podjąłeś katorżniczną prace by zepsuć każdy kadr, dźwięk oraz dialog; twoi aktorzy są gorsi od tych z Trudnych Spraw. Kupiłeś wiadro plastikowych butów, sukienek z papieru śniadaniowego i włosów w chińskim markecie. Zapłaciłeś z nawiązką cztery i pół dolara za podciągnięcie saturacji na zieleniach żeby było żywo i prawdziwie. Zatrudniłeś piękne kobiety z różnych stron świata by kontemplować ich piękno; nie dając im w zasadzie powiedzieć więcej niż trzy sylaby lub westchnięcie.
Możesz być z siebie dumny.

Stworzyłeś Herkulesa.
Ludzie będą płakać na twoim filmie. Płakać, krwawić z oczu, uszu i portfela.

Gratuluję. Poruszyłeś widza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s