Metallica forever

METALLICA (3 of 4) Rok 1996. Dom pod Wrocławiem; duży, z ogrodem. W nim pokój ze skosami. Wielkie łóżko, nad nim wylepione fluorescencjne gwiazdki. Na ścianach ręcznie wymalowany wąż. Bacznie przyglądający się trójce dzieciaków, nic nie wiedzących o świecie.
Wśród nich jedno. Skrajnie naiwne, dające się wyprowadzić w pole i nie do końca rozumiejące co to znaczy koncert. Ale pragnące na nie iść, bo ta dwójka mówiła, że fajne.
W tle ciężko brzmią instrumenty. W około unosi się zapach czerni i ciężkich butów z metalowym czubkiem.

Zespół?
Jakiś na em, napis taki dziwny. Ze strzałami w dół.

Mija kilka lat. Ogród, taki przy parafii. Kilka bardziej uduchowionych osób naokoło. W rejonie pojawia się on. Blondyn, z błękitnymi oczami i glanami na nogach. Żwawy, uśmiechnięty i szybko zdobywający grono znajomych.
Erillek jest z tych cichych. Bacznie przyglądających się i odczuwających dziwny, nie znany dotąd ścisk w żołądku i zawroty głowy.
Całkiem irracjonalne, jak na zdrową szesnastolatkę.
Z biegiem czasu, znam jego imię, upodobania oraz wielką miłość do zespołu muzycznego. Tego samego, który znam z poddaszowego pokoju; i czarnego, ręcznie skopiowanego, węża.
Nasza relacja zacieśnia się gdy pożyczam płyty dwóch ostatnich albumów. Starannie kopiuje je na kasetę, którą od tego czasu będę słuchała do momentu aż urwie się w walkmanie, kilkanaście miesięcy później. Ręcznie wypisuje na czarnym brystolu nazwę. Żelowym białym długopisem, z błękitnym i srebrnym cieniowaniem.
Starannie, do drugiej nad ranem, kaligrafuję… M E T A L L I C A.
Na pamięć znam teksty wszystkich ballad i kilku bliższych memu sercu utworów. Na widok blondyna w długich włosach wsiadającego do taksówki, odczuwam specyficzną błogość i pragnienie.
Nie do końca wypowiedziane. Przez lata nierealne i całkiem nieosiągalne.

Rok 2008, połowa kwietnia. Warszawa. Zaczynam pracę, w uszach brzmią utwory, którym bliżej do szumu fal, niż ciężkich gitarowych brzmień. Tylko co jakiś czas, na specjalnej playliście pojawia się komplet z riffem, którzy znali wszyscy który mieli gitarę. Lub do niej dostęp.
Ti tim ti tidim tim tim… Ti tim ti tidim tim tim.. pam pam pa-paa-ram pam pam..
Obok mnie moja współtowarzyszka recepcyjnych niedoli. Wolno wdrażam się w semi korporacyjne normy. Muszę się spieszyć, bo tylko ona jest w stanie mnie wszystkiego nauczyć a ma niebawem urlop. Jedzie na koncert. Do Chorzowa.
Moje serce umiera gdy dociera do mnie, na jaki.
Wciąż pozostaje to w sferze Erillkowych daleko nierealnych planów, jak to by latać awionetką i nurkować głębinowo.

Cztery lata później jest już łatwiej. Stabliniej.
Praca trochę lepsza, zarobki też. I stanowczość, że tym razem wszystko sprzyja. Na miesiąc przed wpada zlecenie. Na dwa dni po Bemowie, w całkiem innej części kraju. Przeliczając kilometry, czas, stopień zmęczenia i tym razem odpuszczam.

Może jeszcze nie umrą?

11.07.2014
Jestem na Saskiej Kępie. Co trzy minuty sprawdzam zawartość nerki. 
Są. 
Mam je.
Jeszcze tylko trzy godziny. Dostanę bransoletkę Golden Circle, wejdę do głowy węża. A James powie do mnie Hi Warsaw!

Rozglądam się dookoła.
Obok mnie nastolatka, trzy metry dalej gość, który pamięta jeszcze Gierka za panowania. Na głowie bandama, na plecach wielka kamizelka ze skóry. Mówi, że od kiedy pamięta jest na każdym koncercie. W Chorzowie to było tak, a potem na Bemowie to trochę kiepsko z głośnością bo na Stadionie Gwardii to było bardziej.
Ale co tam, w czterdzieści osób z Wrocławia, autokarem, przyjechali. Bo są zawsze. 

Stoję 40 metrów od sceny. Na trybunach przechodzą falę, fani klaszczą, krzyczą, wywołują. Jest 21:07, gdzie jesteście. Czekamy.!
Gasną światła. Wchodzi gitara. Druga. Potem perka.
Rozbłyskują światła. A ja jestem w samym środku pogo wiru.

Wiem, że nic mi nie grozi. Tylko muszę pamiętać by skakać od tych co mają glany w kierunku tych co mają trampki. Bo lubię swoje stopy. Asekuruje się na plecach obcych mi ludzi. Inni dotykają moich. Sztorm może nam skoczyć, taką robimy falę z twarzołokci przemieszczanych z kolanami i głowami.

Gdy wchodzi Unforgiven i Nothing Else Matters udaję, że wpadło mi coś do oka.
Przed oczami i uszami stają mi obrazy siebie samej sprzed kilkunastu lat. Gdy mając w słuchawkach te słowa pisałam głębokie treści do pamiętnika, próbując zrozumieć dlaczego niebieskoki blondyn tak mnie potraktował.

Nie ma nic.
Jestem ja, James i dźwięki, które znam tak dobrze. Których w końcu mogłam posłuchać na żywo.
Warto było tyle czekać.

Mam mało zdjęć. Byłam zajęta chłonięciem.

METALLICA (2 of 4) METALLICA (4 of 4)METALLICA (1 of 4)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s