513. Zwalniam

Przestałam biec. Zaczęłam iść.
Stawiam pewne kroki po schodach, zamiast omijać stopnie.
Czasem zdarza się, że mam za śliskie buty, i stopa spadnie mi ze schodka. Zdzieram sobie wtedy skórę na piszczelu. Szczypie, boli, robi się brzydki siniak.
Zostawia też ślady.

Mimo to pnę się do góry. Nie omijam żadnej płaszczyzny.
Nie idę na skróty. Konsekwentnie, czasem zbyt powoli, bo człowiek niecierpliwy i chciałby już, dąże do celu.

Do spokoju. Do ułożenia. Do stabilności.
Do odchwiania filarów.
Poukładania się na nowo. Przeorganizowania sobie priorytetów. Zaszufladkowania burdelu w głowie. Zakręcenia słoików i zamknięcia ich raz na zawsze.
Odstawiania na półkę „przeszłość, która minęła”, „historia już napisana, warta jedynie wspominania”.

Idzie wolno.

Czasem się irytuje. 
Złoszczę na siebie, że to nie już. Że jeszcze tyle przede mną. Odbijam się od bezsilności i swoich złych nawyków, które dopiero staram się zmieniać.
Wydaje mi się, że przeszłam już taki kawał, ale ledwo minęłam pierwsze piętro.

Nie wiem ile przede mną.
Wiem tylko gdzie chce dojść.

Reklamy

2 comments

  1. Aurora · Lipiec 8, 2014

    Tempo jest mało istotne, ważne że Tobie odpowiada :)

  2. Kinga / makilook · Lipiec 14, 2014

    i takie zdrowe podejście mi się podoba!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s