Chleb z masłem i cukierem

1229948_571882556207494_1643087989_nPamiętacie jeszcze potrawy z dzieciństwa i młodzięctwa? Takie topy, bez których Wasze wspomnienia, omen nomen, całkiem straciłyby smak?
Ciasto babci, śliwki z drzewa, albo rosół z błota; gotowany w kuchni wyznaczonej sznurkami na podjeździe?

Tak, tak; moje pierwsze cztery kąty, to były kąty proste maści wszelkiej sznurków. Wiązanych do ogrodzenia, schodów czy drzewa; celem wyznaczenie murów, pokojów i rzeczonej kuchni.

Co zaś do potraw się tyczy.
Numerem jeden u mnie; jest piątkowy makaron z białym serem z kostki, cukrem i cynamonem. Sporadycznie też ze śmietaną.
Jako, że pochodzę z domu, który kultywował zasady chrześcijańskiego postu, piątek był dla nas dniem bez mięsnym. Stąd ten biały ser.
W rzeczone piątki, na kolacje, pojawiała się też uduszona cebula z jajkiem. Babcia zwykła to nazywać jajecznicą z cebulą. To były mniej więcej te proporcje jak przy latte. Więcej mleka niż kawy. Innymi słowy, więcej warzywa niż samych jajek.

Ponad to; nieśmiertelna sałata zielona ze śmietaną na słodko, która była praktycznie przez całe lato. Babcia zawsze tą śmietanę doprawiała aromatami do ciasta; co podpatrzyłam po latach, nie umiejąc powtórzyć jej smaku gdy robiłam ja własnoręcznie.
Latem na śniadaniowym stole lądował pokrojony w plastry pomidor (prosto w ogrodu!) z cebulą, przyprawiony solą i pieprzem. Oraz szczypiorek. 
Ten ostatni był dla mnie niczym chipsy dla dzisiejszego dzieciaka. Zabierałam pozostały ze śniadania z lodówki i jadłam maczając końcówkę w soli.

Byłam też wyjątkiem jeśli idzie o uczucia do szpinaku. W całkowitej opozycji do swych rówieśników z lubością zajadałam się nim; zestawionym z młodym ziemniaczkiem i sadzonym jajkiem. 
No i były jeszcze śledzie. Wielka smakowa słabość mojej babci, którą poniekąd odziedziczyłam. W wersji przede mnie najchętniej przyswajanej, zamoczone w śmietanie i podane z ziemniakiem w mundurku. 

Kiedy miałam ochotę coś słodkiego; a nie mogłam znaleźć ukrytych gdzieś w domu, pieczonych przez babcie co jakiś czas, ciasteczek; to ordynowałam sobie pajdę chleba posmarowaną masłem. Posypaną cukrem.
Kiedy nudził mi się chleb zawsze była opcja na nieśmiertelny kogiel mogiel. Danie Bogów dla wymęczonego śpiewem gardła, stało się nektarem dwójki dzieciaków, które przy każdej okazji i zapasie jajek w piwnicy fundowało sobie żółty krem w małej filiżance.

Smakiem dzieciństwa jest dla mnie też mleko z masłem i miodem, będącym lekiem na gorączkę i łapiącą chorobę. A także rosół, który uwielbiam do dzisiaj. Mimo, że są okresy kiedy jem go regularnie, tydzień w tydzień.

U Was też, dzień po rosole, była pomidorowa?

Reklamy

11 comments

  1. najgorszyblognaswiecie · Czerwiec 25, 2014

    U mnie rosół schodzi tak szybko, że na pomidorową nie ma szans :D

    • erill · Czerwiec 25, 2014

      hahaha, ja się do dzisiaj dziwię, że przy moim apetycie na rosół i dokładkach w trakcie obiadu mimo wszystko zostawało coś pod tą pomidorową :D

  2. gosia · Czerwiec 25, 2014

    Fajne masz wspomnienia,ja nie pamiętam jakoś takich potraw z dzieciństwa…wszystko się zamazuje.
    Pamiętam tylko,że moja ulubiona to pomidorowa ,a siostry ogórkowa.
    Z tymi piątkami nadal tak masz?

    • erill · Czerwiec 25, 2014

      Ja chyba generalnie mam na smaki i zapachy jakiś wyczulony zmysł. Ogrom wspomnień aktywuje mi się jak coś poczuje lub zjem. Też wiele rzeczy nie skończyło się kiedy się wyprowadziłam z domu i trwały nadal. Być może to sprawia, że mimo lat te smaki są wciąż żywe.
      A z tym piatkiem to już coraz rzadziej. Wiele się zmieniło od kiedy Kościół zrobił „aktualizację” tych zasad i zostawił post tylko w Wielki Piątek :)

  3. Kromka chleba podgrzana i przypieczona na suchej patelni – na to cukier i cynamon. Tak mi dziadek serwował ^_^

    • erill · Czerwiec 25, 2014

      OOoo to a propo tego jeszcze moja babcia robiła nam chleb maczany w jajku :D I były tez lizaki z cukru, smazone na patelni :D

  4. Aga · Czerwiec 26, 2014

    O mój boszzz, jak czytam ten wpis, to mi się wydaje, że po sąsiedzku mieszkałyśmy albo moja babcia miała zaginioną bliźniaczkę :). Smak sałaty na słodko, młodych ziemniaczków z koperkiem i sadzonego jajka to moje rozkoszne wiosenne wspomnienia, te smaki wracają do mnie coraz częściej, jakaś nostalgia i tęsknota za beztroskim dzieciństwem. Mam za domem ogród warzywny i nie zabraniam moim dzieciakom wcinania marchewki prosto z grządki, wytartej w nogawkę spodni ;), bo wiem, że taka smakuje najlepiej.

    • erill · Czerwiec 26, 2014

      oooo ziemniaczki z koperkiem! Tak! Uwielbiam ziemniaki do dzisiaj :D
      A marchewka z grządki z ziemią była najlepsza :D Też tak jadłam :D Nam było ciut prościej bo na ogrodzie była tez pompa i stara wanna z wodą, więc do garnuszka nabierało się wody i trochę czyściło tą marchew przed chrupaniem ;) Co ciekawe mimo posiadania całkiem sporej różnorodności owocowej na ogrodzie, mnie bardziej interesował marchew, fasolka szparagowa, pomidor i szczaw :D

      • noutmeg · Lipiec 1, 2014

        podczepiam się pod stary post, jem właśnie obiad i jak tak czytam to coraz mniej mi smakuje. jutro młode ziemniaczki z sadzonym, nie ma szans :D i sałata zielona ze śmietanką, choć już nie na słodko, bo ja zawsze leciałam na wszystko co słone.
        makaron z twarogiem, śmietaną, cukrem i masłem roztopionym pamiętam dobrze też z dzieciństwa, jednak teraz z upływem lat zmniejszyła mi się tolerancja na laktoze i z tego powodu doskonale również pamiętam kiedy ostatni raz jadłam ten wynalazek. co zaskakujące, mama nigdy nie robiła mi chleba z masłem i cukrem, pamiętam za to chleb masłem i solą (jestę lamą). jeśli chodzi o chleb to babcia za to robiła chleb z masłem, twarogiem i na to własnej roboty dżem. miło wspominam też raz-doroczne wylizywanie miksera po pianie z białek (dobra, może dwu-doroczne, mama nie przepadała za pieczeniem, ale na Święta sernik rzecz święta ;) )… mlask.
        a co do marchewki, najlepsza była ta młoda, prosto z grządki w ogrodzie u babci, umyta w wodzie… ze studni, która stała na środku podwórza (niby Wrocław, ale w sumie wieś hehe).
        a jak już jesteśmy w temacie babcinego ogródka, to PORZECZKI. czerwone, czarne, jeden pies. dwa większe ode mnie krzaczyska, stojące jeden obok drugiego, jedną ręką czerwone, drugą czarne, mogłam stać tak całe dnie!

  5. M.Ortycja · Czerwiec 26, 2014

    ja chleb z cukrem jadłam inaczej – bez masła, za to usmażony (to nie były jeszcze czasy, gdy w każdym domu był opiekacz) i taki tłusty sypany cukrem, mniam! ale się tym zajadałam!

    • erill · Czerwiec 26, 2014

      Ja miałam opiekacz, z lustrzanymi ściankami, ze ameryki ;D Moi dziadkowie przywieźli go po jakiejś wizycie u syna. I potem opiekałam chleb i smarowałam masłem. Potrafiłam zjeść sporą cześć bohenka tym sposobem. Ale też chleb był wtedy smaczny. Jak zaczęła się ta krojona i pakowana era już mi to tak nie smakowało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s