512. Berlin klawiaturą Erillka

Z postrzeganiem miasta jest jak z postrzeganiem ciuchów.  Każdemu się inne rzeczy podobają. I mimo, że często spojrzenie i zachwyt wielu osób się pokrywa to nie ma takiej siły, by dwie jednostki ubrały się identycznie. No chyba, że jedna od drugiej kopiuje, co wiele blogów zdaje się potwierdzać.

1. Styl ulicy.

Berlin jest miastem indywidualności i stylu. Jeśli w Polsce uchodzisz na dziwka bo ubierasz się w więcej niż dwa kolory i lubisz dziwne połączenia, w Berlinie nikt Cię nie zauważy. Najpewniej obok Ciebie przejdzie ktoś z kucykiem pony zamiast włosów, albo tatuażami, których pozazdrościć mógłby sam Zombie Boy. Myślisz, że masz kontrowersyjne buty bo mają piętnaście centymetrów i są holograficzne? Na tle oryginalności mieszkańców jesteś niczym pluszowy miś w dark roomie.

2. Opuszczone, opuszczone wszędzie.

Nie do końca rozumiem ten fenomen. Ilość opuszczonych miejsc w Berlinie jest imponująca. W zasadzie na każdym odcinku metra można znaleźć przynajmniej kilka. W okolicy, w której mieszkałam; w odległości siedmiu minut spaceru były takie miejsca trzy. Nie jedno, nie dwa. Nie kiosk, który zbankrutował. Ale ogromne popordukcyjne lub po sklepowe budynki, które praktycznie stoją otworem. I kuszą.

3. Alkohol w miejscach publicznych.

No tak. Jakież inne plusy mógłby znaleźć Polak? Ludzie z piwem w u-banie, w parku, na trawie, przy dworcu; to norma. Nikt nie jest zdziwiony, zaskoczony czy jakoś specjalnie przejęty błędnymi, alkoholowymi spojrzeniami. Oczywiście do momentu, gdy owe nie kierują się wraz z obiadem w stronę Twoich butów. Mimo wszystko czułam się bezpieczniej tam, wśród pijących, niż zdarza mi się być w Pasażu Niepolda we Wrocławiu; w okolicy weekendu.

4. Artyści, artyści wszędzie.

Czy to Aleksander Platz popołudniu, czy okolice O2 Arena w nocy, czy Parada Wielokulturowa. Prawdopodobieństwo trafienia na jakiś koncert jest tak samo duże jak to, że rząd podniesie nam znów podatki. Raz będzie to mush up Polsko-Serbsko-Niemiecki lecący freestajlem, innym razem trafi się grupa, która będzie covery wyśpiewywała razem ze swoimi kawałkami. Coby jednak nie było za nudno, przypadkowy przechodzień z głośnikiem, okaże się być skrzypkiem. I dołączy do koncertującej grupy, na pełnym spontanie. Mimo, że się wzajemnie nie znają i spotykają po raz pierwszy.

5. Słodkie frytki.

No dobra, to pewnie nie jest jakiś specjalny przysmak Berlina. Ale właśnie tam, w okolicy Warschauer Straße, zjadłam je po raz pierwszy i już zawsze będą mi się z tym miejscem kojarzyły. Nie do końca złapałam magię ich tworzenia; być może winne jest whiskey, ale są to niepotwierdzone informacje. Jakkolwiek przyznać trzeba, że są przepyszne i uzależniają szybciej od czekolady.

Polecam serdecznie, ciocia Erill. Set: Spodnie – H&M/ Top – sh/ Bikini – Simple/ Trzewiki – NikeDuke/ Oxy – NewYorker/ Zegarek – NodoWatches/ Torba, biżut – noname

Reklamy

2 comments

  1. fashiondoll.pl · Czerwiec 24, 2014

    genialnie w Berlinie!!! pieknie i kolorowo!

    • erill · Czerwiec 24, 2014

      Uwielbiam to miasto :) Takiej barwności, różnorodności i wielokulturowości próżno szukać w Polsce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s