Sposób na Pana Doła

Zrzut ekranu 2014-05-5 o 19.09.20
Zapewne nie lada detektywistycznego zmysłu wymagało, domyślenie się; po moich ostatnich treściach; iż mam doła. Tak, wiem. Nigdy nie miałam lekkości w pisaniu pewnych oczywistości wprost. Niczym Eliza Orzeszkowa bywam też bardzo zwięzła w opisaniu jednego faktu. Ledwo piętnaście wpisów po kilka tysięcy znaków. Nic wielkiego.

Anyway (tak, drodzy puryści językowi, walcie śmiało drzwiami i oknami, można mnie besztać za używanie anglicyzmów i brudzenie pięknej naszej polszczyzny tak biednym przecinkiem) z natury jestem człowiekiem cechującym się raczej optymistyczną naturą. Zatem bycie w dołku leży mi średnio, w kierunku w zasadzie wcale. Pozycję horyzontalną wolę uskuteczniać na łóżku, hamaku a najchętniej na plaży. Mając w perspektywie przynajmniej dwa tygodnie robienia nic, poza leżeniem i oddychaniem mułem, zwanym potocznie zapachem morza. Z drinkiem w ręku.
Użalanie się nad sobą nie pomogło, pisanie o tym takowoż. Nawet rozmowy nie przyniosły skutków takich, jak się spodziewałam. Każda z tych metod działała jakby trochę, ale za mało bym się podniosła.
Gdy zaś zawodzi wszystko, należy chwycić się za coś co sprawia, że nie ma się siły myśleć.
I, uwaga, tym razem nie chodzi o pracę.
O sport.
Generalnie od kiedy sięgam pamięcią ze sportem było mi mniej więcej tak po drodze jak z owocami, czyli mdłości; a najczęściej wymioty.
Dlatego korzystałam z absolutnie każdej sytuacji, w której ćwiczyć nie potrzebuje. W czasach swej młodości, cery idealnej oraz sylwetki rodem ze współczesnego wybiegu; bez żadnego wysiłku; wystarczał mi rower i rolki. Nie bez znaczenia był też prawie dziesięciominutowy spacer w jedną stronę do szkoły każdego dnia.
A jako, że mamy obecnie wylęg fitstapo, które atakuje mnie z każdej możliwej strony; albowiem dożyłam czasów, w których być fit to być na topie, zaś być nie fit to być nie na topie; podążyłam za owczym pędem. I poszukałam sobie aktywności fizycznej.
Nie jest to ani Ewa, Mel czy inna super pani z pięknym sześciopakiem, które zapominają wspomnieć iż taka sylwetka nie każdemu się wypracuje. I tak na przykład mnie; mającej dość zaburzone proporcje środkowo brzusznej części ciała, na koszt odnóży; nierealnym jest mieć brzuch taki jaki mają Ci wszyscy top, high, lajfstalj ludzie, których zdjęcia posiadają wszyscy na pintereście, instagramie czy wrzucają na fejsika pod hasłem „to ja za niedługo”.
No ja, to na przykład za nigdy.
Jakkolwiek ja nie o tym miałam dzisiaj. Nad fitstapo poznęcam się innym razem.
Dziś chciałam rzec iż mój dołek zapomniał jak to jest być dołkiem; gdyż ma zadyszkę. Najprościej rzecz ujmując. Nie szczędze mu również zakwasów, a także odmawiam sobie przyjemności w postaci ogromnej palety słodyczy.
Nietolerancjo pokarmowa; tym razem pozdrawiam Cię, naprawdę, serdecznie. Dieta bez pszenicy i glutenu to nawet nie dieta. To wybór między czuć się dobrze a źle. A, że masochistą jestem jedynie mentalnie i wyczerpuje sobie tym wszelkie limity; to w innych wymiarach powiem soczyste „bardzo dziękuje, odmówię”.
Tak więc drogie dzieci, ciocia Erill dobrze Wam radzi.
Jeśli macie dołek, idźcie zmęczyć swoje ciało.
Po pierwsze te urocze cosie na e, czyli endorfinki; dadzą wam więcej energii na to by nienawidzić złych ludzi, którzy na Was żerują. Po drugie zaś, Wasz mózg będzie zbyt zajęty utrzymywaniem równowagi na wrotkach lub w trakcie streachingu, by mieć czas myśleć o tym, że znów się przeliczyliście.
Zaś po ostatnie to po prostu mega spoko opcja jest jak z każdym treningiem, po zejściu opuchlizny po ćwiczeniowej zauważycie jak Wasz organizm wraca do formy.
A tak na serio.
Spoko opcja tak wcinać lody Magnum. 
Bez wyrzutów sumienia, że zaraz pójdzie we wszystko i nim dojadę do domu trzeba będzie zamawiać dźwig do przenoszenia dużych ciężarów bym się mogła jakklowiek przemieścić.
Reklamy

4 comments

  1. Isabel Drafts · Maj 6, 2014

    Sport daje mi mega energię i zawsze poprawiam sobie nim humor :)

    • erill · Maj 12, 2014

      Mnie się wciąż zdarza zapominać ile on daje :)

  2. buster · Maj 9, 2014

    Wszystko się zgadza, w zdrowym ciele zdrowy duch – jakże prawdziwe jest to przysłowie. Ja preferuję aktywny wypoczynek, w szczególności prace ogrodowe na działce, rower. Natomiast nie przepadam za bieganiem.

    • erill · Maj 12, 2014

      Nienawidzę biegania. Najbardziej znielubiana przeze mnie forma aktywności jaka istnieje.
      Za pracami na działce, szczerze mówiąc, nie przepadam. Chyba jeszcze nie dojrzałam do tego by mieć do tego rękę i ochotę. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s