Jak żyją źli uczniowie?

abandon-school-11Zastanawialiście się kiedyś co się stało ze „złymi” uczniami z waszej klasy?
Wiecie o których mowa.
Ich pierwsze imię było wagary, a drugie, mam wyjebane na wszystko. Ewentualnie w wersji subtelniejszej, zdolny acz leniwy; dlatego średni. 

Nauczyciele dostawali spazmów jak przychodzili na lekcje. Nie przygotowani, jak zawsze. Ich nazwisko niosło się korytarzami, a wokół postaci rosły legendy o tym co ów wyprawia gdy go nie ma. Wciąga, pali, wbija w żyłę. Chodzi na ustawki, zarabia na czarno, pije.

Miałam kiedyś w klasie takiego ucznia.
Ilość obelg jakie wyrzucała w niego nauczycielka matematyki; dzisiaj, podszedł by pod kuratora.
Dla tej pani.

Rzadko się pojawiał, zawsze miał problemy żeby przejść do kolejnej klasy. Mało kiedy był przygotowany, jeszcze rzadziej pokazywał na co go stać. Nie dawał się wprasować w ramy szkoły. Robił co chciał, jak chciał i kiedy chciał.
W przedostatniej klasie wylądował w prywatnej filii mojego liceum. Spotkałam go kiedyś z kumpelami na plenerze. Odprowadził nas po ciemku z górki w dół.
Ten sam chłopak, któremu ludzie przypisywali tyle wad, okazał się być mężczyzną który trzy zbłąkane baby; przy pomocy zapalniczki; bezpiecznie odstawił do ośrodka.
Pamiętam tą ścieżkę. I uśmiech tego chłopaka dla którego nie było to nic nadzwyczajnego.

Nie wiem co się z nim działo przez te lata. Niby znajomości z liceum powinny trzymać się latami, ale w moim przypadku jest to bujda. Została tak naprawdę jedna osoba. I kilka takich z którymi znajomość jest głównie facebookowa i kciukowa. Ani ja nie wiem co u nich naprawdę, ani tym bardziej oni co u mnie.

I nagle kiedyś w knajpie rozpoznałam tego „złego” ucznia. To chyba był on.
Tknięta przeczuciem, wklepałam jego dane w twarzoksiążkę.
Spojrzałam czym się zajmuje i szczęka mi opadła.

Człowiek, który był tak skrajnie niedoceniany; maca swoje zdolne palce w projektach którymi ja się jaram i mam w inspiracjach.

Może to moja ignorancja, ale nie odbija mi się szerszym uchem nic, co jest dziełem prymusów. Tych znienawidzonych ulubieńców nauczycieli.

Jeśli trafia do mnie jakaś historia; to tyczy się głównie tych średnich. Albo w ogóle z ogonów średniej.
Z ledwo policzalną ilością nieobecności, nagannym zachowaniem i łatką „szkoda czasu” przypiętą przez nauczycieli.

Wychodzenie poza ramy nauczycieli którzy chętnie widzieliby Cię w określonym formacie, nie przysparza może sympatii na etapie szkolnym.

Ale patrząc po historiach które znam, to chyba lepiej. 

 

zdjęcie pochodzi z bloga qbanez/ Jakub Purej

Reklamy

22 comments

  1. Dagna Parynow · Kwiecień 24, 2014

    Tak zaczelam sie zastanawiac… i chyba widze pewna prawidlowosc.
    Tez nie utrzymuje z nikim kontaktow z liceum, poza jednym kumplem, ktory teraz prawie konczy medyka, a nie zdal matury z biologii ;D mialam kiedys kolezanke, ktora cale zycie jechala na sredniej 5,0-6,0, a teraz jest Matka Polka bez studiow. Tak bylo kiedys… a na studiach widze cos kompletnie innego i wiem, ze te osoby, ktore teraz tak bardzo sie staraja, nie tylko z ocenami, ale ciagnieciem dwoch kierunkow na raz, pracy, kursow, dzialalnosci spolecznej i pisaniu artykulow naukowych na konferencje – bardzo duzo kiedys osiagna :) Nie sa to stricte prymusy, ktore siedza w domu przy ksiazkach, ale ludzie, ktorzy sie staraja, moze rzadziej wyjda na impreze, bo nie maja czasu albo ochoty, ale ich zycie towarzyskie istnieje. A moze tak po prostu siebie pocieszam, bo zbliza sie dla mnie najbardziej pracowity miesiac w roku i mam nadzieje, ze to (znow jecze, wiem ;D), ze zarywam noce, ze jakos godze organizowanie juwenaliow, balu studenta, zaliczania kolokwiow na dwoch kierunkach, rozpatrywanie wnioskow stypendialnych, mam 100% frekwencje na zajeciach bedac przy tym codziennie w pracy, a jeszcze wpadlam na pomysl, ze bede wystepowac na majowej konferencji bezpieczenstwa i obronnosci…. to sie kiedys oplaci, prawda? ponoc najpiekniejszy okres w zyciu czlowieka to wlasnie studia :) Wczoraj dopadl mnie moment melancholii i zdalam sobie sprawe jak bardzo silne mam uczucie przynaleznosci do mojej uczelni, jak przegladalam zdjecia z ostatniego posiedzenia Senatu, na ktorym byla wdowa po zmarlym niedawno jednym z bylych dziekanow jednego z wydzialow, wszyscy ubrani na galowo, rektor przekazal wyrazy wspolczucia… i zaczelam sie zastanawiac dlaczego ludzie ida na studia, zdobywaja w systemie bolonskim 2 tytuly, koncza studia i …. i nie moga znalezc pracy, w CV poza szkolami pustki, moga policzyc co najwyzej ilosc wypitych piw. A ja juz na dzien dzisiejszy mam tak obszerne CV przez uczestniczenie w wielu akcjach, ze kompletnie nie rozumiem jak ludzie moga byc tak leniwi i nie chca nic z siebie dac innym ludziom? Nie dosc, ze robimy cos dla innych to jeszcze mamy z tego naoczne profity…. ale nie kazdy przeciez nadaje sie do rzadzenia ;)

    • erill · Kwiecień 25, 2014

      Masz dużo racji z tymi studiami. Ale też wiadomo, że i na wyższych uczeniach ten model zachowania jaki masz Ty (wykorzystywanie tego czasu na kupę doświadczeń i nową, nie tylko akademicką wiedzę) też nie jest aż tak częsty. Po pierwsze znam ogrom inteligentnych, oczytanych, bystrych i osiągających całkiem spore sukcesy ludzi którzy na owych nigdy nie byli. Jest wiele zawodów w których studia nie tylko nie pomagają ale wręcz przeszkadzają w rozwoju. Szczególnie branża kreatywna taka jest. Po drugie wielu ludzi traktuje studia jako punkt do odhaczenia i nie biorą z tego okresu nawet promila tego co ono daje.
      Ja też nie należałam do osób wybitnie aktywnych w ich trakcie. Ale też w między czasie pracowała, wyjeżdzałam i szukałam sobie swojej ścieżki. Że po drodze się okazało, że ma niewiele z tymi studiami wspólnego. No cóż. Samo życie :)

      Co zaś do lenistwa. Nie wiem czy to nie wygoda bardziej. Skoro coś tam działa, jakoś idzie do przodu, to po co zmieniać? Nie każdy ma tyle ambicji by mieć coś poza mgr i pracą, która zagwarantuje kredyt na niezbyt duże mieszkanie.

      Co do pracy ponad stan energii i możliwości. Tak. To się opłaci. Im wcześniej nauczyć się dzielić uwagę na kilka rzeczy i dopinać je do końca tym lepiej. Byle też umieć wypoczywać i sobie odpuszczać. Bo ta gonitwa bardzo łatwo tą funkcję wyłącza. A żeby znów działała trzeba w to włożyć ogrom pracy. Ja wciąż musze sobie o tym przypominać. Takie wdech/wydech w słuchawkach by się nie zapędzić w pracoholizmie :)

      • Dagna Parynow · Kwiecień 26, 2014

        Masz racje. Nie wzielam pod uwage, ze co branza to inne podejscie i faktycznie – jesli chodzi o kierunki artystyczne wazniejszy jest wlasny rozwoj, choc jakies podstawy teoretyczne sa tez wazne.

        Tez znam bardzo duzo ludzi, ktorzy osiagneli wielki sukces nie majac studiow, wiec to oczywiscie nie jest warunek, ale sa to czesto ludzie starszej daty, z pokolenia moich rodzicow, a nie z osob ok 30tki… Takich jest zdecydowanie mniej, ale tez istnieja ;)

        W zyciu to w sumie bywa baaardzo roznie….

        (Nie umiem odpoczywac chyba ;/)

        • erill · Kwiecień 26, 2014

          Tak trochę zrobiła się tutaj dyskusja o zasadności szkoły podczas gdy sama opowieść miała być taką ciekawostką dotyczącą tego, że nauczycielom zdarza się źle oceniać uczniów i nie doceniać ich wartości. Zamiast tego próbując na dodatek wprasować ich w jakieś ramy.
          Każda wiedza jest ważna. Na ogól również większość z tego co nabywamy jednak nam się przydaje. Ja jestem po studiach z psychologii. Nie pracuje w zawodzie ale nie ukrywam, że te pięc lat mi pomaga w rozumieniu wielu zjawisk. I radzenia sobie z różnymi sytuacjami, które generują ludzie.
          Więc też nie chce negowac tutaj edukacji bo lepiej się rozwijać samemu. Owszem fajnie się rozwijać samemu, ale dobrze jest też czerpać z tego, że ktoś Ci może coś włożyć do głowy. Mimo wszystko instynktownie czujemy kiedy ktoś nam robi krzywdę swoimi oczekiwaniami a kiedy coś nam sie może jednak przydać. Tak myślę.

          Co do sukcesu bez studiów kiedyś a dzisiaj. Kiedyś rynek był inny. Teraz mamy więcej możliwości a jednocześnie mamy gorzej z wyborem i wybiciem się. Kiedy masz wszystko nie łatwo jest wmówić Ci, że jednak jest coś jeszcze czego potrzebujesz. Studia w dzisiejszych czasów dają najmniej od kiedy stały się powszechnie dostępne. Gwarancją sukcesu jest osobowość i determinacja o wiele bardziej niż mgr przed nazwiskiem. Acz to mgr uczy (jeśli ktos chce się uczyć) korzystania z zasobów wiedzy i zgłębiania tego co Cię interesuje. I to jest w studiach najfajniejsze.

          Ja się odpoczywać nauczyłam niedawno ;) Więc jeszcze masz szanse ;)

  2. Kasia · Kwiecień 24, 2014

    Świetny tekst! Tez znam taki przykład z mojego życia:) Ta się składa, że moja “druga połówka”, kiedyś posądzana o chuligaństwo (w dawnych, licealnych czasach), teraz robi zawrotna karierę w swojej branży, a nawet został wykładowcą:) Wielka szkoda, że ludzie często przekreślają osoby które mają odwagę żyć po swojemu:(
    Pozdrawiam:)

    • erill · Kwiecień 25, 2014

      Dziękuje :)
      Bardzo ładna historia z drugą połową :) Ludzie potrzebują schematów. Nie tylko dla nich samych ale też po to by innych w nie prasować bo wtedy łątwiej jest ogarnąć masę. Indywidualność wiąże się z osobnym traktowaniem, którego nie obejmuje utarta metodyka. A to za dużo pracy. Więc lepiej potepiąc gdy nie da się zmienić, albo butować w okresie gdy można mieć wpływ.

      W moim liceum byłam uważana raczej za zakałę. Oceny raczej średnie, kreska dość typowa, super artystycznego zadęcia brak. Wszelkie zaś charakterne rzeczy chętnie ze mnie plewiono, lub raczej chciano a ja się złośliwie uparłam, że nie i mogą mi naskoczyć.
      Koniec końców pracuję tworząc i kreując obrazki wbrew temu, że nauczyciele mi wmawiali, że żadna ze mnie artystka i chyba mi się szkoły pomyliły ;)

  3. Lewicka Magda Majka · Kwiecień 25, 2014

    Bardzo niebezpieczna teza jest tu stawiana. Że źli uczniowi to Ci najzdolniejsi indywidualiści nie dający się wpisać w ramy, a Ci z dobrymi notami to niezdolne miernoty i nie osiągną sukcesu w życiu. Moje obserwacje tego nie potwierdzają. Oczywiście, ktoś całkiem niewybitny w szkole, wymagającej zdolności zapamiętywania rzeczy nudnych i nieciekawych, może potem okazać się rewelacyjny w dziedzinie, w jakiej nie miał okazji wykazać się w trakcie edukacji. Jasne, że odtwórczo cytujący wykute na blachę formułki prymusi niekoniecznie sprawdzą się w wymagającej logicznego myślenia i kreatywności pracy. Ale nie każdy, nie umiejący zliczyć do 3 matoł, jest humanistą – tylko niektórzy :D. I mimo wszystko, Ci osiągający dziś sukcesy w pracy, już jako dzieci byli na tyle zdolni, żeby z jakimś wynikiem coś ukończyć.

    • erill · Kwiecień 25, 2014

      No nie wiem.
      To jest przykład jednego złego ucznia, a w szerszym kontekście mowa jest raczej o tych przeciętnych. Którzy nie mieli czerwonych pasków i mieli taką normalną wyboistą drogę do ocen. Czasem pięć, czasem dwa, na ogól między trzy a cztery.
      Nie ujmuję tym super zdolnym. Raczej nie dostrzegam czerwonopaskowców jako ludzi sukcesu które wróżyli im nauczyciele. Lub byli sami z siebie przekonani o jego nieuchronnym nadejściu.
      Z moich obserwacji wynika, że najlepiej radzą sobie Ci, którzy potrafili rozwijać się sami a nie wyłącznie w ramach ocen by mieć super średnią i być chlubą szkoły. Ewentualnie gdy już trafia się geniusz to i owszem osiąga sukcesy ale ma problemy strike społeczne i nie jest w stanie dogadać się z ludzmi, bo potrafi wyłącznie np. z cyframi bo jest matematykiem.
      Każda z tych wersji ma swoje dobre i złe strony. Ja się skupiłam na tym, że szkoła formatuje do pewnych ram i niekoniecznie pokazuje na co kogo stać na etapie edukacji i ewaluacji pracy.

  4. Thoughts Blender · Kwiecień 25, 2014

    Chciałabym zakrzyknąć, że masz rację i tym samym tak jednoznacznie ocenić ten tekst, ale nie potrafię. Zgadzam się z tym, że szkoła nie uczy życia, że zaradności i talentu nie zdobywa się stojąc przy tablicy, że często osoby, których nauczyciele deptali i którym nie dawali szans, są w dorosłym życiu najlepszymi fachowcami i fantastycznymi ludźmi. Ale niestety nie zawsze tak jest i w zasadzie nieczęsto. Gdy patrzę na tych moich znajomych z liceum albo nawet z gimnazjum, którzy byli łobuzami, na palcach jednej ręki mogę wymienić tych, którym się udało osiągnąć coś więcej niż zasiłek dla bezrobotnych. Różnica między jednymi i drugimi polega na tym, że ci, którzy coś faktycznie zdobyli, odnieśli jakiś życiowy sukces mieli ambicję, jakieś marzenia. Tych cech szkoła nie uczy i dlatego niezależnie od tego jak się komu na lekcjach wiodło, sukces osiągają ci, którzy bezkompromisowo dążą do realizacji swoich planów.

    • erill · Kwiecień 25, 2014

      Nie chciałabym jednak wrzucać łobuza i ucznia, który miał nieobecności do tego samego worka. Bo akurat z tymi chuliganami to w zasadzie; nie znam za wielu przypadków gdy to sie jakoś spektakularnie odmieniło, i nagle mieszkają w super dzielnicy i habilitują się z klonowania babki lancetowatej z rzepakiem.
      Właśnie chodzi mi o ten pierwiastek „dążyć do swojego” co nie zawsze wkłada się w ramy tego czego oczekiwali nauczycieli. Ja kiedyś rysowałam komiksy w stylu mangi. I moja nauczycielka za wszelką cenę chciała mi uświadomić, że mylę proporcje i to jest złe dla mojego rozwoju (jakbym była półmózgiem, który nie odróżnia kreski komiksowej mangowej od rysunku pozującej modelki) i może lepiej żebym rysowała, uwaga.. roślinki albo zwierzątka.
      Jak się innym razem uparłam na zrobienie czegoś po swojemu to inna nauczycielka złośliwie mi postawiła trzy. Ocenę zmieniła dopiero gdy się okazało, że ze wszystkich prac które miały konkretny cel moja się prezentuje najlepiej bo jest czytelna i jakaś.
      Ale nie pasowała w ramy więc należało ją butowac i narzekać, że jestem krnąbrna i źle się uczę. O takich uczniach mówię. Ja jeszcze byłam w miarę grzeczna, ale wspomniany tutaj uczeń miał w nosie system, robił swoje, był mega zdolny tylko nie miał potrzeby udowadniania tego nauczycielom.

      • MC · Kwiecień 25, 2014

        Mam ambiwalentne odczucia co do ignorowania rad nauczycieli, zwłaszcza jeśli wykazują się w danej dziedzinie doświadczeniem. Warto przetestować ich teorie, zanim się je odrzuci. I jak najbardziej odnosi się to też do sztuki…

        • erill · Kwiecień 25, 2014

          W takim wypadku trzeba się wykazać zdrowym rozsądkiem. Nie chodzi o negowanie ich dla zasady, wszystkich. Ale też; jeśli chcesz się rozwijać się w jakiejś dziedzinie bo Cię kręci to próby udowodnienia tego, że robisz to źle bo tak się nauczycielowi wydaje mimo, że jest to aktywność dodatkowa i cechuje się pewnymi typowymi dla gatunku rzeczami nie jest dla mnie poradą z dobroci serca i doświadczenia. Tylko usilną próbą udowadniania, że się smarkaczu nie znasz.
          Miałam bardzo wielu różnych nauczycieli. Jedni dla zasady bo nie znali czegoś albo im się nie podobało prywatnie butowali pomysły inne od standardowych a inni zachęcali do rozwijania tych głosów wewnatrz celem znalezienia swojej ściezki.
          Dobry nauczyciel to taki który przekazuje wiedze, zachęca do rozwijania swoich pasji i nie ogranicza swojego odbioru jakiegoś środka przekazu tylko dlatego, że ma takie widzimisie bo chce kogoś wtłoczyć we własne wyobrażenie o rozwoju ucznia.
          Coś co się wydarza na studiach na przykład.

          Jestem po liceum plastycznym. Uczyłam się tam pięc lat. Ale dopiero na kursie na ASP dobry wykładowca odblokował mi malowanie czegoś tak jak to czułam a nie tak jak chciała nauczycielka w liceum żebym to robiła. Pamiętam jak dzisiaj jak mi wmawiała, że przecież skoro stoi czerwona szklanka na niebieskim tle ja mam obowiązek widzieć fiolet mimo, że ja widziałam magente. Ale przecież magenta nie powstaje przy tym połączeniu więc malowanie innego koloru niż fiolet bylo tróją w dzienniku. O tym klimacie mówię.
          Poza tym podświadomie w szkołach artystycznych posłuch ma dla mnie osoba która sama się realizuje a nie tylko poucza innych robiąc samej nic albo coś na poziomie średnio rozwiniętego przedszkolaka.

          • MC · Kwiecień 25, 2014

            A tak z ciekawości: dlaczego tamta nauczycielka chciała, żebyś rysowała rośliny i zwierzęta? Jakoś to uzasadniła, poza powiedzeniem, że to „lepsze dla Twojego rozwoju”?

          • erill · Kwiecień 25, 2014

            Uzasadniła to tym, że to infantylne rysować mangę i ma zły wpływ na umiejętność odzwierciedlania potem rzeczywistości (postać na rysunku) i lepiej żebym robiła coś co jest bardziej realne.
            Nie byłam asem w rysunku ale kurczę nie byłam też melepetą i potrafiłam odróżnić rysowanie realnych sprzętów od tych które sobie wymyśliłam.

  5. FashandRoll · Kwiecień 26, 2014

    “Tych złych” z mojej byłej klasy podzieliłabym na dwie grupy.
    Pierwszą, która wagarowanie i niebywanie w szkole przekształciła w koks, dziwki i “jak zarobić żeby się nie narobić”.
    Drugą, która szkołę traktowała na zasadzie “to mi się do niczego w życiu nie przyda”, pozakładali firmy i faktycznie, szkoła im się za bardzo nie przydała. ;)

    • erill · Kwiecień 26, 2014

      Też dobry podział.
      Znam prymusów z cyklu „herakokahasz” ;)

  6. manki · Kwiecień 28, 2014

    Ja mam masę przykładów złych uczniów, głównie z podstawówki. Większość niestety skończyła w roli „pato” jak ich ojcowie i dziadowie. Ale był M., od przedszkola ksywka „Piwko”. Zła rodzina: matka-wariatka głodziła ponoć krowy, był artykuł w Trybunie Opolskiej nawet i spór z sołtysem. Dzieciaków chyba z piątka czy szóstka, nie wiem co z ich ojcem. Dziadek leży na cmentarzu dwa groby od mojego dziadka. Dziadek ich też miejscowa, raczej mroczna legenda. I te dzieciaki, z opinią fatalną na starcie. Jeszcze najstarsza dwójka w miarę szkołę ogarnęłą, w miarę szybko ogarnęła życie. Najstarszy nawet przez pewien czas był szefem mojego brata, ale mój brat mówi, że to cwaniaczek i on więcej nie chce z nim pracować. S., rocznik 83, zdążyła zaliczyć gimnazjum – tyle razy kiblowała. I M., który rok starszy ode mnie, kiblował w przedszkolu. A potem jeszcze w czwartej klasie. Opinię w szkole miał straszną. Nie tylko nauczyciele się go w pewien sposób bali. Była legenda, że po wsi z siekierką lata. Po podstawówce wylądował oczywiście w zawodówce. Dobre i tyle, bo przecież nauczyciele od początku do końca krzyżyk na nim stawiali. A potem poszedł do technikum, a potem na studia. Dziś jest znanym architektem. Podobno nadal jest nieco narwany, ale co w tym złego?

    • erill · Kwiecień 29, 2014

      No właśnie. Ktoś sobie jakąś opinie wyrobił i cześć pieśni. Włożony w schemat złego ucznia bez przyszłości. To dobry przykład dokładnie tego o czym mówię. Ja nie wiem jaki z charakteru jest ten o którym piszę, wiem, że jest zdolny bardzo i mega pracowity. Ale z kolejnej strony, każdy artysta jest trochę psychiczny. Więc wszystko w normie ;)

  7. karo · Maj 2, 2014

    U mnie na odwrót. Uczniowie, którzy ledwo zdawali dziś albo piją piwo pod sklepem, albo już mają własne rodziny (wpadka). Nikt nie poszedł na studia. Ani z podstaówki, ani z gimnazjum, ani z liceum. Garstka osób jest w szkołach typu PWSZ, ktoś pracuje jako kosmetyczka, ktoś na budowie… A szokiem dla mnie jest to, że dopiero minął rok od kiedy skończyłam liceum.

  8. qbanez · Styczeń 28, 2016

    Nawet nie wiesz jak mi się zrobiło miło jak zobaczyłem tutaj moje zdjęcie! Czadowe uczucie. Dziękuję że je wykorzystałaś, to naprawdę miłe i fajne! :)
    A co się dzieje z takimi uczniami? Chyba to co ze mną, bo mi nie były obce wagary. Uczyłem się w życiu jeden jedyny raz w pierwszą noc przed egzaminem na prawko, więc w czasach szkolnych ani razu nie siedziałem przy książkach. Średnia ocen wynosząca 2.0 nie była mi obca od 5 klasy, a i niższa się zdarzyła w zawodówce (kiblowałem, oj tak) :) „Mam wyjebane” było moją domeną od co najmniej 3-4 klasy podstawówki :) W plecaku szkolnym zdarzało mi się nie mieć nic co by miało jakikolwiek związek ze szkołą (książki były owszem, ale raczej Kinga, Mastertona i Koontza, niż podręczniki) :)
    No i co się stało? Moją pasją stała się fotografia i uprawiam ją do dziś nie zamierzając przestać, po za tym moim hobby jest urbex i szczury :) Oto co się dzieje z takimi uczniami :) Ja po prostu nie trafiłem nigdy na nauczyciela, który miał by w sobie jakąkolwiek pasję, który umiał by zapalić we mnie płomyk jakichkolwiek zainteresowań, ani tym bardziej na takiego, który tlące się gdzieś w mojej głowie zalążki zainteresowań potrafił dostrzec i pchnąć dalej. ;) Mimo wszystko mam do szkoły sentyment, wiele przygód i ciekawych wydarzeń się działo u mnie za czasów szkolnych… Nie jedna komisja wychowawcza mnie spotkała, nie raz z mojego powodu wzywana do szkoły była mama, czy nawet policja, nie raz były takie jaja, że nie wiem jak to się mogło w ogóle przytrafić komukolwiek, a przytrafiało się mi :D Fajne czasy to były i mimo, że wtedy szkoły nienawidziłem, to teraz patrzę na to inaczej trochę :) Jednak dziś wolę zdecydowanie opuszczone szkoły niż te czynne, już się dość nachodziłem do tych czynnych – 8 lat podstawówki + 4 lata zawodówki (tak, rok kiblowałem), + 3 lata technikum + 3 lata jakichś dziwnych studiów żeby nie iść do wojska, to w sumie dużo lat łażenia do szkoły, aż nie chce mi się tego podliczać :P Wracając do opuszczonych szkół, to miałem okazję eksplorować bliźniaczą szkołę do mojej podstawówki – dosłownie identyczny układ pomieszczeń i korytarzy, identyczny budynek, tylko stojący z 5km dalej od mojej szkoły i do tego w innym kraju :) Pozdrawiam, zły uczeń :)

    • Erill · Styczeń 28, 2016

      Ja może nie byłam aż takim hardkorem, ale tez miałam swoje na uszami. I ja będąc w uczelni artystycznej nie spotkałam dość wyrozumiałego nauczyciela tam przez 4 lata by móc spokojnie się w niej rozwijać. Za to spotykałam się z zdyskriminacja, faworyzowaniem uczniów, czy tępieniem mojego naturalnego wyczucia bo nie zgadzało się z tym nauczycielskim. jasne, że miałam swoje za uszami – umówmy się mając lat 15-17 raczej nie jest się szczególnie zmotywowanym do tego by się super wykazywać na przypodobanie nauczycielom jeśli w zasadzie nie chce się im przypodobać tylko rozwiąć talent. A to nie sprzyja temu by być pupilem nauczyciela. Plus cecha zwana „zdola ale leniwa” nie pomogły mi w tym by dzisiaj liceum wspominać z jakimś wielkim sentymentem.
      Przybijam wirtualną piątkę, równie zła uczennica, która kiblowała ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s