Samobójstwo przez powieszenie

wisielec

Kiedyś godzinami analizowałam ludzkie zachowania, motywacje i porządek świata. Spędzałam tak dużo czasu na pisaniu i rozkminach, że dziwie się, że pamiętałam by jeść.
Mimo, że szerokość mojego ówczesnego horyzontu można przyrównać do spojrzenia przez słomkę w fastfoodzie, chełpiłam się, że jestem taka dojrzała. Tak wiele rozumiem, tak wiele dostrzegam i tak bardzo potrafię to uporządkować.

Czytając dzisiaj swoje pamiętniki zażenowanie miesza się z zazdrością. To pierwsze wynika z porażającej naiwności jaka wypływa z napisanych, turkusowym atramentem, słów. Drugie zaś, z tego, że teraz tak bardzo brakuje mi na to czasu.
W zalewie informacji, treści, zadań i inspiracji które przekuwam na nowo nie starcza mi czasu nawet na czytanie tylu książek co kiedyś. A co dopiero do swobodnego przepływu myśli i łapaniu pojedyńczych idei i formułowaniu je w zdania.

Zazdroszczę sobie z tamtego okresu naiwności w postrzeganiu świata. Ślepego bronienia pewnych ideałów i trwania przy swoim stanowisku. Swoistej ortodoksyjności poglądów. I niechęci by je zmieniać.
Dzisiaj relatywizm jest częściej moim drugim imieniem, niż uparte bronienie jakiejś myśli.

Otwarty umysł, który winien być zaletą w obecnych czasach, przysparza mi głownie fal żalu i frustracji, że mało kto liczy się z moim zdaniem.
Twarde wyrażanie się w jakiejś sprawie zastąpiłam profesjonalnym językiem, wypełnionym po brzegi kulturą wypowiedzi; i ustępowaniem mniej uposażonym w ten element.
Chęć poznania cudzego punktu widzenia, zmieniła się nagle w zgodę na to by nie brać mojego zdania pod uwagę.

Apodyktyczność ewoluowała w zamiatanie mojego zdania gdzieś między żarty.
Umiejętność panowania nad emocjami i radzenie sobie z nimi, stała się zgodą na to by wrzucać mi do woli i bez zahamowań.
Bo przecież rozumiem.
Jestem taka otwarta, dojrzała i potrafię tak wiele rzeczy sobie wytłumaczyć. Więc po co ktoś ma się wysilać; skoro mogę to zrobić sama?

Zawiązałam sobie stryczek z chęci zrozumienia ludzi; by lepiej mi się z nimi żyło. Szubienice zaś zbudowałam z otwartego umysłu i empatii. A także chętnego poznawania cudzych poglądów i weryfikowania ich z własnymi.

Na wykonaniu wyroku zjawiła się garstka ludzi.

Reszta wie, że poradzę sobie sama.
Nie liczą się ze mną teraz, więc tym bardziej nie zrobią tego wobec wisielca.

Poradzę sobie i z tym.

Reklamy

2 comments

  1. daga202 · Kwiecień 17, 2014

    Erill uważaj, bo wypowiesz coś w złą godzinę… Poznałam kiedyś potencjalnego kandydata do samobójstwa. Ciekawie się z nim rozmawiało. Chciałam zrobić mu analizę na potrzeby własne – dlaczego? Jego kolega, który z nim był,skutecznie mi na to nie pozwolił. Analiza była płytka – chodziło o złe wyniki w nauce skutkujące utratą stypendium. Cieszmy się, że nasze stryczki są z innej materii, chyba…

    • erill · Kwiecień 17, 2014

      Ja się cieszę z tego, że są nieskuteczne. Że mimo tego, że co jakiś czas ląduję z tą pętlą na głowie to nie łamie mi ona karku tylko sprawia, że jestem silniejsza. I przekonuje, że bycie sobą jest ważniejsze od tego jak ludzie chcą Cię niszyczyć. I nie ma co się uginać po słabymi którzy swoją siłę budują na cudzych plecach.

      A propo Twojej historii to lekceważenie przez ludzi znaczenia ludzkiego załamania i braku perspektyw denerwuje mnie na równi z głupotą i egoizmem. Komus sę wydaje, że to nie problem i przestaje słyszeć wołanie o pomoc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s