Toksyczny ideał

Zrzut ekranu 2014-03-12 o 6.54.31 PMSpadające poczucie własnej wartości, niebezpiecznie poprzesuwane granice tolerancji czyichś zachowań. Godzenie się na krzywdzące dla nas kompromisy, które coraz częściej są ustępstwami na rzecz kogoś innego.
Brzmi znajomo?

Zaczyna się na ogół pięknie.
Jak z bajki. Spacery, przeciągłe spojrzenia, romantyczne rozmowy w świetle księżyca. Kolacje, czekoladki i kwiaty. Ani się obejrzymy i bach. Jesteśmy zakochani. Motyle w brzuchu, głuptkowaty uśmiech, który towarzyszy nam w absolutnie każdej sytuacji.

Radość, szczęście, euforia i spełnienie.
Trwaj chwilo jesteś piękna.

Właściwie nie wiadomo co, i w którym dokładnie momencie, idzie nie tak. Po prostu budzisz się po jakimś czasie i dociera do Ciebie, że coś jest nie halo.

Twój romantyczny królewicz od dawna nie zrobił niczego z myślą o Tobie. No chyba, że miał ochotę zrobić Ci przykrość. A to wychodzi mu nad wyraz zgrabnie.
I często.
Kwiaty są mglistym wspomnieniem z poprzedniego życia. A miłe słowa masz okazje usłyszeć co najwyżej w telewizji.
Kiedy trafisz na jakąś romantyczną komedię.

Coś poszło bardzo nie tak.
Nie rozumiesz w zasadzie jak to się dzieje, że wciąż tkwisz w związku który Cie przytłacza. Dociera do Ciebie, że Twój rycerz nie ma pojęcia o Twoim życiu. Nie chce znać twoich znajomych, wmawia Ci, że Twoja pasja jest do dupy i w zasadzie powinnaś doceniać jaki jest wspaniały, że Cie w ogóle zechciał.
Twoja samoocena jest tak zdeptana, że przypomina jezdnie z koleinami.
Wasze życie przypomina zapasy. W których on spycha Cię coraz bardziej na ścianę. Zgadzasz się na ogrom ustępstw, zapominasz, że masz swoje zdanie i jakikolwiek charakter. Zaczynasz zapominać kim byłaś zanim go poznałaś. Zdefiniował swoimi słowami wszystko wokół Ciebie i w Tobie.

Właściwie ciężko jednoznacznie powiedzieć, co sprawia, że nagle otwierają nam się oczy. Czasem jest to praca, czasem inny człowiek. Innym pomaga zmiana miasta, a jeszcze ktoś budzi się któregoś dnia z myślą „dość!”.

Liczy się efekt.
Którego wynikiem jest wykopanie delikwenta ze swojego życia. Rozpoczęcie pracy nad łataniem dziur, jakie robił długi czas igłami i gwoździami, które w nas wbijał.
Oraz wyciąganiem z tego wniosków.

Tak, ja też łapałam się na tym, że chce wykasować ten etap swojego życia.
Nie pamiętać go w ogóle. I nie przypominać sobie jak bardzo dawałam się poniżać w imię przywiązania i ślepej miłości.
Wiele razy chwytałam się za głowę na ile rzeczy byłam gotowa się zgodzić w imię trwania relacji na której mi zależało. Nawet nie pamiętam dlaczego w ogóle miałam jakiekolwiek uczucia w tym związku. I do tego człowieka.

Ty też pewnie to znasz.
Kac po nieudanym, toksycznym związku. 

I wiecie co?
Myślę, że każdy z nas powinien taką relację przejść. Od euforycznego zakochania do toksycznego, raniącego końca.

Mimo całego piania wokół sprawczej i motywującej mocy dobrych rzeczy to negatywne doświadczenia uczą nas najwięcej. 

To nie słodki miś, które daje Ci kwiaty, nauczy Cię tego, że nigdy więcej nie pozwolisz, żeby ktoś Ci wmówił, że twoje hobby jest chujowe. To nie uroczy królewicz na białym koniu uświadomi Ci, że nie pozwolisz na to, żeby partner po Tobie jechał bo akurat mu naszła ochota na to, żeby się powyżywać. A Ty jesteś najbliżej.
Słodki chłopiec z maślanym okiem też nie pokaże Ci gdzie są granice tolerancji. Na kierowanie i decydowanie przez drugiego człowieka o tym jakie ma być Twoje życie.

Nie wiem czy ktoś potrafi nas nauczyć o nas samych więcej niż człowiek, który chce nas zniszczyć pod płaszczem fajnej relacji.

źródło zdjęcia.

Advertisements

4 comments

  1. kot · Marzec 13, 2014

    Nie wiem, czy takie sytuacje wynikają z tego, że ktoś chce nas celowo „zniszczyć pod płaszczem fajnej relacji”. W sytuacji, którą opisujesz, raczej mowa o dwóch poranionych osobach, które nie mają kontaktu ze swoimi emocjami, które się nawzajem ranią, bo nie potrafią inaczej (pozycja ofiary w relacji też ma swoje plusy, dlatego lubimy w nią wchodzić). I w końcu jedna z nich dojrzewa. I odchodzi: wie już czego nie chce, i ma szansę zbudować coś lepszego gdzieś indziej. Ale nie dzieliłabym w tej sytuacji bohaterów na dobrych i złych.

    • erill · Marzec 13, 2014

      To nie jest jedna sytuacja. To spis kilku różnych historii, które połączyłam na potrzeby wpisu. Masz rację, że nie ma sytuacji czarno białych.
      Jednak uważam, że często człowiek który relatywnie nie jest zły, potrafi taki być dla jednej konkretnej osoby.
      Ludzie się wielokrotnie bardzo źle dobierają.
      Nie dlatego, że są złymi ludźmi z gruntu. Bardziej dlatego, że akurat te cechy w danej relacji się u nich ujawniają. W kompilacji różnych opisanych tutaj sytuacji tylko dwie osoby, poza zachowaniem się wobec partnera, wykazują złą wolę również do reszty świata.
      Zaś o pozycji ofiary można mówić, kiedy ktoś wchodzi w nią więcej niż dwa razy. Bo raz to błąd, dwa to wypadek przy pracy ale trzy i kolejne to bunt przeciw systemowi.
      Większość znanych mi ludzi, na których opowieściach zawarty jest wpis, po jednym razie przeskoczyła na poziom w którym, po wyciągnięciu wniosków, wybiera rozsądniej partnera i też generalnie dobiera ludzi z większym sitem selekcji.

  2. Ally · Marzec 14, 2014

    I co z tego, skoro ludzie nadal są z tą osobą? Dlaczego? Bo boją się samotności. Przykre i jednocześnie żałosne. Znam wielu ludzi, tkwiących w toksycznych albo nieudanych związkach, bo nie chcą być sami, bo już się przyzwyczaili, bo mieszkają razem i ciężko się rozstać. Zawsze tak jest i zawsze tak będzie. Tak samo z kobietami, którymi niewiele osób się interesuje. Bach! I pojawia się ktoś, a one rzucają się w jego ramiona, bez względu na to, jaki on jest, bo przez moment czują się piękne i docenione. Co z tego, skoro to nie jest TEN.
    I tak wygląda świat i pewnie zawsze będzie wyglądał. Ludzie to słabe istoty.

    • erill · Marzec 14, 2014

      Ale też nie zawsze i nie każdy człowiek tkwi w takiej toksycznej relacji. Zgadzam się z Tobą, że ludzie się boja samotności i dla bycia z kimś są w stanie spędzać życie z kimkolwiek. Ale też jest grupa takich jednostek, które dojrzewają w końcu do tego, że takie życie to wegetacja i mają dość relacji która od nich tylko bierze nie dając nic w zamian.
      Ja znam ten stan w którym mieszkasz z kimś, jesteś zaangażowany, wspólne plany, kupa czasu razem, zmiana życia dla tego człowieka o 180 stopni i brak własnej pełnej nie zależności bo kiepsko płatna praca, etc. Najtrudniej się przed sobą samym przyznać, że nie wyszło. Że ten ideał jednak nim nie jest i związek w który włożyło się kupę energii, sił i uczuć jednak nie wypalił. Nie każdy ma siłę się z tym zmierzyć. Dlatego woli tkwić w takiej relacji.
      Z drugiej strony są ludzie, którzy są szczęśliwy tylko wtedy gdy są nieszczęśliwy. generują sobie dramy, płacze i smutki bo tak definiują „życie”. To również nie o nich jest wpis.
      Ja mówię o ludziach, którzy podnieśli się i uznali, że dość. I wyciągneli z tej lekcji takie wnioski które pozwalają im budować dobre i partnerskie relacje w przyszłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s