Ludzie na melanżu

2014-03-09 03.19.23-1Każdy z nas kocha weekend. Jeśli nie kocha weekendu to albo dlatego, że ma go siedem dni w tygodniu albo dlatego, że jest dziwny.
Charakterystyczne drganie w żołądku i oczekiwanie głowy na szumy podobne do tych nadmorskich. Tylko, że generowane przez dziesiątki zamawianych szotów truskawkowych.

Uwielbiam to. Parkiet, dużo ludzi, spontaniczne wybuchy śmiechu i ogólnie panująca radość. Ale. Zawsze jest jakieś ale.
Ludzie.

Ludzie na imprezach bywają różni. Kwadratowi i podłużni.

1. Ludzie resety.
Piją by zapomnieć. Nie wyznaczają sobie żadnych granic bo ta istnieje dopiero wtedy gdy w poniedziałek rano orientują się, że minęły dwa dni. Ich świadomość jednak, skończyła się w okolicach piątku godziny osiemnastej.
Poznać ich można po charakterystycznym opadzie powiek i gadaniu bardzo dziwnych, bliżej nie określonych słów, w mocno przypadkowej konfiguracji. Przyssani do baru niczym ślimak do podłoża spijają z niego wszystko, łącznie z tym co rozlał barman.

2. Ludzie melażne.
Rozpoznasz ich od razu. Przyklejony uśmiech, którego pozazdrościłaby nie jedna misska i wszechobecny śmiech z absolutnie wszystkiego bo przecież jest wixa. Oraz obecna w ręku szklanka. Zawsze. Przyjazny wobec wszystkich, zagaduje i dzieli się swoją chillującą radością z powodu tego, że nastał weekend i znów można być na melanżu. Nie pamięta kto ma jak na imię i wita się co tydzień z tymi samymi ludźmi jakby ich widział po raz pierwszy. Absolutnie nie szkodzliwy typ do którego choć na chwilę warto się przykleić, żeby zarazić się śmiechem.

3. Ludzie szerszenie.
Jeśli piją, to niewiele. Obserwują bacznie innych i skwapliwie notują każde zachowanie, które wykazują współbracia w lokalu mający już trochę w czubie. Ich wzrok przypomina spojrzenie surowego profesora podczas kolokwium, który upewnia się, że jeden żak nie ściąga od drugiego. Minę mają na ogół zawziętą jakby właśnie byli o krok od odkrycia tajemnicy wszechświata. Siedzą w kącie sali czy lokalu, na ogół ubrani tak jak na co dzień.

4. Ludzie łowcy.
Przychodzą do lokalu po to by coś wyrwać. Płeć nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Widać od razu po dokładnym lustrowaniu bytowników klubu, że przyszli po coś. I nie zamierzają wyjść z pustymi rękoma. W trakcie trwania imprezy ich wymagania konsekwentnie spadają wraz z kolejnymi odmowami. Na końcu melanżu są z drugim takim samym jak oni atomem, który przybył aby coś złowić i to z nim wychodzą z klubu. Niespodziewanie po kilku tygodniach takiej aktywności okazuje się, że tworzą parę.

5. Ludzie herkulesy.
Przychodzą na melanż po to by udowodnić jacy są męscy. Wpadają do klubu, najczęściej w towarzystwie kumpla i dziewczyny. Czasem bez dziewczyny. Zaczynają imprezę od uważnego lustrowania męskiej części imprezy. I nie przestają dopóki nie znajdą ofiary na której będą mogli pokazać jacy są pro; bo są w stanie wywrzeszczeć na pół lokalu, że ów jest cwelem i zapraszają na zewnątrz. Ich celem od samego początku jest znalezienie kogoś kogo będą mogli pobić. Bo to takie męskie jest. Wystarczy tak naprawdę aby na ów herosa spojrzeć i już można czuć się zaproszonym na tete a tete z jego pięścią i krzykiem. Gdy ma dziewczynę obok jest szansa, że go uciszy. Jeśli jest sam lepiej patrzeć w podłogę albo ukryć się pod barem. Być może nie zauważy. Ewentualnie ochroniarz skuma co się dzieje i herkulesa z lokalu wyprowadzi.

Macie jakieś swoje typy?

Advertisements

6 comments

  1. noutmeg · Marzec 9, 2014

    ja mam trochę inne typy ;)

    • erill · Marzec 9, 2014

      dajesz :D

  2. Morel · Marzec 10, 2014

    Sa jeszcze zdziwione herkulesy – to tacy pr0 męscy kolesie, którzy zaprosili na zewnątrz cherlawego kolesia i skończyli (jeśli dobrze poszło) na ziemi z rozwalonym nosem. Czasami ze złamaną ręką…albo nogą.
    Ale po za tym – dobry podział ;) chyba wymieniłaś wszystkich.

    • erill · Marzec 11, 2014

      A tak tych pseudo superbohaterów, których mocą jest wódka mimo, że myślą, że są Hancookiem to też znam ;)

  3. kot · Marzec 10, 2014

    Ludzie – huby: przypijają się do ofiary i opowiadają o nieszczęściach swojego życia. ucieczka robi się niemożliwa, szantaż drżącym podbródkiem powszechny, często łzy w oczach, westchnięcia, melancholia. Po pół godziny umierasz z poczucia winy. Chcesz potańczyć? Jasne. Niektórzy mogą tańczyć. Nie cierpią.
    Ponieważ ze swojego bólu czerpią wiele energii, nie ma szansy, by ich przepić i unieszkodliwić.

    • erill · Marzec 11, 2014

      hahahahaha, boże jaka piękna i epicka nazwa. Człowiek Huba. Kocham <3
      W tym wypadku chyba należało by tez dodac kategorię ludzie filozofii, czyli Ci którzy siedzą przy barze i jak do nich zagadasz to nagle opowiedzą Ci historie swojego życia, plany, przemyślenia i ukażą swą wrażliwą głębie pełną intelektualnych przemyśleń :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s