Autodestrukcja.

autodest

Miniony tydzień nienawidziłam wszystkich. Intensywnie i gorliwie.


Wypalałam się w każdej godzinie.

A to na bezmózgiego kierowcę, a to na pozbawionego oczu pieszego. Innym razem na dziwnego człowieka chcącego ode mnie czegoś co nie leżało nawet obok moich referencji dotyczących estetyki. Nienawidziłam czarnych kurtek, ludzkiej nienawiści, głupoty, ślepoty, podstawiania innym nóg, zimna, śniegu, niewyspania i znudzonych życiem twarzy.

Im bardziej paliło mnie ogniem wobec wszystkich i wszystkiego; tym bardziej nie znosiłam siebie samej za braki w twórczości. Zmęczenie, otępienie i pustka w głowie, to byla moja wielka nagroda za taplanie się w swojej nienawiści do świata.

Może i są jednostki które to napędza. Choć raczej przypuszczam, że jest to bardziej próba odcięcia się od tego jacy ludzie są naprawdę; niż wywoływanie stanu upojenia tworzeniem. Ja na swoją fazę mogę wypłynąć tylko wtedy gdy skupiam się na swoich celach.
Na tym co ja chce robić i jak to realizować. Im więcej moich myśli ląduje w lodowatych słowach wobec innych; tym mniej potrafię przekuć swój talent w coś w czym jestem naprawdę dobra.

I to nie jest to nienawiść do wszystkiego.

Pewnie gdyby nie uderzenie w twarz od internetowego życia pielęgnowałabym swoją ogromną i wyrażaną każdą komórką ciała złość na świat, życie i ludzi na dłużej. A tak; krótki liść w lico od realiów i spojrzenie wstecz by dotarło do mnie, że przez miniony tydzień nic nowego nie stworzyłam. Poza wybitnie kreatywnymi wiązankami rynsztokowej mowy; która odbiła się wewnątrz czaszki i samochodu.

Nie wymyśliłam fajnej konwencji. Zamiast wyżyć sie w rytmie i obrazie, wyżyłam się w słowach, które nie nadają sie do publikacji.
Tak; zrobiło mi się lepiej. Nie, moje myślenie nie uległo diametralnej zmianie.

Tak. Wciąż mam dość świata. Tak, męczą mnie ludzie. Zalewa mnie zawiść innych i smród czyjegoś rzyciowego (od rzyci a nie życia) bólu. Ale przekierowanie energii w stronę razów; miast odwracanie się do nich plecami ze slowami „nie da sie? To patrz!” nic mi de facto nie daje. Bo moja frustracja tylko się podwaja.

Im bardziej skupimy sie na nienawidzeniu innych tym mniej zrobimy dla siebie. I oddalimy się od realizacji swoich planów i celów. Im wiecej oglądamy się wokoło siebie tym wolniej posuwamy się w samorealizacji. Opluwanie innych nie sprawi, że nasza praca zostanie bardziej doceniona.

Nie da się żyć złością wobec cudzego sukcesu; bez porzucenia planów realizacji własnego.

Reklamy

6 comments

  1. Krystyna Bałakier · Styczeń 28, 2014

    Mądre słowa. Nienawiść do niczego dobrego nie prowadzi. Serdecznie pozdrawiam. Tak trzymaj!!!

    • erill · Luty 2, 2014

      Ale wydaje mi się, że dobrze się przez nią spalić. żeby zrozumieć jaką ma siłę rażenia :) Dziekuje za komentarz :)

  2. KOKORINOO · Styczeń 28, 2014

    szkoda, że jest tyle nienawiści dookoła ! smuteczek ale uśmiechaj się i będzie dobrze. wierz, że działa :)

    • erill · Luty 2, 2014

      Staram się, Pollyanna w krwi i głowie i do przodu :))

  3. justine · Styczeń 28, 2014

    prawdę mówisz… lepiej skupić się na swoich planach i działaniach niż na negatywnej energii…
    ale czasami wszystko trafia szlag – może to dlatego, że „taki klimat”? ;)
    oby się poprawił! ;))

    • erill · Luty 2, 2014

      Ważne, żeby po tym trafieniu szlagiem podnieść się i robić dalej swoje niż kumulować nienawiść do innych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s