American Hustle.

american-hustle-posters-sonyJestem ignorantem. Nie śledzę repertuaru kin, nie oczekuję z dreszczykiem kinowej premiery, nie jestem zorientowana w tym co należy obejrzeć.

Dlatego gdy dostałam od Kino Nowe Horyzonty zaproszenie na seans American Hustle nie miałam żadnych oczekiwań względem filmu. Nie miałam pojęcia, że powstał, o czym jest i czym mnie skusi. W zasadzie to nawet lepiej; ponieważ weszłam na seans nie nastawiona na nic, poza rozrywką w kinie.
Fabuła z grubsza, opowiada na, historię opartą na wydarzeniach, które miały miejsce w skorumpowanych latach 70 w Ameryce. Agent z ambicjami chce przy pomocy oszuta, na którego polował, złowić troche grubych ryb żeby zaistnieć w FBI. To tak naprawdę mocnym, lekko tylko rysującym ściegiem.
Nic wielkiego, zdawać by się mogło, w tej historii nie ma. Postaci, tchnące klasycznym modelem dobrego sformatowanego scenariusza w zasadzie nie mogą być złe. Ani nowatorskie i pretendujące do świetnych. Ot kolejna produkcja z lekkim amerykańskim posmakiem patosu i ulgi, że mimo, iź cały świat się wali to bohaterowie wychodzą z tego cało.
I wtedy zaczyna się seans. Złotym kolorem, pięknym obuwiem, zdumiewająco dobrze uczesanym spontanicznym lokiem, kręconym całą noc na drobnym papilocie, oraz okularami, które nam, jeszcze dekady temu kojarzyły się z ramolem z socjalistycznego biura projektów.
Pierwsza scena mówi nam w zasadzie nic. Kolejne kilkadziesiąt przez następne dwadzieścia minut też nie rysuje nam sedna fabuły. Ale to nie ma znaczenia. W ogóle. Ja zachwycona łykam na bezdechu każdy detal. Strój kąpielowy, kapelusz, brzmiąca w tle muzyka, lekko nieporadne ruchy bohaterów ku sobie. Oraz, charakterystyczne dla wenezuelskich telenoweli, przydługie i nienaturalnie ukazujące się na twarzy emocje. Z jedenej strony nie pozostawiając pola do interpretacji widzowi, który dostaję łopatą po twarzy „masz widzieć zainteresowanie bo ja je tutaj pokazuje”. Z drugiej budując sielankowy obraz, bez rys, pęknieć, przepełniony dreszczem, śmiechem, radościa, zespoleniem dusz i pożądaniem. By za chwilę odmienić całą perspektywę jedną miną. Narkotyczne. Po prologu w zasadzie wciąż nie wiesz o czym ma być film. A potem następują trzy sceny, przeplecione emocjami, fantastycznie prowadzonymi aktorami i nagle ze spaceru lądujemy w diabelskim mynie, który uspokaja się dopiero w epilogu.
Do tego te obrazy. To jak kadry opowiadają, jak skupiają się na pozornie nie mających znaczenia detalach, smaczkach. Kamera z narratora płynnie przechodzi w konesera pięknych ujęć by przeniknąć zgrabnie do pozycji subiekta. Męskiego; gdy kobieta sensualnie stawiając kroki kołysze biodrami opiętymi skórzaną sukienką; damskiego gdy wzrok widza skupia na pięknych butach, czy kroju sukienki lub kształcie fryzury. Każdy znajduje coś co łechce jego duszę wzrokowca.
Te stroje, stylizacje, fryzury. Ani grama błędu czy niedopowiedzenia. Kostiumy, sukienki, spódnice, futra. Taki koncenrat z lat siedemdziesiątych. Z wałkami, lokami, upięciami czy makijażem. Doskonałe. Uczta dka oczu tych, ktorych ciuchy jarają, z lekką dozą nostalgii, że kiedyś to było. Z nadzieją, że dzisiaj tak można. Auta. Ach, cudowne, idealne. Nie posiadające skazy automobile tego okresu. Zawierające jedyną w swym rodzaju duszę, karmiące takiego freaka na stare aura jak Erillek, naturalnym ich wpleceniem.
Muzyka. Wypełniająca płynnie prowadzone kamerą obrazy, skupiając się na postaciach przez duże P. Którą każdy z aktorów tworzy z pełnią autentyczności. Nie ma Zaczarowanej (Amy Adams), jest Edith, lekko chłodna, seksowna i pewna siebie arystokratka. Nie ma ani grama Batmana czy seryjnego mordercy (Christian Bale), jest Irving, chłopak który chciał ciś więcej, znający zasady i ograniczenia na których przekraczanie nie chce się godzic. Jest i Richie (Bradley Cooper), naurotyczny, przepełniony ambicjami chłopak, który tak bardzo chce być kimś ponad to czym jest; ostatecznie zrywający z wizerunkiem średnio ogarniętego chłopaka z drugoplanowych ról w komediach miłosno kacowych. Jest w końcu Rosalyn (Jennifer Lawrence), tak autentycznie naiwna, charakterna i pewna siebie; nie wychodząca poza perspektywę dalszą niż jej własna. Co dodaje całej historii dodatkowych torów. Pod koniec filmu trudno jej nie kochać. Jest w końcu Carmine Polito (Jeremy Renner), który pokazuje, że stać go na coś więcej niż rola nowoczesnego Legolasa pod wpływem Lokiego lub łowcy czarownic.
Ten film nie ma złych ról. Nawet jeśli momentami, środki wyrazu pewnych emocji (ostatnia rozmowa między Irvinem a Carmin’em) dotykają granic groteski.
Czytałam dużo złych opinii na teamt tego obrazu. Że nuda, że tempo słabe, że gorszy od Wilka z Wall Street i co ludzie w nim widzą. Ja uważam, że jest fantastyczny. Piękny, wykminiony, świetnie opowiedziany kamerą, światłem, aktorami, montażem i dopełniony muzyką i charakteryzacją. Dla kogoś kto kilka razy widział cykl Oceans to kolejny obraz z tej kategorii. Nie da się nudzić, skupiając się na detalach, które są ważne. Na wielu wymiarach.
Z mojej strony daję 9/10.
Ten jeden punkt odbieram za epilog, który spokojnie mógłby być ciut krótszy i bardzuej treściwy, mimo, że jego tempo pozostaje w konwencji całego filmu.
American Hustle 0
American-Hustle-Bradley-Cooper
american-hustle-jennifer-lawrence-cleavage
Christian Bale;Amy Adams
American-Hustle-1
Amy Adams
Advertisements

4 comments

  1. Marcin Nowak (YOeLL) · Styczeń 22, 2014

    Czekam ile Oscarów przytuli. Wysnuję śmiałą tezę, że na jednym się nie nie skończy :)

    • erill · Luty 2, 2014

      pozwolę się zgodzić z ów smiałą tezą :) Ja bym na bank dała za drugoplanową i ciuchy :) Może też za zdjęcia :)

  2. Paulina · Styczeń 22, 2014

    Film jest świetny:) Urzekły mnie stroje, Amy i Jennifer:) No i scena, gdy Bradley psuje fryzurę Christianowi jest mega:P Starsznie mnie rozbawiła:) Początkowo film wydawał mi się nudny, ael z czasme, gdy sie wkręciłam, no bomba:)

    Napradwę jestem ciekawa, kto w tym orku dostanie Oscara, bo wszystkie nominowane filmy są dobre:)

    Ps. Za ‚postaci’ masz u mnie plusa:P

    • erill · Luty 2, 2014

      Nie no w tym filmie nie ma złych scen. Każda ma swój smak. Przecież to jak Amy na niego patrzy z tym brzuchem i w klapkach i ten autentyczny zachwyt w jej oczach. Majstersztyk :))
      Mam taki plan coby zobaczyć wszystkie dostepne w kinach filmy nominowane do Oscara przed rozdaniem nagród :) Póki co idzie mi całkiem nienajgorzej ;)

      Dzięki za komentarz :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s