492. Muzyka jest obrazem.

WAWAW dźwiękach gitary budują się ulice. W basach chodniki. A cicho brzący flet wydeptuje ścieżki. Jest lato.

Słoneczne i błękitne. Zdecydowałam się wracać piechotą do domu. Z pracy. Nie jest daleko. Nie jest też bardzo blisko. Okolica też bywa różna. W perspektywie mam ukochany park, który zatapiając mnie w siebie wymazuje sytuacje z której brakuje mi jaj się wyplątać. Jest 16. Wychodzę z biura. Żegna mnie uśmiechnięta twarz człowieka, który mnie potem wyciągnie i przypilnuje bym nie zanurzyła się z kołdrą w ziemiance ulepionej z niepewności a wykopanej z kaca po złym wyborze. A także posępna twarz Geralta.

Dopiero na Targowej zaczynam lekko odczuwać zmęczenie. Gitara brzęczy jak wakacyjne świerszcze. Dźwięki pachą duchotą i śpieszącymi do autobusów i na Wileńską ludzi. Idę dalej. Przy Powszechnym przyspieszam.
Za chwilę będę w Skaryszewskim.
Moje ulubione miejsce w Warszawie.
Muszę tylko minąć budki pachnące Bangkokiem i ryżem.
Park jest wypełniony ludźmi. Ale nie czuje się nimi przytłoczona. Mijają mnie matki z dziećmi, pary, paczki licealistów i pojedyńcze atomy. Takie jak ja. Siadam na ławce. Patrzę w szamoczące się z wiatrem i ze sobą liście. Słonce czasem dotyka mojego policzka kiedy drzewo przegrywa walkę o tworzenie cienia. W ustach mam smak Ciechana Miodowego. Pod powiekami przesuwają się obrazy biura, ludzi, Trasy Łazienkowskiej, samych Łazienek.
Spotkań owocowych.
Wielogodzinnych dyskusji, screen shotów, rozmów kwartalnych, spacerów i samotności z której wyrosły jedne z najtrwalszych więzi. Marznących nocy w oczekiwaniu na autobus na który spóźniłam się trzy minuty, tekstu na kartkę świąteczną, rozmowy w budynku obok tego z CocaColą. Długie nocne klepaniny w kuchni żeby nikogo nie budzić stukiem w klawiaturę, zatłoczony poranny autobus i wspólnie gotowane obiady. Piątki na dworcu. Zbyt krótkie weekendy.

Wystarczy kilka dźwięków by przenieść się w czasie i miejscu. I na chwilę znów jestem sobą sprzed kilku lat. Z ulgą, że nie muszę wszystkiego przechodzić na nowo. Z uśmiechem, że pamiętam już głownie te miłe rzeczy. I jakaś cząstka mnie zatrzymaną w tamtej czasoprzestrzeni. Cząstka która budzi się tylko gdy słyszy odpowiednie dźwięki.
Nie wiem dlaczego akurat te bo pochodzą z filmu, który widziałam gdy byłam już z powrotem we Wrocławiu. Ale to Łukasz Targosz dźwiękami buduje mi Warszawę, za którą potrafię tęsknić mimo, że wcale nie chcę do niej na stałe wracać. Warszawę która jest drobnym skrawkiem tego czym była. Ale tym najfajniejszym. Ciepłym, ładnym i urokliwym. Na swój sposób magiczną.

Advertisements

One comment

  1. Isa · Listopad 16, 2013

    <3

    :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s