[Travel] BKK trip

Dzisiaj zabiorę Was na małą wycieczkę kilkanaście tysięcy kilometrów stąd. Wpis ten dedykuję w szczególności Venili która jakiś czas temu zapytała czy kiedyś pokaże zdjęcia z krainy uśmiechu :) Tak więc oto one :)

W Bangkoku byłam dwa razyRaz w roku 2005 przez trzy miesiące i drugi w 2007 przez dwa i pół miesiąca. Ale wystarczył mi tydzień bym zakochała się bez pamięci w tym kraju i mieście i bym miała zostać na wieki stracona w niemej tęsknocie za tym niezwykłym krajem, ludźmi, klimatem, czasem w jakim tam byłam oraz po troszę życiem jakie tam prowadziłam. Gdy człowiek ląduje na lotnisku Suvarnabhumi pierwsze co do uderza po wyjściu z samolotu to przeokrutny gorąc oraz duszność. Zaraz po tym pojawia się niesamowity i trudny na początku do zniesienia smród. Zachęcające, prawdaż? ;) Jakkolwiek jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w tym kraju wilgotność nie schodzi poniżej 90% zaś temperatury nocą nie spadają poniżej 25 to jednak zrozumiałym staje się fakt, że kanalizacja będzie żyła własnym życiem uprzykrzając z początku życie turysty.

Za pierwszym razem zanim zdecydowałam się wyjść sama gdzieś dalej niż do najbliższego Tesco gdzie znajdowało się kilka standardowych fast foodów minął dobry tydzień. Miałam pewne dość traumatyczne dla mnie oraz dla ludzi tu na miejscu doświadczenie tuż po przyjeździe które podzieliłam również z ambasadą polską w Tajlandii i telefonami w środku nocy :P Kiedyś może to opiszę, dzisiaj w kuluarach eSPePowych moja historia ma rangę prawie, że urban legend :P Za drugim razem właściwie przyjechałam do siebie więc pierwszym miejscem do którego udałam się jak już się wyspałam było oczywiście centrum handlowe bo na dobry początek kontraktu postanowiłam kupić sobie buty :P A co, :P

Zatem wsiadłam w BTS’a

I udałam się do 8 piętrowego Centrum Handlowego MBK, które ma powierzchnie jak trzy CH w Polsce ułożone wzdłuż. Dla Wrocławian to będzie jak 3 razy Magnolia, dla Gdańszczan jak 4 razy Bałtycka a dla Warszawy jak 4 razy Arkady. I tak osiem pięter do góry wyładowanych stoiskami z absolutnie wszystkim. Od jedzenia, przez dekoracje, walizki, pamiątki i leki z perfumami na butach i ciuchach skończywszy. Wszystko naturalnie za pół darmo bo 200 BHT wtedy to było jakieś 5 $ czyli na nasze jakieś 15 zł. Uah! Okrutna suma ;)))

Jakim miastem jest Bangkok? Różnorodnie okablowanym. To na pewno. Czasem trudno było zrobić jakieś wyraźne zdjęcia przez sznury kabli, kabelków poplątanych z kablami. No normalnie kablozaury których nawet Grymuza nie byłaby w stanie sobie wyhodować.  Poza tym odczuwa się dużą skrajność między nowym, wysokim, oszkolnym biurowem i przycupniętymi tuż obok budami które dla niektórych są najwspanialszym domem zaś we mnie budziły tylko smutek, że ludzie mogą w takich warunkach w ogóle żyć.

(to akurat zrobione z okien redakcji Harper’s Baazar)

(na tym zdjęciu możecie też zobaczyć słynnego Tuk-Tuk’a)

Kilka zdjęć z rejonu hotelu w którym mieszkałam. Acz nie był to typowy hotel. Bardziej to podobne do akademika czy hostelu ale bez sniadań. Nie umiem znaleźć odpowiedniej metafory żeby Wam opisać specyfikę tego miejsca. Zawsze miałam pokój z dużym łóżkiem narzeczeńskim (czy ktoś im coś sugerował???) więc mogłam spać i w poprzek i dalej było miejsce. Pokój miał swoją łazienkę z prysznicem którym właściwie była po prostu połowa łazienki obniżona o 10 cm i którą można było zasłonić w całości zasłonką. Zawsze musiałam sobie kupić ręcznik za 20-30 BHT żeby nie zabić się na kafelkach jak wychodziłam „spod” prysznica. Do pokoju wchodziło się korytarzem długości max metra-półtora i był pokój gdzie stało łóżko, dwie nocne szafki i coś w rodzaju komodowej meblościanki z wielkim lustrem. A no i w przedpokoju była szafa wnękowa. Oprócz tego każdy pokój miał dostęp do balkonu no i naturalnie na wyposażeniu była klima bo bez niej ciężko się spało ;)

Po tym aż jednym zdjęciu mam nadzieję bedzie Wam ciut łatwiej wyobrazić sobie jak ten pokój wyglądał ;) Zrobiłam je przed imprezą nazwaną szumnie „white & gold party”.

Oraz zdjęcia wykonane z balkonów, 12 pięter gdy mieszkało się na ósmym i inne takie ;)

(to był basen w Rompo – czyli tam gdzie mieszkałam, chodziłam na niego 5 razy w tygodniu mniej więcej po 20. Wtedy był spokój i można było popływać a nie słuchać wrzasków tłumu Brazylijczyków których na tych kontraktach jest od groma i ciut ciut i tylko Rosjanie im w tej liczbie dorównują )

( zdjęcie z cyklu „tu byłam” czyli na tle panoramy BKK w kierunku rzeki z 12 piętra Rompo Mansion. Różnicza czasowa między tym zdjęciem a dwoma kolejnymi to jakieś max 20 min)

A propo jeszcze pokoju muszę Wam koniecznie przedstawić mojego uroczego wspólokatora rocznika 2007..

(nie, nie przewidziało Wam się. To naprawdę jest jaszczurka, a właściwie jaszczurątko )

Cykl zdjęć z gatunku „ale tu ładnie, zrobię słit focie”. Miejsce pochodzenia to Lumpinee Park do którego się kiedyś wybrałam bo był blisko i niedaleko metra, Centrum Chit Lom, okolice Hotelu Oriental nad rzeką i miejsca które odwiedzałam w trakcie spacerów z cyku „idę przed siebie”.

( tak, to jest siłownia na otwartym powietrzu)

( z cyklu Chińczycy są wszędzie)

W Bangkoku nie ma takiej godziny gdy nie ma korków. One zazwyczaj z ogromnych zatorów zamieniają się na wielkie korki metropolii. Stan „przejeżdzamy spokojnie miasto” nie istnieje. Chyba, że to highway a i to nie w każdej godzinie. Ci ludzie nawet w środku nocy mają korki. Nie do wiary to jest! :)) Taksówkarze potrafią czytać gazety gdy z Tobą jadą, zaś ja niejednokrotnie szybciej docierałam BTS’em i na własnym nogach niż taksówką miałabym jechać. Alternatywą są też motorbike taxi jak sama nazwa wskazuję taxi na skutero-motorach (spoko, nikt tam nie wozi ludzi na ścigaczach) ale oni jeżdżą na ogól po dość ograniczonym terenie (np. część dzielnicy w skład której w Polsce wszedłby obręd kilku ulic i około 5 skrzyżowań większych) więc są dobrą alternatywą gdy wysiadasz gdzieś na stacji ale jeszcze kawałek musisz przejść w tym gorącu. A tak przynajmniej wieje, twarz się cieszy, muchy człowiek zjada i trafia za 20 BHT (pół dolara) na miejsce w ciągu 5 min a nie 15 :)

Architektura „klasyczna” Tajów charakteryzuję się specyficznym sposobem wykańczania dachów i kątów na nich. Widać to nie tylko na budynkach świątynnych, te często wyglądają jak wielka beza ze szpicem (zdj. 1) ale na szkołach czy na małych ołtarzach buddyjskich ( nie ukrywam, że o tej religii wiem boleśnie mało i też nie pamiętam już jak nazywały się te ołtarzyki, co konkretnie oznaczały kwiaty i dlaczego konkretnie się je wieszało, zapalając też kadzidła. Pamiętam jednak że były praktycznie na każdym kroku. Mniejsze, większe, bardziej zdobione lub skromniejsze. Zaś girlandy kwiatowe które przypominały mi nasz chrześcijański różaniec Tajowie wozili ze sobą również w autach).

( w tej taksówce widać tulko figurkę Buddy, natomiast jeździłam w takich w których wisiały te girlandy kwiatowe oraz w takich które miały znakami wyrysowany sufit w taką girlandę sie układający )

Żeby wprowadzić ciut bardziej swojski klimat..

( zdjęcie wykonałam na początku października!)

Skoro święta to i jedzenie. Przynajmniej mnie się nasuwa takie skojarzenie. Aby nie zginąć z głodu w pokoju w którym nie było nic kuchennego poza kontaktem do którego ewentaulne coś można było podłączyć należało znaleźć jakąś alternatywę. Na początku gdy byłam dzikusem, bałam się ludzi, z nikim nie gadałam (bariera językowa, nie tyle w braku znajomości języka co przełamania się by zacząć nim mówić) jadłam w odmianach KFC  które było na terenie Tesco Lotos tuż obok hotelu (5 min spacerku). Natomiast potem jak poznałam Franka z Kanady z którym do dzisiaj od czasu czasu do siebie piszemy i zaczęłam jednak mówić po angielsku, Frank wprowadził mnie na trzecie piętro wspominanego Tesco gdzie mieściła się Food Village.

Zasada była taka że wykupywało się abonament (minimun 40 BHT) i wybierało się do jedzenia co tylko się chciało i płaciło się nabitą abonamentową kwotą kartą. Jak się przejadło wszystko to się oddawało kartę, jak nie to zostawiało. Zjeść i to tak na serio najeść się można było już za 40 BHT co wtedy było równowartością dolara. Ja się zajadałam Coutlet Porkiem (zapiekane mieso w omlecie z cebulą na sosie sojowym wylanym w kształcie omleta na miseczkę ryżu) albo Fried Rice’em z kurczakiem. To wiecie co to jest?? Jedzenie panie przygotowywały na miejscu przy Tobie. Jedyne co miały gotowe to ryż i podszykowane mięso.

Zaś Tajowie i co odważniejsi koledzy oraz czasem i koleżanki jadali na straganach takich na dworze. Albo to były takie budy z jedzeniem tuż przy ulicy albo takie jeżdzące stoisko na kółkach wielkości połowy roweru na którym można było spotkać np. takie pyszności:

To jest mały pikuś. Normą i przysmakiem pojawiającym się głównie wieczorową porą były smażone koniki polne oraz karaluchy. I Ci ludzie serio to jedzą. Jedna znajoma brazylijka zjadła takiego owada. Jej jedynym komentarzem było, że był „crunchy”. Na jakiś czas zaprzestałam jeść wszystkiego co ma to słowo w nazwie…

Na koniec zaś tej krótkiej wycieczki trzy zdjęcia. Narcyztycznie.

Numer pierwszy to zdjęcie na którym podobno wyglądam najbardziej jak Anja Rubik:

Zaś dwa pozostałe…

W 2005 roku jak byłam dostałam zlecenie na pracę którym były 4 zdjęcia do wykorzystania przez duży dom handlowo-biurowy. Bardzo elegancki, prestiżowy gdzie ceny nawet jak na BKK były wysoskie. Jedno z tych zdjęć pokazywałam Wam przy okazji małej wycieczki w przeszłość. Drugie to było to:

(swoją drogą uwielbiam je i chciałabym mieć w szafie wszystko. Nawet tą piłkę do kosza owiniętą w kłębek czegoś :P)

Wyobraźcie sobie zatem moją minę gdy pierwszego dnia normalnego funkcjonowania przy drugim pobycie, wracając z MBK (pierwsze zdjęcie) z nowymi butami (a jakże!) zobaczyłam to..

( zdanie dla bystrych – znajdź podobieństwa ;P)

Takim to optymistyczno mocno nacystycznym akcentem brutalnie powracam z Wami do zimowej codzienności Polskiej ;) Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się Wam pokazać z tego niezwykłego miasta które kocham pewną cząstką siebie. Oraz że dało się ten elaborat czytać :)))

Jakość zdjęć jest jaka jest bo w tamtych czasach posługiwałam się kompaktem. Był to i owszem Canon ale jednak kompakt ;)

11 comments

  1. dzieckokwiatu · Marzec 1, 2011

    zazdroszczę takiej podróży ;d

  2. Panna Lemoniada · Marzec 1, 2011

    I już koniec? tak mało? jeszcze opowiadaj!:) Zazdroszczę okrutnie a i cóż mogę powiedzieć więcej śliczna jesteś a zdjęcia powala!:)

  3. venila · Marzec 1, 2011

    wow, dzięki kochana za ten post! BKK po twoim opisie bardzo skojarzył mi się z Malezją i Kuala Lumpur. Co do galerii handlowych, z pewnością żaden kontynent nie przebije Azji :D Uśmiałam się przy kablozaurach i ‚crunchy’m’ :D:D:D
    a Twoja sesja, to już w ogóle mega. zawsze mi się śmiać chce, jak widzę gdzieś tutaj na blogach szafiarskich jak panienki prześcigają się w tym, jakiego to one nie mają doświadczenia,wiedzy itd. a kiedyś pomyślałam sobie, że ty masz ogromne doświadczenie w dziedzinie mody, widziałas niejedno, a mimo wszystko nigdy się tym nie przechwalasz i nie wywyższasz, choć z pewnością masz wiele do powiedzenia!

  4. dorot · Marzec 1, 2011

    ha, jadłam karaluchy, rzeczywiście „crunchy” :D a żarcie w budach ulicznych nie do przebicia…. :)

  5. Luiza · Marzec 1, 2011

    nie ma obawy – „dało się czytać”, ciekawa opowieść, niesamowita przygoda i fajne zdjęcia i nie jest ich wcale za dużo!

  6. Kojra · Marzec 1, 2011

    Cudowne zdięcia !! Wyszłaś na nich przepięknie ! Pozazdrościć takiej wycieczki :-)

  7. dreadmamka · Marzec 1, 2011

    świetna przygoda, a Anja Rubik przy Tobie się chowa!

  8. tattwa · Marzec 1, 2011

    wspaniałe zdjęcia, chciałabym zobaczyć to kiedyś na żywo :))

  9. pixii · Marzec 2, 2011

    Super post!
    Fajnie napisane – niemal czułam ten zapach „po wyjściu z samolotu” ;) Świetne zdjęcia, no i na pewno super przygoda. Może kiedyś sama to wszystko zobaczę… ;)

  10. Sanna · Marzec 13, 2011

    Wow, na tych zdjęciach (zlecenie) wyglądasz cudownie, wytwornie… świetnie :)

  11. Anja · Marzec 16, 2011

    Świetne zdjęcia. Chciałabym kiedyś zobaczyć to miasto na własne oczy ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s