207. Welcome to Miami, B-B-Bertie ;)

Spokojnie, nigdzie nie wyjechałam ;) To po prostu ta koszulka mi się kojarzy ze słonecznym Miami, dlaczego sami zobaczycie za moment. Gdzie ją kupiłam? No jak to gdzie, oczywiście, że w Tesco :P Na wyprzedaży była akurat a ja mam ostatnimi czasy słabość do oversize’owych topów które formą przypominają sukienkę dla 8 latki, bo ani to krótkie na top, ani długie na typową tunikę ;)

Ostatnio w ogóle czuję silną potrzebę zestawiania rzeczy które do siebie nie do końca pasują lub takich które podpowiada zmysł „powinno się”. Stąd buty są karmelowe a nie czarne (acz, na spotkanie jednak poszłam w płaskich czarnych. Nie chce fundować ludziom dyskomfortu, że nie dość, że już jestem wysoka to jeszcze dodaje sobie obcasy. Jednak w pracowych okazjach stawiam na płaskie obuwie), marynarka jest granatowa a nie czarna i nawet te naszyjniki jakoś tak nie nasuwają się jako pierwsze gdy myśli się o dodatkach.

W ogóle. W Walentynki w ramach pełnego owczego pędu za modą, że należy tego dnia wyjść razem (tak jakby w inne dni nie można było, ale spoko :p) faktycznie wyszliśmy. Udaliśmy się najpierw na romantyczną kolację do McDonalnda gdzie pochłonęłam MacFisza, Małżonek mój zaś kanapkę zbójnicką, dopchnęliśmy to frytkami i zapiliśmy kolą. Zapsokoiwszy nasze podniebienia tymże daniem Bogów udaliśmy się do kina. Wybierając film rozważałam dwie opcje albo Black Swan nad którym co rusz czytam zachwyty; oraz na King’s Speach o którym tez przeczytałam dużo pochlebnych opinii. Z tych dwóch filmów tylko ten drugi sprawiał wrażenie, że poza dramatem będzie można się jeszcze uśmiechnąć i dlatego to na niego kupiliśmy bilety. Wgniotło nas. Autentycznie ten film wgniótł nas w fotel. Ja się czułam jak te dzieciaki na klipie Coldplay’a „life in technicolor” (który swoją drogą absolutnie uwielbiam). Wszystko w nim było autentycznie zachwycające. Począwszy od smaczków z kadrami, zabawą ostrością, kolorami, scenami na dworze (no scena poranna z parku po prostu mnie zamiotła, ta mgła.. no obłęd!) poprzez samą fabułę, rysowaniu scen oraz absolutnie fenomenalnego castingu i genialnej grze aktorskiej. Wszystko w tym filmie było na miejscu. Jestem do dzisiaj w pewien sposób wewnętrznie rozdygotana jak wspominam ten obraz. Dawno już żadne film nie wywarł na mnie takiego wrażenia właściwie w całości. Na ogól mam jakieś zastrzeżenia do obrazu, tak np. w Avatarze byłam zachwycona obrazkiem i techniką no ale historia.. no umówmy się ten film nie powstał po to by przekazać jakąś treść, chyba, że „ukrytą” pt. „zobaczcie jak zaawansowaną techniką możemy kręcić film”. A tutaj? Film akceptuję w pełni. Nie jest to miłość jaką darze LOTRa czy nawet HP którego jestem w stanie naście razy obejrzeć. Ale The King’s Speach nie jest filmem który ogląda się wielokrotnie. Jego się kontempluje i przeżywa. Ach, jak wspomnę te niecodzienne kardy, które są absolutnie sprzeczne z wszelkimi zasadami i chyba właśnie dzięki temu tak niesamowite… Ach.. :) Jeśli zastanawiacie się na co iść do kina i nie należycie do grona ludzi dla których najważniejsze są efekty, wybuchy i pościgi to gwarantuje Wam dwie godziny fenomenalnego kina które zamiata :))

Wybaczcie ten drobny elaboracik ;) Już Was zostawiam ze zdjęciami ;)

Zestaw:

Top, naszyjnik – F&F/ Marynarka – vintage/ Spodnie – Cameiu/ Buty – stylowebutki/

Ach!! I prawie bym była zapomniała ale nie zapomniałam :) Dzisiaj jest dzień kota :)))

Poznałam dziś bardzo sympatycznego Miśka będącego połączeniem MeinCoona z dachowcem i był to wyjątkowo przyjazny kocurek który łypał na mnie z niewiarygodnie dużą sympatią; usiłował się miziać do mnie, zalotnie zwracając na siebie uwagę kładąc obie przednie łapki na moich nogach ;) Zupełnie jak Nasza Marlena której zdjęcia wrzucam ;)

 

Advertisements

12 comments

  1. kiwaczek2 · Luty 17, 2011

    mcfish a fuj!

  2. isa_bella · Luty 17, 2011

    bluzka dobra na maxa, mnie sie kojarzy z latami ’90 heeheheheh

  3. pixii · Luty 17, 2011

    Heh, taaak, lata 80/90 i Miami Vice (i Don Johnson) :)
    Fajna ta bluzka i bardzo podobają mi się te naszyjniki, muszę przejść się do Tesco skoro można tam znaleźć takie cuda ;)

  4. Natalia · Luty 17, 2011

    Coz za piekny kociak!! Nie moge oderwac od niego oczu!

  5. ladysport · Luty 17, 2011

    Ja już nie obchodzę Walentynek – ale Dzień Kobiet tak i owszem:). Mi się też bardzo podobał the King, a głównie z racji tego, że ktoś bliski z mojej rodziny też miał wadę wymowy i to samo co w filmie on ćwiczył z logopedą.

  6. klaustynka · Luty 17, 2011

    Fajny łańcuszek jak i reszta ubrań :-) Tylko ja bym raczej nie ubrała tych butów do tego stroju ;-)

  7. dzieckokwiatu · Luty 18, 2011

    Zdecydowanie oba filmy są na mojej liście „Trzeba obejrzeć” – też dużo dobrego czytałam albo bardzo złego, kontrowersje mnie ciekawią, muszę sama je zobaczyć! Jakbyś wyjechała do Miami to bym umarła chyba z zazdrości ;) choć życzę ci tego, koszulka jest dobrym krokiem na przód :D:D

  8. mala100gosia · Luty 18, 2011

    świetne kozaki :D

  9. Maa-K · Luty 18, 2011

    zgadzam się, „King’s Speech” jest fantastyczny. błyskotliwy, inteligentny, wciągający… kapitalny.
    a Twoje kozaki są świetne!
    pozdrawiam ciepło
    PS. kociak cudowny !!!

  10. agata · Luty 19, 2011

    nie lubię ‚MacFisza’ , jest chyba za zdrowy z całego wachlarza produktow tej marki hahah ;)
    mi koszulka kojarzy sie z filmem blow :D + naszyjnik,i spodnie = szał !!!!!
    troche tekstura butow sie gryzie z reszta,tak mi sie zdaje.. ale bardzo dobrze wygladasz,
    pozdrawiam
    a!

  11. Sheila · Luty 20, 2011

    Śliczny naszyjnik, muszę wreszcie bliżej się przyjrzeć F&F :)

  12. AgataP · Luty 21, 2011

    fajna ta koszuleczka ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s