186. Tradycje rodzinne związane z wyglądem :>

Macie jakieś wyniesione z domu? Nie chodzi mi o to, że Wasza mama ubierała się w stylu hippie czy też Jackie Keneddy czy może grunge czy cokolwiek innego. Chodzi mi raczej o stosunek do ciuchów, do tego kiedy i jak należy się ubrać, czego nie wypada nosić w jakimś wieku a co wypada. O to w jaki sposób Wasi rodzice, być może dziadkowie odnosili się do stroju i wyglądu generalnie.

U mnie na przykład jak to w tradycyjnej rodzinie zawsze był podział na strój codzienny i taki od święta. Przy czym świętem u mnie była również niedziela. Odkąd sięgam pamięcią w niedzielę zawsze należało wyglądać bardziej niż na co dzień. Pewnych sukienek a nawet czasem butów, sporadycznie też płaszczy nie ubierało się w inny niż niedziela (lub Wielkanoc, Boże Ciało, Boże Narodzenie) dzień. Bo po prostu nie wypadało się tak stroić na co dzień. Do tego dochodziła kwestia tego, że zawsze po przyjściu ze szkoły, przedszkola, kościoła, gości nakazywano mnie i mojego bratu przebierać się w ciuchy „domowe”. Bo szkoda było tych wyjściowych wygniatać lub/i brudzić w domu. Przyznaję szczerzę nienawidziłam tego strasznie bo widziałam, że u koleżanek takich „dziwnych” obyczajów się nie stosuje. Ostatnim takim elementem który mocno wyrył się w mej pamięci jest to, że moja babcia (bo wychowywałam się mieszkając z mamą i dziadkami) codziennie się malowała po śniadaniu. I mimo, że najczęściej była w domu (w sensie nie chodziła na zakupy, do fryzjera, etc) zawsze miała umalowane brwi i usta czerwoną szminką. Mimo, że wiele z tych tradycji gdy byłam młoda uważałam za krzywdzące (co znajomi powiedzą?), bezsensowne (bo dlaczego nie mogę ubrać tej sukienki w środę?) czy po prostu irytujące (ale po co mam się przebierać w domu?!) to dzisiaj nie ukrywam prawie dokładnie powtarzam te mechanizmy ;P W niedzielę (i święta, w tym imieniny, urodziny, imprezy rodzinne) zawsze staram się wyglądać bardziej niż na co dzień. Nawet jeśli nie zawsze może być to widoczne na blogu (nie zawsze zamieszczam zestawu zgodnie z dniem ich ubrania). Po przyjściu do domu zdejmuje ciuchy „wyjściowe” na takie domowe czyli jakiś luźniejszy top, legginsy lub dresy i jeśli mi się zbyt chłodno opatulam się długim swetrzyskiem. Nie wychodzę z domu bez makijażu (no dobra czasem robię make up w aucie, ale zanim docieram do miejsca docelowego już go mam ;P) chyba, że akurat jadę na zdjęcia/pokaz co właściwie zdarza się więcej niż sporadycznie ;)

A jak u Was? Czy są takie zachowania wobec ciuchów i wyglądu które w wieku dziecięco-nastoletnim torepdowaliście a teraz okazuje się, że jednak je stosujecie? Czy może macie jakieś własne? :)

Tak, żeby łatwiej Wam się myślało dołączam zdjęcia tego co miałam na sobie dzisiaj ;)

Inna wersja noszenia czapki ;)

Zestaw:

Golf – BKK/ Sweter – sh/ Spodnica – H&M/ Rajstopy – F&F/ Buty – allegro/ Czapka, pasek – vintage/ Płaszcz – carrefour

Advertisements

20 comments

  1. styledigger · Grudzień 5, 2010

    Do przebierania się po powrocie do domu też mnie mama zmuszała, ale teraz sama z przyjemnością wskakuję w dresik- właściwie mogłabym w nim chodzić cały czas:)

  2. venila · Grudzień 5, 2010

    bardzo fajny tekst, skłonił mnie do zastanowienia się nad tą kwestią, więc wrócę za chwilę, jak sobie przypomnę jak to było

    • oursolutionss · Grudzień 5, 2010

      masz racje czapki sa rewelacyje:) twoj zetaw tez mi sie podoba uwielbiam beze :)

  3. Karo · Grudzień 5, 2010

    Po pierwsze, bo zapomnę – bardzo fajnie wyglądasz, takie kolory mi się niesamowicie podobają! Ale butów na szpilce to przyznam, że się boję… :P.

    Tak, tekst jest bardzo ciekawy, przeczytałam z zainteresowaniem. No i nic z tych rzeczy, o których pisałaś, nie wydaje mi się dziwne. Tyle że moja babcia się nie malowała w ogóle, a mama tylko, kiedy wychodziła z domu – tak jest z resztą do dziś. Niebieski cień na powiekach i czerwona pomadka – nigdy puder ani maskara, ale mama nosi okulary, a poza tym ma długie rzęsy :).

    Mieliśmy (ja i rodzeństwo) oczywiście oddzielne ubrania do szkoły, inne na niedzielę, inne „po domu”. Ba! pamiętam jeszcze czasy, kiedy miało się nówki sztuki bielizny do lekarza… A jako dziecko często chorowałam, więc miałam spory zapas białych koszulek.

    Przyznam, że nie przeszkadzało mi to wcale, wprost przeciwnie. Rozdzielenie ciuchów szkolnych i domowo-podwórkowych pozwalało uniknąć przykrość związanych z ubrudzeniem się. Bo wiadomo, ze jak ciuch był „na podwórek”, to z definicji do ubrudzenia :D. Kiedy wstąpiłam do drużyny harcerskiej miałam jeszcze ciuchy na wypady do lasu – ciemne i ciepłe.

    Do kościoła obowiązkowo sukienki (och, chińskie sukienki…) lub spódniczki. To było świetne – nie trzeba było się nigdzie spieszyć, można się było wystroić, wyglądać inaczej niż zwykle – wszak święto to święto. Dziś trochę mi głupio, kiedy idę do kościoła ubrana tak, jak zawsze, ale cóż – mam ciuchy po prostu do pracy, codzienne i, powiedzmy, wieczorowe czy eleganckie, a przecież w bardziej eleganckiej sukience czy małej czarnej nie będę na mszę pomykać…

    W domu do dziś wskakuję w dresowe spodnie i ulubioną pasiastą bluzę. Tak wygodnie i już! I w takim dresiku przesyłam pozdrowienia :).

  4. mala100gosia · Grudzień 5, 2010

    rewelacyjny zestaw :) takie kremo-beze rewelacyjnie do ciebie pasują :)

  5. Charlotte Rouge · Grudzień 5, 2010

    Piękny zestaw kolorystyczny <3

  6. ladysport · Grudzień 5, 2010

    Ślicznie wyglądasz, super sweterek i wersja czapki nr 2 bardzo mi się podoba. U mnie też tak było, a pisząc ten post siedzie w koszykarskich spodenkach mojego męża i dużym t-shircie – zestaw domowy:)

  7. lavendersummer · Grudzień 5, 2010

    Rewelacyjny płaszcz! Jest ciepły, zimowy? Ile kosztował?
    Jeśli chodzi o historie ciuchowe…u mnie w domu nigdy nie było podziału na ciuchy domowe/nie domowe, bo moja mama wychodziła z założenia, że w domu też należy wyglądac ładnie i schludnie, choćby dla samego siebie :) Oczywiście były ubrania typowo wyjściowe na jakieś szczególne okazje. Ponieważ nie jesteśmy wierzący nie było też jakiegoś szczególnego ‚czczenia’ strojem świąt kościelnych czy niedzieli.
    Chyba powielam wszystkie z tych tradycji u siebie w domu :)

  8. Fuchsia · Grudzień 5, 2010

    Hmm…u mnie w domu też kazano mnie się przebierać w bardziej „domowe” ubrania. I sama nadal to robię :) Szkoda mi brudzić i niszczyć ładnych ubrań, szczególnie z moim talentem do rozlewania napojów :)

  9. Studio Thandi · Grudzień 5, 2010

    Czarujace zdjecia i urokliwa czapa :)

  10. Ki · Grudzień 5, 2010

    Nie wyobrażam sobie, żeby po przyjściu do domu nie przebrać się w „domowy” strój. Świetnie wyglądasz w takich pudrach i beżach, a co do futrzanej czapy, to również jestem szczęśliwą posiadaczką takowej i jest to jedna z moich najbardziej ulubionych części zimowej garderoby.

  11. ................ jak nigdy w życiu .................... · Grudzień 5, 2010

    ……… Super , po prostu the best ……… Orginalne połączenia , całość piękna , i Twój uśmiech , po prostu super . Pozdrawiam serdecznie :)

  12. dzieckokwiatu · Grudzień 6, 2010

    Ostatnio masz upodobanie do beżowego. U mnie było…prościej. Ubieraj się jak chcesz, nikogo to i tak nie obchodzi.

  13. kiwaczek2 · Grudzień 6, 2010

    kurczę ja nic nie wyniosłam z domu LOL Bo nie bylo co wynosić. U nas nie ma podziału na odświętne i nie. co do malowania to ciocia malowała sobie brwi na takie mega czarne. Nie mogę pojąć że jej się tak codziennie chciało taką grubą krechę walic, i że jej się ręce na starość nie trzęsły ;-D

  14. Rzaba · Grudzień 6, 2010

    uśmiałam się jak nie wiemco;D
    u mnie w domu było dokładnie tak samo!
    I co najciekawsze , mimo ze mnie drazniło, ze trzeba ściagac ubranie i zmieniac na takie podomu, to teraz inaczej nie potrafie. Zawsze jak wiem, ze już nie wyjde tio pzrebieram się w wygodne leginsy i tiszert.
    A tak w ogóle to bardzo czesto powielamy zachowania naszych rodziców. Nawet te bardzo krytykowane kiedyś:)
    A Ty wygladasz kwitnaco!

  15. YenneferD · Grudzień 6, 2010

    Bardzo mi się podobają kolory w tym zestawie, no i ta czapa – boska!

    Co do zwyczajów ubraniowych to u mnie też tak było – ciuchy od święta i na codzień, przebieranie się w jakieś dresy po domu. Jako nastolatka bardzo się buntowałam i nie chciałam zmieniać ciuchów na te „po domu”, teraz sama wskakuję w coś wygodniejszego, co nie znaczy brzydszego :D

    Pozdrawiam!

  16. DaisyLine · Grudzień 6, 2010

    przepiękne kolory, cudnie w nich wyglądasz. Cały zestaw jest bogaty w piękne wzory i tkaniny :)

  17. bastamb · Grudzień 6, 2010

    Ty wyglądasz cudnie…piękna kolorystyka…wszystko świetnie dopasowane…u mnie w domu rodzinnym był podział na codzień i od święta….ja mało się do tego stosuje….zawsze się ubieram choć na imporezy czy to urodziny, imieniny, święta trochę lepiej…po prostu do sklepu niektorych rzeczy się nie zaklada…w domu przebieram się bo zawsze mam coś do zrobienia więc jest mi wygodnie…makijaż zawsze w zależności do pory dnia i okoliczności…choć bez makijażu tez mogę….pozdrawiam…

  18. kamila · Grudzień 6, 2010

    cudownie wygladasz… i mnie mama do tej pory zmusza do przebierania sie…

    te kolory pięknie do siebie pasują. i śliczne butkiii….

  19. erill · Grudzień 6, 2010

    @ styledigger
    hehe, ja własnie identycznie :) uwielbiam swoje domowe dresy, getry i inne znoszone ciuchy, które mimo, że maja swoje lata nadal wygladaja dobrze i sa po prostu przewygodne :)

    @ venila
    :)

    @ oursolutionss
    Dzieku :)

    @ Karo
    A to tradycji osobnej bielizny to zupelnie nie znalam :))
    Zas faktycznie masz racje, ze oddzielanie ciuchow na wyjscia i na domowy uzyek spriawialo mniejsze rozczarnowanie gdy ukochana spodnicza sie pobrudzial lub nie daj boze podarla i co ciekawe nie mialam jakis wielkich zali by na powdorkowe harce ubierac sie w te strasze ciuchy. Zreszta wtedy gdy sie akurat to stosowalo to bylam dzieckiem i wazne bylo w ogole wyjscie niz to w czym sie wychodzilo ;)
    Zmuszanie do „oszczedzania” ciuchow denerowalo mnie w starszym wieku i definitywnie sie skonczylo gdy wyroslam z kilku naprawde pieknych ciuchow bo „nalezalo je oszczedzac” wiec ubralam je raz a czasem wcale. Wtedy zadzialal argument marnowania dobrych rzeczy ;)
    I dzieku :)

    @mala gosia
    Dzieku :)

    @ Charlotte Rouge
    Dzieku :)

    @ ladysport
    No ja jeszcze w mezowskich spodniach nie chadzam jakkolwiek w koszulkach nie raz juz spalam ;) jeszcze w czasach przez-paro-narzeczenskich ;)

    @ lavender
    Tak jest cieply :) Ale nie tak jak np. kozuch ale to wynika z tego z czego jest zrobiony. W kazdym razie ja mimo tego, ze marzne zawsze w nim czuje ze mi cieplo ;) A kupilam go za 129 zl w carrefourze jeszcze w pazdzierniku :)
    U mnie w domu tez nalezalo wygladac schludnie (wide babcia mimo siedzenia w domu zawsze w makijazu) ale to nie oznaczalo, ze nalezy chodzic w nowych rzeczach ;)

    @ Fuchsia
    No wlasnie z uwagi na ta niechec zbyt szybkiego zniszczenia m.in zawsze sie po przyjsciu do domu przebieram :)

    @ Studio Thandi
    Dzieku :)

    @ Ki
    Ano :) No moja od teraz tez juz jest :P

    @ …jak nigdy w zyciu..
    Dziekuje bardzo :)))

    @ dzieckokwiatu
    Fakt, mam :) Dobrze sie czuje w takich kolorach. A ubieram sie tak, zeby sie samej dobrze czuc i nie wzbudzac jednak zbyt intensywnego zainteresowania ;)

    @ kiwaczek
    Ale moja babcia do dzis dnia maluje wlasnie czarna kreske na brwiach i usta czerwona szminka. I mimo, ze rece juz nie te to jednak robi to prosto. To automatyzm. :)

    @ Rzaba
    To prawda :) Jak patrze na siebie widze duzo podobienstw do mojej mamy, do tego jak wygladalo jej otoczenie, jak wygladal moj rodzinny dom. I tez prawda, ze czesto te zachowania najabardziej zarliwie krytykowane najczesciej powtarzamy :) Kiedys pewna madra kobieta mi powiedziala, ze dopoki zaciekle walczymy z tym by nie stac sie takimi jaka nasza matka tym bardziej nimi jestesmy. Im bardziej pogodzimy sie z podobienstwami tym latwiej nam znalezc siebie w tym, nie zas stac sie kopia :)

    @ Yennefer
    Dzieku :)
    Moze to znak jakis czasow skoro tak wiele osob mialo podobne zwyczaje? A moze dlatego, ze teraz je powielamy, powielili je nasi rodzice i stad to nie umiera..? :)

    @ DaisyLine
    Dziekuje :))

    @ bastamb
    Dziekuje :)
    Ja bez makijazu nie umiem wyjsc do ludzi (poza wyjatkami gdy jade do pracy ale wtedy np. zakladam okulry ;P)

    @ kamila
    Dziekuje :))
    Mnie juz nie „zmusza” ;) Sama sie przebieram a poza tym od kilku lat mieszkam juz poza domem rodzinnym :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s